Kocimi oczami

źródło

Dziwnym trafem
rozpoczęłam przygodę z książkami Kasi Bulicz-Kasprzak od środka, najpierw była Nalewka,
później Meandry, by wrócić do powieści, od której wszystko się
zaczęło. Nie miałam wątpliwości, że fabuła mnie nie zawiedzie. Są autorzy,
których książek można być pewnym. Jakie więc są moje wrażenia po Nie licząc
kota…
i komu polecam tę pozycję? Zapraszam do lektury recenzji.

Związki
bywają różne, od tych rozpoczętych płomiennym uczuciem trwającym i
nieustającym, przez nieco bardziej stabilne, bez wylewnego okazywania uczuć, aż
po te fałszywe. Prawda jest taka, że na początku żyjemy euforią, by później
zacząć myśleć, analizować, a na końcu węszyć. Co? A to już wedle uznania. Asia
od zawsze miała niskie poczucie własnej wartości. Ma za sobą kilka związków,
coby nie było, że jest z nią coś nie tak; pracę, tytuł doktora. Wykłada na
uczelni i mieszka ze swoim mężczyzną. Oczywiście jest szczęśliwa. W końcu
Łukasz jest bardzo dobrym partnerem życiowym, dobrze sytuowanym, dzięki czemu
mógłby mieć każdą, a wybrał ją, Asię, i to wszystko przez zwykły
przypadek.  Joanka, słysząc głos matki po drugiej stronie słuchawki,
próbowała skupić myśli na fakcie, że jej sen został brutalnie przerwany, w
dodatku trzeba było dowiedzieć się dlaczego jej rodzicielka dzwoni o tak
barbarzyńskiej porze. Powód był zaskakujący, nie dlatego, że była nim śmierć
ciotki, z którą od wielu lat nie utrzymywała kontaktu, a termin pogrzebu
nierealny, by mogła być obecna podczas ceremonii, na co Asia w ogóle nie miała
ochoty. Już chciała odpuścić sobie sprawę, gdy matka zakomunikowała coś
jeszcze. Chcąc nie chcąc, trzeba było udać się w kilkuset kilometrową podróż,
by dowiedzieć, jak sprawy wyglądają z bliska.
Wysiadając
już na stacji poczuła się nieswojo, postanowiła udać się do adwokata czy też
notariusza, może będzie miał dla niej czas przed umówioną godziną. Jeżeli
myślała, że uda jej się załatwić sprawy szybko i bez świadków, była w wielkim
błędzie. Pani Lusia miała wiele cech, ale jej jedną i najbardziej widoczną była
cierpliwość, potrafiła godzinami czatować na swoje ofiary. Samotność
popycha starszych ludzi do różnych zachowań, byle tylko te miały jeden
oczekiwany skutek: towarzystwo! Jest jeszcze ktoś, komu zdechł człowiek, w
sumie nie ma w tym niczego dziwnego. Każdy, kto się zestarzeje, zdycha, ale co
teraz będzie z nim? Jeść dostaje, kuweta czysta, tylko samemu jest smutno, nowy
człowiek ma dziwny zapach, a co najgorsze – nie potrafi odebrać sygnałów
wysyłanych przez niego! W dodatku Asia ma problem, przeszłość daje o sobie
znać, nie jest pewna, co tak naprawdę jest z jej związkiem, pada ofiarą zemsty
fryzjerki  i  w tym wszystkim nie wie, jak wygląda jej nowy kot.
Jak
wspomniałam na początku, byłam przekonana, że książka mnie nie zawiedzie. Styl
Kasi Bulicz-Kasprzak jest bardzo przyjemny w odbiorze; niby powieść nie porusza
niczego nowego, bo temat miłości w różnych jej obliczach był rozpatrywany na
wiele sposobów, a jednak Nie licząc kota… ma w sobie coś takiego, co
sprawiło, że nie mogłam oderwać się od stron. Jako że jestem wielką kociarą,
bardzo ucieszyło mnie, że w fabule został zawarty wątek z przedstawicielem
właśnie tego gatunku zwierząt. Zaś wypowiedzi kocura i jego przemyślenia nie
jeden raz sprawiały, że się zaśmiewałam. 
Każdy
bohater był charakterystyczny, ale to pani Lucynka podbiła moje serce.
Osobiście uwielbiam takie staruszki; może i są one natrętne, czasem męczące,
ale jakież urocze przez swoją nadopiekuńczość. W końcu bycie samotnym zbyt
długo każdemu normalnemu odbije się w taki czy inny sposób. Lucynka uwielbiała
karmić, a że nie każdemu jej kuchnia musiała smakować.. no cóż, bywa i tak.
Joasia była uprzedzona, może powód stanowiła przeszłość, która nie jawiła się
zbyt wesoło, zaś zmierzenie się z nią nie należało do najprzyjemniejszych.
Osobiście polubiłam ją, chociaż chwilami denerwowało mnie to, jak traktuje moją
Lucynkę. Bardzo, ale to bardzo przypadł do mego kobiecego gustu Szymon, facet z
marzeń, szkoda, że tylko w książkach mogę takich poznać.
Nie
jest to powieść tylko o pięknej, szczęśliwej miłości, przede wszystkim ukazuje,
jak nasza przeszłość potrafi wpłynąć  na teraźniejsze życie, zaś ludzie,
których wydawało nam się, że znamy, są zupełnie inni. W każdym istnieją ukryte
przykre doświadczenia, jedni potrafią sobie poradzić z tym, co zadało bolesny
cios, bywa, że to, co złe, zostaje wyparte, ale nigdy nie można uciec przed
tym, co dręczy. Nieuporządkowane sprawy wrócą i zmuszą do zmierzenia z nimi. A
kiedy w końcu zostaną definitywnie zamknięte, będziemy mogli ruszyć dalej.
 
Książka
jest bardzo dobra na tak zwane odstresowanie po trudniejszych lekturach, miło
spędzone chwile gwarantowane. Polecam jako poprawiacz humoru, zarówno na
wakacje, jak i deszczowe dni.

Leave a comment



Fenko

8 lat ago

Jak dla mnie ta książka była co najmniej nudna. Naprawdę. Aż szkoda, bo takich książek polskich autorów jest coraz więcej..

agnieszkabruchal

8 lat ago

Zależy kto, czego oczekuje:) Ja jestem zachwycona:)

Jagoda Mazurkiewicz

8 lat ago

Czytałam. Lubię, ale nie uwielbiam – może tak 🙂

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia