Nuda i banał w polskiej komedii

źródło

Dawno, dawno temu, nie za górami i nie za lasami, istniały takie czasy, w których Borys Szyc uznawany był za jednego z najlepszych młodych polskich talentów. Dziś znany jest głównie z tabloidów i występów w wątpliwej jakości komediach. Aktor nie potrafi uczyć się na własnych błędach i tak oto do kin trafiło nieśmieszne Dżej Dżej z nim w roli głównej.

Jeśli chcecie obejrzeć w kinie coś innego, do wyboru macie: baśniową Czarownicę, nową komedię twórcy Teda, czyli Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie, biograficzny Yves Saint Laurent, jeden z najlepszych debiutów 2014 r. Babadook, francuski Eastern Boys, dotykający tematu hiszpańskiej wojny domowej Gdy budzą się demony, rosyjski Gagarin oraz film o fanach motocykli Co nas kręci.

Czarownica
źródło
Czarownica była
kiedyś dobrą i piękną dziewczyną. Jej beztroską młodość przerywa brutalna
wojna, podczas której bohaterka walecznie broni własnej ojczyzny. Jednak
zdrada, której doświadcza, zmienia jej czyste serce w kamień… Spragniona
odwetu, rzuca klątwę na Aurorę, malutką córkę następcy tronu wrogiego
królestwa.
Jeśli ktokolwiek
bierze się za przeróbkę znanego wcześniej pomysłu, musi odświeżyć popularny temat, przefiltrować przez własną wrażliwość i przedstawić na nowo. Chociaż
twórcy Maleficent dość mocno
rozbudowali oryginalną historię, to oparli ją na tak wielkiej liczbie klisz i
schematów, że oczywiste staje się, że nie zamierzali stworzyć filmu
spoglądającego na bohaterkę w nowy, ciekawszy sposób. Całość zdaje się tak mało
wiarygodna i pełna nielogiczności, że z góry wiadomo, iż przeznaczona została
tylko dla najmłodszych.
Warstwa wizualna
także nie robi jakiegoś specjalnego wrażenia. Zbyt dużo tu niepotrzebnych
efektów specjalnych w scenach, które wyglądałyby tak samo bez nich. Fantastycznie
wygląda tu tylko Angelina Jolie, która, niestety, nie ma zbyt wiele do
zagrania.
Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie
źródło
Kiedy Albert, tchórzliwy
hodowca owiec, wymiguje się od udziału w strzelaninie, rzuca go jego kapryśna
dziewczyna. Tajemnicza nieznajoma, która właśnie przybywa do miasteczka, pomaga
mężczyźnie odzyskać wiarę w siebie. Kiedy bohaterowie zaczynają mieć się ku
sobie, w mieście zjawia się mąż kobiety, nałogowy przestępca, żądając zemsty. I
oto Albert zostaje zmuszony do przetestowania ledwie odzyskanego męstwa.
Komedia w
konwencji westernu to rzadki przypadek i możliwość oryginalnego wykorzystania
mitu Dzikiego Zachodu. Seth MacFarlane, opromieniony sukcesem Teda, nie wykorzystał leżącego w pomyśle
potencjału i nakręcił po prostu kolejną sprośną komedię, tyle że rozgrywająca
się wśród mężczyzn z kapeluszami i strzelbami u boku. Za dużo tu momentów, w
których śmiech (w zamierzeniu) ma być powodowany wydzielaniem z ludzkiego ciała
różnego rodzaju substancji. MacFarlane może i nigdy nie był fanem subtelnego
dowcipu, ale jego poprzednie dokonania przynajmniej śmieszyły. 
Yves Saint Laurent
źródło
Paryż, 1957 r.
Niezwykle nieśmiały i nadwrażliwy Yves Saint Laurent tworzy swoją pierwszą
kolekcję dla renomowanego domu mody Dior. Skutek jest olśniewający – cały Paryż
pada u stóp 21-letniego projektanta. Podczas pokazu Yves poznaje miłość swojego
życia; od tego momentu pasja będzie przeplatała się z cierpieniem miłosnym, a
rozkoszne momenty – z okresami zwątpienia.
Nie tylko
Francuzi kochają Yves Saint Laurenta, ale to oni ostatnio eksploatują historię
projektanta do potęgi – najpierw w filmie dokumentalnym sprzed kilku lat, teraz
w aż dwóch biografiach w tym samym roku. Niedawno temu do polskich kin wszedł Saint Laurent w reżyserii Bertranda
Bonello, wcześniej jednak mieliśmy okazję zapoznać się z wersją Jalila Lesperta. Miejmy
nadzieję, że Bonello nie powtórzył licznych błędów Lesperta. Jego Yves Saint Laurent to standardowa
biografia, realizująca jej wszystkie dawno określone schematy, jak i
powielające wciąż te same błędy. Zamiast skupić się na jednym etapie z życia
projektanta, scenarzyści kreślą jego cały życiorys, nie skupiając się dogłębnie
na żadnym z momentów jego kariery. Dodatkowo reżyser tak naprawdę nie pokazuje,
na czym polegała wielkość artysty, skupiając się na dość oklepanych perypetiach
miłosnych. Mimo wszystko dzieło Lesperta nie jest filmem bardzo złym – sprawdza
się przede wszystkim jako klasyczna biografia, z ładnymi widokami i przyjemną
dla ucha muzyką.
Babadook
źródło
Matkę oraz jej
sześcioletniego synka nawiedza nocą dziwny, tajemniczy stwór. Czy to zagadkowe
zjawisko jest realne, czy stanowi tylko wynik pogłębiającego się wyobcowania i
psychozy bohaterów?
Babadooka łatwo można nie zauważyć, przeglądając kinowy repertuar i przyjmując ten australijski horror za typowy
kiepski straszak, jakie goszczą zazwyczaj w kinach. Nie dajcie się zwieść, film ten stoi bowiem o przynajmniej kilka klas wyżej. Debiutantka Jennifer
Kent zdaje sobie sprawę, co stoi za sukcesem horroru, i tworzy sugestywną, tajemniczą
atmosferę. Najczęściej boimy się nie tego, co pokazane z detalami, ale
tego, czego nie widzimy lub jesteśmy niepewni. Zagadka, czy Babadook istnieje
naprawdę, czy jest odbiciem alienacji postaci, napędza widzom niemałego stracha.
Wspomagany jest on poprzez stare dobre sztuczki, takie jak sekretne szmery czy
odbicia nieznanego pochodzenia. Kent korzysta z klasyki kina, by wytworzyć
niepokojący nastrój i utrzymać widza w ciągłej niepewności. Wspomagana jest
przy tym doskonałą pracą operatora Radosława Ładczuka. 
Eastern Boys
źródło
Pochodzą z całej
Europy Wschodniej. Najstarszy z nich może mieć najwyżej 25 lat, wiek
najmłodszego pomińmy milczeniem. Całe dnie spędzają, włócząc się po francuskim
dworcu Gare du Nord. Mogą być męskimi prostytutkami. Daniel, mężczyzna w
średnim wieku, nie może oderwać wzroku od jednego z nich – Marka. W końcu
zaczepia chłopaka, który zgadza się przyjść do jego mieszkania. Daniel nie
zdaje sobie sprawy z tego, co się za chwilę wydarzy.
Robin Campillo dzieli swoją
opowieść na rozdziały różniące się od siebie przyjętą konwencją. Zaczyna od
niemal dokumentalnej obserwacji, przechodzi przez obrazową medytację, aby
zakończyć zwyczajowym romansem. Reżyserowi nie udaje się jednak wygrać tych
gatunków. Film przepełnia nuda, a scenariusz zapełniony jest nielogicznymi
rozwiązaniami i papierowymi postaciami, które potrafią zaciekawić tylko dzięki dobrej grze aktorskiej. Bardzo mało jak na zwycięzcę nawet
pozakonkursowej sekcji na festiwalu w Wenecji.
Gdy budzą się demony
źródło
Dziennikarz
Robert Torres wyrusza w podróż do Hiszpanii. Ma się tam spotkać ze swoim ojcem,
ale przede wszystkim będzie szukał materiału do nowej książki o Josemaria
Escriva, założycielu Opus Dei. Okazuje się, że ojciec bohatera był w
dzieciństwie najlepszym przyjacielem Escrivy. Jak to się stało, że jeden z nich
wybrał drogę kapłaństwa, a drugi zaangażował się w wojnę domową? Robert jest
bliski odkrycia zaskakującej prawdy…
Film Rolanda Joffé’a
trafił do naszych kin po trzech latach od powstania i nie wzbudził szerokiego
odzewu wśród polskiej publiczności. Ci, którzy na Gdy budzą się demony się udali, podzielili się dwa obozy:
zarzucających filmowi propagandowe zobrazowanie wojny domowej w Hiszpanii oraz
wprost nim zachwyconych. Czy film jest przerysowany i teatralny, czy wzruszający
i piękny, tego musicie dowiedzieć się sami. Uprzedzam tylko, że przeciwników
tego dzieła jest nieco więcej.
Dżej Dżej
źródło
Jerzy urozmaica
sobie życie, nadając martwym przedmiotom cechy ludzkie. Nie spodziewa się, że
dzięki temu odnajdzie miłość swego życia. Carmen jest wyjątkowa. Chce, żeby
mężczyzna był tylko jej i traktował ją jak księżniczkę. Marzą się jej dalekie
wędrówki. To ona prowadzi, zna każdą trasę na świecie i nie pozwoli, żeby ktoś
nią rządził. Do czego jest zdolny zakochany mężczyzna, jeśli jego ukochana to tak
wymagająca „kobieta”?
Wstępny opis tej
nowej polskiej produkcji przywodzi na myśl świetną Oną z zeszłego roku, stoi jednak o kilkanaście poziomów niżej od
filmu Spike’a Jonzego. Skracając: film trzyma poziom standardowej rodzimej
komedii. Mamy więc i czerstwe, od dawna nieśmieszne dowcipy, i kompletne
niewykorzystanie dobrych aktorów, i bezładną plątaninę wątków. Szkoda przede
wszystkim Borysa Szyca, który kiedyś był wielkim objawieniem polskiego kina, a teraz
jest synonimem obciachu i głupkowatości. Jego obecny wizerunek idealnie
wpasowuje się w tę naprawdę słabą i źle napisaną komedię.
Gagarin
źródło
Trwa zimna
wojna. Wyścig zbrojeniowy USA i ZSRR sięga zenitu. Dwa państwa zaciekle rywalizują
o to, które z nich pierwsze wyśle człowieka w przestrzeń kosmiczną. Spośród
dwóch tysięcy najlepszych radzieckich pilotów zostaje starannie
wyselekcjonowana dwudziestka. 12 kwietnia 1961 r. z kosmodromu Bajkonur
startuje statek kosmiczny Wostok 1. Na pokładzie przebywa Jurij Gagarin,
pierwszy człowiek, któremu udało się polecieć w kosmos.
Gagarin to film zrobiony przez Rosjan i
przeznaczony głównie dla Rosjan. Wybiera on bowiem jednego tamtejszego bohatera
i na jego podstawie ukazuje, jak szlachetnymi obywatelami są nasi sąsiedzi.
Prosty cel wzmocnienia narodowej dumy udaje się znakomicie, problem w tym, że
dla nie-Rosjan będzie to zbyt propagandowy przekaz. Owszem, kino amerykańskie
od zawsze opiera się na typowych opowieściach o herosach, ale robi to przeważnie w
lepszym tonie, w którym nie przeszkadzają pretekstowe dialogi i nieskazitelni
bohaterowie.
Co nas kręci
źródło
Film o pasji
zwykłych ludzi zakochanych w dwóch kółkach, ale także o historii motocyklizmu z
migawkami trójkołowych pojazdów, pierwszych cafe racerach i wyścigu Daytona
200. Fani motocykli opowiadają o tym, co ich kręci, niezależnie od wieku, płci
czy wykonywanego zawodu.
Reżyser Bryan H.
Carrol nie miał, niestety, dobrego pomysłu na swój reżyserski debiut. Próbował
sklecić zwarty dokument z krótkich fragmentów kilkudziesięciu wywiadów z
pasjonatami motocyklizmu. Przez ten zabieg sprowadził film do wyliczanki
banałów (co nas kręci? – wolność, pasja, wiatr we włosach), dodatkowo
wyśpiewanej w pełnym patosu, amerykańskim stylu. O ile lepiej byłoby, gdyby
autor skupił się na kilku przypadkach zapaleńców. Zamiast tego wtrąca zbyt
wiele taniego sentymentalizmu i oczywistych frazesów.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia