Kroniki Obernewtyn. Tom pierwszy. Obernewtyn

źródło

Nie chcesz trafić do Obernewtyn. Jeszcze nikt stamtąd nie wrócił…

Tytuł: Kroniki Obernewtyn. Tom pierwszy: Obernewtyn
Autor: Isobelle Carmody
Wydawnictwo: Editio

Świat po erze Wielkiej Bieli, która zaatakowała znienacka, zabijając tysiące i pozwalając przetrwać nielicznym. Elspeth ma tajemnicę. Sekret, który zagraża jej życiu. Kiedy trafia do Obernewtyn, ktoś jest bardzo blisko odkrycia jej umiejętności, dzięki którym ma przewagę, ale które są także przekleństwem. Pewnego dnia zdarzy się coś dziwnego i odkryje, że jest więcej takich ludzi. Zdziwicie się, że to nie Rada jest największym zagrożeniem…
Nie owijając w bawełnę, od razu postawię sprawę jasno i powiem, że książka mnie nie powaliła. Nie można jej właściwie nic zarzucić, ale mimo to niespecjalnie przypadła mi do gustu. Nie widzę sensu kontynuacji tej serii, choć ma potencjał. Jest to powieść już nie młoda, w oryginale została wydana pod koniec XX wieku, a dokładniej w 1987 roku. Do rąk polskiego czytelnika trafiła dopiero w ubiegłym roku. Przed tym cała seria została znana i lubiana, Isobelle Carmody stała się jedną z najbardziej poczytnych australijskich pisarek, choć nigdy wcześniej o niej nie słyszałam. Z tego, co wiem, w naszym kraju, jak dotąd, nie zdobyła uznania i jest mało znana. Po lekturze wcale się nie dziwię.
Ta książka ma duże zalety. Carmody wykreowała skomplikowany świat, zupełnie inny niż ten, w którym my żyjemy. Odmieńcy, czyli ludzie, którzy podczas Wielkiej Bieli doznali uszkodzeń psychicznych i fizycznych, są dyskryminowani. W większości nie są zagrożeniem, ale Rada dąży do oczyszczenia świata z takich ludzi.
Obernewtyn nie jest lekturą obszerną, ale wbrew pozorom jest w niej dużo tekstu, gdyż czcionka jest mała, a akapity niewielkie. Jest napakowana akcją, wszystko dzieje się szybko, ale z umiarem. Autorka stosuje przeskoki czasowe, ale nie pozostawia uczucia niewiedzy. Robi to płynnie i umiejętnie, dzięki czemu mimo fabuły rozciągniętej na kilka miesięcy nie mamy do czynienia z nudną cegłą.
Styl pisania Carmody jest dosyć prosty, choć mnie osobiście nie przypadł go gustu. Nie ukrywam, męczyłam się z tą książką. Całe szczęście, że tylko ją miałam akurat przy sobie w czasie kilkugodzinnej jazdy samochodem, bo mimo całej akcji nie jestem pewna, czy bym ją przeczytała. Co więcej, główna bohaterka mnie irytowała. Nie mam pojęcia dlaczego, co w jej zachowaniu czy charakterze było denerwującego, ale nie polubiłam jej. O niebo sympatyczniejsi byli jej przyjaciele, których imion już nie pamiętam. Myślę, że za dwa, trzy tygodnie cała książka uleci z mojej głowy. Nie jest czymś, co będę długo pamiętać. Oczywiście nie mogę zapomnieć o Marumanie, kocie mędrcu. Pełniącego w tym przypadku rolę mędrca, coś jak Aslan.
Nie polecam Kronik Obernewtyn. Myślę, że lepiej poświęcić czas na coś innego. Ma swoje plusy, ale jak dla mnie nie ma „tego czegoś”, co dodałoby jej ekscytacji i nie pozwoliło o niej zapomnieć. Szkoda, bo potencjał jest naprawdę duży.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia