Półkowy rozgardiasz, czyli gdzie jest moja książka?

źródło

Sobotni wieczór. Cisza. Relaksacyjna muzyka. Wino, herbata lub kawa. Świat schowany za grubą warstwą mroku, w pokoju półmrok. Jedynie wąski kawałek domowej przestrzeni, najpewniej w okolicach łóżka, rozświetlony światłem. Dobra książka. Błogi spokój. Wtem, zupełnie niespodziewanie, pojawia się jakiś impuls, myśl niosąca ze sobą jakieś imię, rys charakteru, wydarzenie. I próba przypomnienia sobie, o kogo chodzi – o kogoś rzeczywistego, a może jednak fikcyjnego? Zaraz, zaraz – tak, pamiętam! To bohater tej książki… hmm, no której…. chwila, stoi na drugiej półce, zaraz koło Lali Jacka Dehnela, mają podobny kolor. Nie ma! Nie ma? Hmm… dziwne. W takim razie z pewnością wśród książek tego wydawnictwa…. albo w jakimś innym miejscu? Tylko w którym?

Mówi się, że charakter gospodarza można odczytać po jego biblioteczce. Coś w tym jest. Odwiedzając znajomych, węsząc wśród ich regałów, dostrzegam pewną prawidłowość – u tych dystyngowanych, poukładanych, spokojnych książki stoją w równych rzędach, nierzadko w kolejności od największej do najmniejszej; u tych bardziej mi bliskich – impulsywnych, energicznych, powieści stoją według znanych tylko im kategorii, a na półkach dominuje osobliwy porządek; u przyjaciół, dla których istotna jest prezencja, tytuły stoją według kolorów, wydania. I mógłbym wymieniać tak długo, opisując intelektualistów, kolekcjonerów, historyków, ale mniemam, że nic to nie wniesie, bo z pewnością i wy zauważyliście tę prawidłowość. 
Nie twierdzę, że mój sposób jest najlepszy, bo nie mam do tego prawa, ale ze wszystkich sprawdzonych (a było ich kilka!) właśnie ten okazał się najskuteczniejszy. Układam książki według porządku intelektualnego (choć to może powiedziane na wyrost), znanego być może tylko mnie: słowniki, pozycje dotyczące literatury stoją w jednym miejscu, dzieła traktujące o historii (w tym albumy, opracowania, grube tomy o konkretnych wydarzeniach, wspomnienia) obok powieści o historii, tytuły o sztuce stoją dzielnie obok biografii artystów i poezji, literatura obyczajowa z tak zwanej „wyższej półki” stoi niedaleko klasyki, właśnie na górnej półce (hehe), a kryminały zajmują całą półkę, dzieląc się miejscem jedynie z literaturą sensacyjną. Jednak, nawet mi, zdarzają się czasem osobliwe zdarzenia, gdy okazuje się, że Ojciec Goriot stoi wśród słowników, a Witkowski Michał spogląda na mnie z przestrzeni wydzielonej tylko dla literatury dotyczącej żydów. Ech…. czasem z nieuwagi, czasem z interwencji osób trzecich, a czasem z decyzji konkretnych książek (w końcu mają prawo się wypowiedzieć, gdzie chcą stać!).
Co biblioteka, to inny sposób. Jednak apeluję do was – nie oceniajcie ludzi po biblioteczkach! Układ książek może mówić o gospodarzu wiele, ale może być również jego totalnym zaprzeczeniem, działającym na jego niekorzyść.

Leave a comment



brak pomysłu

7 lat ago

Chyba nie umiem przypisać się do żądnej z tych grup. I aż nie chce wiedzieć, co oznaczają tak częste zmiany w układzie mojej biblioteczki. 😀

Dominika Br

7 lat ago

U mnie stoją tak, żeby się w miarę mieściły – i tyle 🙂

Książkowa fantazja

7 lat ago

U mnie dokładnie tak samo, ale i to jest nie możliwe, gdyż książki już chomikuje w pudełkach i też na nich. A za łóżkiem piętrzy mi się wręcz piramida książkowa 😛

Alicja P.

7 lat ago

Najpierw układałam wielkością, tematycznie, ale teraz mam tak mało miejsca, że po prostu wsadzam je, gdzie jest miejsce 🙂 To w sumie nieważne, smucą mnie ludzie, którzy nie mają wcale biblioteczek, ani nawet półek z książkami…

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia