Wczoraj jest historią, jutro tajemnicą, a dzisiaj darem.
Czasem jedno wydarzenie może sprawić, że twoje życie stanie do góry nogami. Jedna osoba, która cię nienawidzi, potrafi zmienić je, niekoniecznie jednak… na gorsze. Jedna chwila, by okazało się, że to, czym żyłaś, jest kłamstwem. Czy warto uparcie trwać w przeszłości? A może to, co zdaje się końcem świata, przyniesie coś pożytecznego…?







Tytuł: Księżniczka Krwi

Autor: Aleksandra Dziwińska
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza

Jednak tylko kilka zdarzeń coś zmieniło…
Alexandra Artemida Drakula Dark to wesoła trzynastoletnia księżniczka wampirów, pierwsza w kolei pretendentka do tronu. Nie chce być królową, jednak nie może pozwolić, by podłe intrygi przewodniczącej Rady Wampirów, Veroniki, doszły do skutku. Problem w tym, że nie umie jeszcze wysuwać kłów, co może jej zaszkodzić w drodze do uzyskania uznania w oczach wampirów. Pragnie udowodnić swoją wartość i zabić łowcę wampirów, który dwanaście lat wcześniej zamordował jej matkę, królową Elizabeth Izydę Dark. Czy jednak będzie gotowa to zrobić?
Alexandrze wydaje się, że jest szczęśliwa. Ma bogatego i wpływowego ojca, dwie przyjaciółki: diablicę Laurę i wilkołaczkę Amy. Wszystko idzie po jej myśli, poza faktem, iż Veronica chce się jej pozbyć i wysłać ją do Polski na morderczy trening. Alex jest załamana i nie chce się na to zgodzić, jednak jako księżniczka musi szanować tradycję. Co przyniesie jej pobyt z dala od domu? Czy wszystko, w co dotąd wierzyła, jest prawdą? A może żyła w kłamstwie?
Tak wyglądało moje życie… Zmienione. Nie wiem tylko czy na lepsze.
Okładka tej książki naprawdę mi się spodobała. Jest takie powiedzenie, brzmiące: nie oceniaj książki po okładce. Nie mogłam się jednak powstrzymać, bo ona przyciągała mnie do siebie. I pierwszy raz przekonałam się, że znaczenie tego powiedzenia jest nie tylko przenośne. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to specyficzny język autorki i jej sposób wyrażania się o Polsce, a także nazewnictwo.
Język jest delikatnie infantylny, momentami niezbyt poprawny i potoczny. Czasem nie mogłam zrozumieć, o co chodzi w danym fragmencie tekstu. Autorka używa dużo slangu młodzieżowego – zwrotów typu „OMG”, „wow”, „spoko” etc. Rozumiem, że miało to służyć uwypukleniu młodego wieku bohaterki, jednakże to nieco rzuca się w oczy, bez sensu. Z jednej strony Alex jest księżniczką, a z drugiej wyraża się jak zwykła, pospolita nastolatka. Przecież osoba krwi królewskiej winna uczyć się etykiety. Znalazłam w tekście kilka powtórzeń. Poniższy fragment, zaczerpnięty z tej książki, to cytat, który w pewnym sensie spodobał mi się, gdyż niesie za sobą ważny przekaz, ale utwierdza mnie w przekonaniu, iż w tekście przydałoby się kilka synonimów.
To miłe uczucie… Komuś pomóc. Takie miłe ukłucie w sercu. Inne niż to, kiedy wspominam mamę czy dom. To takie radosne i miłe uczucie…
Wróćmy jeszcze do sposobu wyrażania się przez główną bohaterkę o Polsce, ojczyźnie autorki. Jej lekceważący stosunek do tego kraju jest widoczny wszędzie. Moim zdaniem tytuł rozdziału, w którym Alex przyjeżdża do Warszawy, a potem udaje się do Juchnowca Górnego, tj. Ale wiocha! bardzo na to wskazuje. Nawet jeśli autorka nie jest pozytywnie nastawiona do swojej ojczyzny, to jednak – moim zdaniem – może nie powinna wyrażać tego w tak ostentacyjny sposób w książce, ponieważ jest ona adresowana do młodszych czytelników, niemających jeszcze zdania o swoim kraju, dopiero go odkrywających.
Zawsze zastanawiałam się, jak by to było, gdyby moje ulubione postacie z książek miały wszystkie moce magiczne, a nawet żałowałam, że tak nie jest. Cóż… Bohaterka tej książki mocy ma bardzo dużo. Wampir, który potrafi lewitować, latać, mogący posługiwać się – oprócz standardowych umiejętności – także magią, przepowiadający przyszłość. Albo inny, wskrzeszający zmarłych, w tym prababkę księżniczki Artemidy, Kleopatrę Egipską. Do tego wilkołaki, diablice i anielice z pomieszanym życiorysem…
Alex pochodzi z bogatego domu, jej nieśmiertelny ojciec jest znanym i wpływowym biznesmenem. Księżniczka jest wychowywana w luksusach. Sieć sklepów spożywczych na piąte urodziny, agencja mody na dziewiąte… Naprawdę!? To trochę nieprawdopodobne, ale ludzka wyobraźnia nie ma przecież granic…
Ale o gustach się nie dyskutuje… Szczególnie z diabłami.
Powieść Alexandry Dziwińskiej jest niespotykana, dosyć prosto napisana. Czyta się ją szybko, fabuła jest ciekawa, co nie zmienia faktu, że można by nad nią popracować. Trochę przeszkadzała mi schematyczność. Przeczytałam powieść, ale do napisania recenzji nie było to całkowicie konieczne. Wszystkiego dowiedziałam się wcześniej – z opisu na okładce.
Troszeczkę się zawiodłam. Może jestem po prostu już za stara na tego typu powieści? Myślę, że książka przypadłaby do gustu nieco młodszym czytelnikom. Czy żałuję, iż zaznajomiłam się z nią? I tak, i nie. Ogółem nie było tragicznie, ale mogło być lepiej. To tylko moje zdanie, a żeby wyrobić sobie własne, trzeba przeczytać powieść Aleksandry Dziwińskiej.

3 KOMENTARZE

  1. Świetny wpis , bardzo podobają się nam takie klimaty zresztą my również dzisiaj wrzuciliśmy coś nowego, czy byłaby możliwość aby dostać twoją opinię na temat naszego wpisu lub całej strony ? Pisz tam, będzie łatwiej 🙂 A tutaj przesyłam link do wpisu 🙂
    http://blondynkitezgraja.pl/scenki-bialowieskie-kolo-rysunkowe-spotkanie-nr-19/
    Tak pozatym napewno też Ci się spodoba nasza relacja z Pyrkonu 🙂 http://blondynkitezgraja.pl/pyrkon-2015-relacja/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ