Lata czekania…

źródło
W sobotę zebrałam się
w sobie, by siąść przed telewizorem i obejrzeć film. Od bardzo
dawna nie miałam na to czasu, ponieważ praca goni u mnie pracę. W
chwili wytchnienia postanowiłam więc zdecydować się na komedię
romantyczną, której mi ostatnio brakowało. Wybrałam film pt. Zaginiona Walentynka (z ang. The Lost Valentine) z cudowną, jak dla mnie, Jennifer Love Hewitt.

Fabuła produkcji jest dość drastyczna, jeśli chodzi o sam jej zarys.
Młoda kobieta Caroline (Betty White) poślubia żołnierza Neila Thomasa (Billy Magnussen).
Ich sielankowe życie nie trwa długo. Rok po ślubie Neil
postanawia wyruszyć, by bronić swojego kraju przed napaścią
nieprzyjaciela. Kobiecie jest ciężko pogodzić się z faktem, że
jej młody mąż ją opuszcza. Przy nadziei jego powrotu trzyma ją
dziecko, które nosi pod sercem. Kobieta, w dniu wyjazdu swego męża,
daje mu walentynkę. Od tamtego dnia ciągle czeka, aż jej ją
zwróci. Co roku siedzi samotnie na peronie i oczekuje swego Neila.

Mijają lata, Caroline się starzeje, ale nigdy nie zaniedbuje
walentynek. Jej upór i wytrwałość ściągają na nią uwagę
redaktorów pisma o społeczeństwie. Wywiad z nią ma przeprowadzić
młoda redaktorka Susan Allison (Jennifer Love Hewitt). Susan nie do
końca jest jednak przekonana, czy historia Caroline jest na tyle
dobra, by o niej pisać. Wszystkie wątpliwości znikają, gdy
poznaje przystojnego wnuka Caroline.
Jak zakończy się historia kobiety, której mąż nigdy się nie
odnalazł? Czy powróci do niej zaginiona walentynka? Jaką prawdę
kryje przeszłość?

źródło
Odkąd zaczęłam oglądać film i cieszyć się nim,
poczułam, że tego było mi trzeba w danej chwili. Wspaniała obsada
i bardzo dobrze kontrastujące otoczenie dostarczyły mi wielu
wrażeń. Nie potrafię nie wspomnieć również o uczuciach, jakie
są nader realne w tym utworze. Film wycisnął z mego wnętrza wiele
łez smutku, ponieważ jego los zakłada nie do końca szczęśliwe
zakończenie. Przeżywałam wszelakie chwile razem z bohaterem.
Najbardziej spodobała mi się wizja przeszłości opowiadana z perspektywy
teraźniejszości. Bardzo pozwoliło to unaocznić widzom to, co
kryła historia pary państwa Thomasów.
źródło
Czy uważam, że film powinno się krytykować? Osobiście jestem
sceptycznie nastawiona do produkcji. Owszem, o ile książki potrafię
ocenić, o tyle filmy nie do końca. Powiem za to jedno, tylko
nieliczne obrazy potrafią mnie w całości pochłonąć. Czy stało
się tak podczas oglądania Zaginionej Walentynki? Moja odpowiedź
brzmi NIE. Film jest bardzo dobry i relaksujący, lecz
nie aż tak wyniosły, jaki powinien być. Mnie przypadł do gustu, chodź
zasługą tego są aktorzy, jak i sama fabuła. Niekiedy jednak czułam
przy nim znużenie. Nie trwało ono jednak długo, więc potrafiłam
dotrzeć do końca.
Czy polecam spędzić z tym seansem swój wolny czas? Owszem,
polecam. Ja skusiłam się na niego ze względu na aktorkę, którą
bardzo lubię, lecz gdyby nie ona grała w nim, to myślę, że
mogłabym śmiało obejrzeć go mimo wszystko. Jest godny uwagi,
jeśli komuś podobają się od czasu do czasu ckliwe i romantyczne filmy.

 Będę czekać, będę czekać na ciebie zawsze…

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia