Ta powieść to taki rodzaj terapii, którą sama sobie zafundowałam

Zdjęcie przesłane przez autorkę
Całkiem niedawno miałam przyjemność przeczytać debiutancką powieść Wioletty Sawickiej Wyjdziesz za mnie, kotku?, która niesamowicie mnie poruszyła. Ta niezwykła historia o sile przyjaźni, trudnej miłości, pokonywaniu przeszkód, odkrywaniu tajemnic, wybaczaniu, szukaniu porozumienia i podejmowaniu decyzji z wiecznie podniesioną głową pokazuje, co liczy się w życiu tak naprawdę i jakie życiowe wartości powinny być dla nas najważniejsze. Książka spodobała mi się tak bardzo, że postanowiłam skontaktować się z autorką i zadać jej kilka pytań.

Wiktoria Makowska: Skąd pomysł na napisanie książki? Jak w ogóle rozpoczęła się Pani praca z pisarstwem?
Wioletta Sawicka: Odkąd pamiętam, zawsze chciałam pisać książki. Już w podstawówce bazgrałam jakieś opowiadanka. Jednak brakowało mi właściwego impulsu, żeby później zająć się tym „na poważnie”. Być może musiałam przeżyć, to co przeżyłam, aby powstało „Wyjdziesz za mnie kotku?”. Wróciłam do Polski pokancerowana psychicznie po emigracji, a tu już nic na mnie nie czekało. Nie mogłam znaleźć pracy w swoim zawodzie. Wszystkie drzwi, które kiedyś były przede mną otwarte, nagle się zamknęły. W Szwecji, gdzie mieszkałam, zżerała mnie tęsknota. W Polsce nikt mnie już nie chciał, znalazłam się w „czarnej dziurze”. Miałam takie dni, że leżałam pod kocem wgapiona w telewizor i bolało mnie życie. W takim najgorszym momencie, koleżanka pisarka poradziła mi: „Pisz książkę. Wylej z siebie wszystko i zacznij już dziś”. Nie wiem, jak to się stało, ale jej posłuchałam.
Wiktoria Makowska: Pisanie jest dla pani pracą czy bardziej przyjemnością? Dlaczego?
Wioletta Sawicka: Reportaże, które piszę do Gazety Olsztyńskiej, to praca. Książka – wyłącznie przyjemność i ogromna potrzeba. Z każdym napisanym rozdziałem czułam, jak wraca moja chęć do życia. Ta powieść to taki rodzaj terapii, którą sama sobie zafundowałam. Pisanie mnie wyzwoliło, pozwoliło też odkryć nową drogę w życiu. W trakcie pracy nad książką, kiedy powoli wyłaniałam się z wewnętrznego mroku, spotykały mnie niespodzianki, np. dostałam pracę w Gazecie. Zupełnie tak, jakby pozytywne myślenie, które się we mnie uruchamiało, przyciągało pozytywne zdarzenia. 
Wiktoria Makowska: Skąd Pani bierze pomysły na kreowanie postaci, rozwijanie wątków i tworzenie historii swoich bohaterów?
Wioletta Sawicka: I to jest właśnie niesamowite, bo mam wrażenie, że ta książka pisała się sama. Ja tylko przebierałam palcami po klawiaturze. Moi bohaterowie robili ze mną, co chcieli. Czasem zupełnie co innego, niż wymyśliłam. Główna bohaterka Anna miała być taką kobietą, do której ja w tamtym momencie życia chciałam dążyć. Historie i wątki, prócz mojej fantazji, to podpatrywanie życia. Wielu z moich bohaterów to autentyczne postacie, które spotkałam w życiu. Znam na przykład taką arabską rodzinę. Prawdziwy jest też staruszek od szczurów  Rune. Tak samo jak pani Helga. Postaciom wymyślonym nadałam cechy znanych mi osób, czyli w jakimś sensie są również autentyczni.
Wiktoria Makowska: Czy stworzenie fabuły Wyjdziesz za mnie, kotku? było impulsem, czy raczej czymś planowanym od dłuższego czasu?
Wioletta Sawicka: Absolutny impuls, niczego nie planowałam. Nawet tego, żeby wydać książkę. Pisałam ją przecież dla siebie, z tych powodów, o których mówiłam wcześniej. Przez myśl mi nie przeszło, żeby komuś pokazywać swoje wypociny. Zwyczajnie się wstydziłam, nie chciałam nawet dać poczytać mojemu mężowi. W końcu jakoś mnie przekonał, wysłałam mu plik (mąż mieszka w Szwecji), przeczytał i powiedział, że koniecznie muszę spróbować kogoś tym zainteresować. Ja na to: „W życiu!”, a on „Jeszcze się przekonamy”. Przyleciał do Polski, zawiózł mnie na Targi Książki do Warszawy i wypychał do wydawców. Stałam jak sierotka Marysia, ale w końcu zebrałam się na odwagę i podeszłam tylko do stoiska Prószyńskiego. Wysłałam im po trzech miesiącach, przyszła odpowiedź „Bierzemy”. Jeden wielki impuls. 
Wiktoria Makowska: Kto lub co Panią zainspirowało, żeby napisać książkę?
Wioletta Sawicka: Najbardziej zainspirował mnie stan, w którym aktualnie się znalazłam. No i Kasia Enerlich, bo to ona jest ową pisarką.
Wiktoria Makowska: Jak Pani sobie radzi w chwilach, gdy nagle weny nie ma, a pojawia się przysłowiowy leń?
Wioletta Sawicka: Nie mogę sobie przypomnieć takiego stanu przy tej książce. Wena była dla mnie bardzo łaskawa. Jeżeli zdarzały się gorsze chwile, to nie było ich zbyt wiele. W takich momentach najczęściej ogarniała mnie senność, niezależnie do pory dnia. Przerywałam wtedy pisanie i robiłam coś innego. To znaczy, przerywały moje palce, bo w mojej głowie bohaterowie i tak robili swoje. Czasem kazali mi nagle rzucić wszystko i zapisać jakąś scenę czy dialog. Słuchałam ich.
Wiktoria Makowska: Czy ma Pani jeszcze jakieś inne pasje, co jest Pani hobby?
Wioletta Sawicka: Bardzo dużo czytam. Śmiało mogę powiedzieć, że czytanie jest moją pasją i jakkolwiek nieprawdopodobnie to zabrzmi, jest nią również dziennikarstwo. Bardzo mi tego brakowało w Szwecji. Prócz tego mam kilka upodobań. Lubię odludne miejsca, dziką przyrodę i Bieszczady.
Wiktoria Makowska: Czy identyfikuje się Pani z którymś z bohaterów Wyjdziesz za mnie, kotku? Czy w którymś z nich jest cząstka Pani?
Wioletta Sawicka: Najbardziej identyfikuję się z Anną. Sporo mnie jest w niej; zwłaszcza dziennikarsko. Pracowałam w radiu przez 15 lat. Ta sfera jej życia w dużej mierze jest odwzorowaniem tego, co robiłam jako radiowiec. Łączy nas też kochający facet u boku, choć mój jest fajniejszy niż jej. Mniej skomplikowany i łatwiejszy w obsłudze. Jest moim największym wspierającym pierwszym czytelnikiem i krytykiem (mało krytykuje).
Wiktoria Makowska: Czy myśli Pani o kontynuacji powieści Wyjdziesz za mnie, kotku?
Wioletta Sawicka: Kontynuacja już leży na biurku wydawcy, czekam na odpowiedź. Tak mi było żal rozstawać się z moimi bohaterami, że jak tylko skończyłam część pierwszą, siadłam do części drugiej. Zaplanowałam bowiem trzy. Jeszcze większy żal poczułam po skończeniu części drugiej i pewnie zaraz siądę do trzeciej. Choć nie mam jeszcze ostatecznej decyzji wydawcy, jednak potrzeba pisania jest tak wielka, że nie mogę się powstrzymać. 
Wiktoria Makowska: Jakie losy spotkają Annę, Patryka i ich najbliższych? Uchyli Pani rąbka tajemnicy?

Wioletta Stawicka: Niestety niczego nie mogę zdradzić, jestem zobowiązana do dyskrecji. Powiem tylko, że dużo będzie się działo, a los mocno namieszał w życiu moich bohaterów. Spotkają ich bardzo poważne problemy. Nie wszyscy wyjdą z nich obronną ręką.
Wiktoria Makowska: Jakie ma Pani rady dla przyszłych pisarzy? Co powinni robić, czego się trzymać i analogicznie – czego się wystrzegać?
Wioletta Sawicka: Jeszcze nie jestem pisarzem. Wydałam dopiero pierwszą książkę, bo los drugiej ostatecznie nie jest jeszcze przesądzony. Nie wiem, czy mam prawo do udzielania takich rad. Mogę się tylko podzielić tym, co i mi poradzono. Przede wszystkim należy obmyślić fabułę. O czym chce się napisać książkę i dla kogo. Potem trzymać się tej fabuły cały czas. S. King w swoim poradniku dla początkujących pisarzy napisał, że każde zdanie, które nie popycha fabuły do przodu, jest zbędne. Może niedokładnie zacytowałam, ale sens jest zachowany. Powinna być ona zwarta i spójna. Jedna scena powinna wynikać z drugiej. Kolejna sprawa to bohaterowie. Mnie poradzono, aby znaleźć ich prototypy. Tak też zrobiłam. Nawet wgrałam sobie ich zdjęcia do komputera. Patrzyłam na nich i to bardzo pomagało w pisaniu. Byli po prostu żywymi ludźmi. A potem to już pisać, pisać i pisać. Wszystko, co lęgnie się w głowie. Nie poprawiać w trakcie pisania, nie wracać po kilka razy do początku, tylko iść dalej z tekstem. A jak już się skończy, to odpocząć od tego. co się stworzyło. Im dłużej, tym lepiej. Po to, aby nabrać dystansu. Dopiero wówczas przeczytać jeszcze raz i dopiero poprawiać. Sama, jak czytałam swoją książkę po kilku miesiącach przerwy (proces wydawniczy), miałam wrażenie, że napisała to inna osoba. I najważniejsze! Czytać jak najwięcej. Bez czytania nie ma pisania. Warto też wyjść z założenia, że napiszemy taką książkę, jaką sami chcielibyśmy przeczytać.
Wiktoria Makowska: Dziękuję bardzo za wywiad. Życzę dalszych sukcesów i mam nadzieję, że już niedługo będę mogła w swoich dłoniach trzymać kolejną część Pani pozycji.
Wioletta Sawicka: Bardzo dziękuję za wszystkie ciepłe słowa o mojej debiutanckiej powieści „Wyjdziesz za mnie, kotku?”. Naprawdę się tego nie spodziewałam. I chyba jeszcze nie mogę w to uwierzyć, że coś, co napisałam, aby pomóc sobie, podoba się innym. To jest bezcenne.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia