Polacy nie gęsi

źródło 

Księgarnia.
Wędruję wśród regałów, obficie porośniętych książkami. Wśród nich – oprócz mnie – jakaś para. Chyba zakochani. Rozglądają się za interesującymi pozycjami. Co
rusz albo ona, albo on wyrażają zachwyt nad jakimś autorem, mówiąc: Spójrz, czytaliśmy go! i wymieniając obcobrzmiące nazwisko. 

Biblioteka. Wertuję pozycje na półkach,
odkładając na bok kolejne, bez których nie wyobrażam sobie powrotu do domu.
Ciszę tego miejsca, dla wielu niewątpliwie świętego (toż to świątynia wiedzy!),
przerywają jedynie zapytania zdezorientowanych klientów co do położenia
poszukiwanej książki. I znów to samo. Znów do moich uszu dociera obcobrzmiące
nazwisko.

Przeglądam listę bestsellerów ubiegłego miesiąca, stworzoną
na podstawie sprzedaży pewnej księgarni. Mam wrażenie, że przeżywam deja vu. A
w każdym razie coś temu podobne. Na liście, w pierwszej dziesiątce, jawią się
sami zagraniczni autorzy, ustępując Polakom jedynie dwa miejsca. I to autorom
popularnym, cenionym. To przykre.
Zastanawiam się, łącze myśli, fakty, wspomnienia. Tak, tak.
Kojarzę. Czytając różne blogi, strony poświęcone kulturze, magazyny, biorąc
udział w różnych forach, czatach traktujących o kulturze, dyskutując ze
znajomymi, często spotykam się ze wstrząsającym wyznaniem: nie czytam polskich autorów. I
właściwie, gdy postanawiam zgłębić ten problem, okazuje się, że nie wiadomo
z jakiego powodu. Niby ci polscy autorzy piszą dobrą literaturę, niby ktoś ich
czyta i zachwala, a także (być może jakiś dziwak?) nawet wydaje na nich
pieniądze. Ale mimo wszystko… Nie czytam
polskich autorów. 
Próbując to jakoś uzasadnić, rozglądam się po swoim
księgozbiorze, porównując różnych, działających w zbliżonej tematyce autorów.
Rodzimych z zagranicznymi, rzecz jasna. Debiutantów z weteranami, kobiety z
mężczyznami… I na inne rozmaite sposoby. I co? Widzę okładki, zadrukowane
kartki, czasem ilustracje. Przypominam sobie fascynujące historie, frapujących
bohaterów, przewrotne intrygi. I nie tylko wtedy, gdy dzierżę w dłoni twórców
zagranicznych. Także wtedy, gdy mam do czynienia z naszymi (nie bójmy się tego
słowa) autorami. Tutejszymi… znad Wisły.
A zatem… O CO CHODZI? Piszemy gorzej? Wyobraźnia autorów uwarunkowana jest od miejsca zamieszkania? Czyżby za oceanem pisało się lepiej? Lżej? A może należałoby pisać tylko w pokoju z widokiem na fiordy? Ech… trudno. Pamiętajmy tylko, że Polacy nie gęsi i swój język mają. Wspierajmy naszych, kupując, czytając i doceniając. Bo pisanie pracą łatwą nie jest, zwłaszcza w Polsce, a pisarze nie są wieczni, w przeciwieństwie do ich bohaterów…

Leave a comment



M.A. Trzeciak

7 lat ago

Brawo, panie Kamilu! Krótko i prawdziwie!

Pozdrawiam!

Trzeciak

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia