Historie twórców wybrane: Michał Witkowski, czyli pomiędzy formami

źródło
Nie ma ucieczki przed formą. Nie ma. Tak najlapidarniej można wyrazić istotę Ferdydurke Witolda Gombrowicza, a także – obserwując poczynania wielu grup społecznych oraz poszczególnych jednostek (znajomych, rodziców, pracodawców) – istotę funkcjonowania w społeczeństwie. „Gęby”, z jakimi musimy bytować, bezsensowne ucieczki z jednej formy w drugą, jakie przez całe życie uskuteczniamy, „upupianie”, któremu staramy się nie ulegać, kreują drogę, którą podążamy aż do śmierci. Są jednak osoby – często spychane, opluwane czy wykluczane – które swoim postępowaniem nie tylko negują, ale całkowicie obalają gombrowiczowską ideologię dotyczącą formy. Jedną z nich jest niewątpliwie Michał Witkowski, popularny pisarz, felietonista, blogger modowy oraz, jak się niedawno okazało, czołowy skandalista RP.
Witkowski urodził się 17 stycznia 1975 roku we Wrocławiu jako syn intelektualistów. Jak sam często powtarza, od dziecka wykazywał silną indywidualność, interesując się sprawami, jakie nie wchodziły w pole upodobań chłopców w jego wieku.
Okres dojrzewania charakteryzował się dużym pociągiem do literatury, zwłaszcza tej zakazanej, tajemnej – choćby do książki My, dzieci z dworca ZOO. Jako dorastający chłopak, stawiający pierwsze kroki w pisarstwie, nie mógł pogodzić się z czarno-białą rzeczywistością, mimo to dawał się formować bodźcom otoczenia, a przede wszystkim rodziców.  Do czasu. Wszystko się zmieniło, gdy szesnastoletni Michał, pod wpływem impulsu, opuścił dom rodzinny, uciekając do Wiednia, a następnie do Zurychu, gdzie, jak sam przyznaje, pracował na ulicy, trudząc się różnymi czynnościami. Właśnie tam, nawiązując nowe relacje, poznając nowe otoczenie (często powracające w ego twórczości między innymi w najnowszej powieści Fynf und cwancyś, która – mimo licznych zapowiedzi ze strony autora – nie pojawiła się na rynku za sprawą głośnego skandalu), Michał zerwał z formą, w jakiej obsadzili go rodzice, postępując zgodnie z własną naturą.
źródło
Również jako pisarz – znany głównie jako autor Lubiewa –nie dał zaszufladkować, wpasować się w określoną rolę, nakazującą bywać w danych miejscach i postępować w ściśle uregulowany sposób. Środowisko pisarskie – jakże zachowawcze i nacechowane etykietą – nigdy nie było środowiskiem, w którym bywanie interesowało Michała. Witkowski, nietraktujący swoich powieści w sposób sakralny, jak czyni to wielu twórców, od zawsze odcinał się od niego, przez co, jak sam podkreśla, nie jest laureatem NIKE. 
Autor Zbrodniarza i dziewczyny, powieści wydanej w 2014 roku, całkowicie zerwał z wizerunkiem pisarza – człowieka z fajką, z książką w ręku, siedzącego na bujanym krześle przed kominkiem albo piszącego nostalgiczną powieść w kurorcie morskim po sezonie – gdy rozpoczął karierę jako blogger modowy. Ten etap w życiu Witkowskiego, początkowo odbierany jako zabawa, promocja książki lub performance artystyczny, dla niektórych całkowicie przekreślił Michała jako twórcę. Stylizacje, w jakich pojawiał się na imprezach modowych, pokazach mody czy przyjęciach „ściankowych”, wzbudzały niemałe kontrowersje, przez co o Witkowskim częściej można było przeczytać w rubrykach plotkarskich i na portalach społecznościowych niż w magazynach poświęconych literaturze. Dziś, kilkanaście miesięcy po rozpoczęciu burzliwej kariery wśród lokalnych celebrytów i znawców mody, o Michale jakby ciszej…

Ciszej, ale to tylko cisza po burzy. Cisza po wydarzeniach, którymi żyła może nie cała Polska, ale wszystkie środowiska modowo-społecznościowe. Mowa oczywiście o kontrowersyjnej stylizacji Witkowskiego, a dokładniej nakryciu głowy, na którym pojawił się symbol SS. Od tego wydarzenia, odbijającego się czkawką do dzisiaj, po wielu negatywnych opiniach, straszeniach przez różne organizacje sądowymi procesami, dyskusjach i odwołaniem premiery książki, próżno szukać Michała na istotnych wydarzeniach związanych z modą, na które prędzej tak ochoczo przychodził. 

Fani Witkowskiego z niecierpliwością czekają na premierę Fynf und cwancyś, a ja – o dziwo – bardziej niż na książkę czekam na kolejne wcielenie Michała. Jego dotychczasowe postępowanie, z którego widać ewidentną, niewymuszoną ucieczkę przed gombrowiczowską formą, intryguje i pokazuje, że można i że da się żyć według własnych zasad, z dala od cudzych reguł i oczekiwań. Żyć wbrew konwenansom, wskazanych przez otoczenie drogom i postępowaniom. Michale, czekamy. Zwłaszcza dlatego, że kiedyś mówiłeś coś o śpiewaniu, o lekcjach śpiewu, o poszukiwaniach dobrego tekściarza… Hmm…

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia