O ludziach, którzy pisali listy i przetrwali, oraz o tych, którzy przestali i znikną

źródło
List to emocje zawarte na kartce papieru. Każde słowo to ślad naszej egzystencji, dowód naszego istnienia. Jesteśmy, a później znikamy. A przy odrobinie szacunku i dbałości listy zostają. Zatrzymane w czasie, nadal żyją tamtą chwilą.
Tytuł: Listy niezapomniane
Autor: Shaun Usher
Wydawnictwo: SQN
Shaun Usher rozumiał tę magię, szanował ją i przedstawił w pozycji tak wyjątkowej, że domowa biblioteczka bez Listów niezapomnianych wydaje się jakaś taka niepełna…
Listy niezapomniane to – jak sama nazwa wskazuje – zbiór listów, które wydała na świat historia. 126 listów daje dowód na okrucieństwo Kuby Rozpruwacza, życzliwość Elżbiety II czy poczucie niesprawiedliwości związane z noszeniem nazwiska Hitler przez bratanka kanclerza III Rzeszy. Autor umożliwił czytelnikowi poznanie najważniejszych wydarzeń i ludzi, którzy zmienili świat tak, aby nie zakrztusić się zbyt dużą dawką historii. 
Treść książki jest przedstawiona w sposób czytelny, ze starannym zamysłem. Każdy list ukazany jest w formie fotografii, abyśmy mogli ujrzeć styl pisma jego autora. Niesamowita jest właśnie ta niedoskonałość, pożółkłe strony, skreślone słowa, dorysowane zabawne obrazki, zmieniająca się tekstura czy pismo. Oprócz tego autor rozszyfrował treść listu, w razie gdyby rozczytanie oryginału stało się niemożliwe lub bardzo trudne. Gwoli ścisłości dodam, że zostały one przetłumaczone na język polski, aby bariera językowa nie zniszczyła nam frajdy szperania w cudzej korespondencji.
Muszę przyznać, że minęło sporo czasu, zanim odważyłam się zacząć czytać tę książkę. Czułam się jak zahipnotyzowana. Z twardą okładką, mnóstwem zdjęć i zapachem nowej książki rozpłynęłam się bez konieczności przeczytania choćby jednego słowa. Shaun Usher wykonał świetną robotę, zbierając te wszystkie listy i opracowując je, a wydawnictwo SQN dołożyło swoją cegiełkę „obudowaniem” jej.
Myślę, że Listy niezapomniane oprócz sporej dawki historii kryją pewne przesłanie. Mają wskrzesić coś, co wymarło za sprawą ludzi oraz technologii. Autor ukazał całą paletę zalet, jakie daje pisanie listów, w nadziei, że obudzi to w ludziach dawno zapomniany nawyk papierowej korespondencji. I wiecie co? Popieram go. Stare, zapomniane listy przetrwają, a bezosobowe SMS-y znikną po tygodniu. 
Muszę przyznać, że parę tygodni temu brałam udział w zjeździe rodzinnym i dowiedziałam się, że jedna z moich krewnych w swoich pamiątkach odnalazła stary list mojej praprababci, która pisała do swojej siostry i szwagra o życiu na roli, o tym, jak urosły ziemniaki. Niby nic specjalnego, ale ile trudności przyniosło nam rozszyfrowanie fonetycznie napisanych słów. Nawet zdjęcia nie przetrwały takiej próby czasu, a ziemniaki mojej przodkini nadal rosną na pożółkłym papierze.
Co tu dużo pisać, pozycja obowiązkowa na każdej półce, bez dwóch zdań. Polecam książkę, ale również zachęcam do zabrania kartki papieru i długopisu, aby w odległym zakątku ogrodu oddać się zapomnianej sztuce pisania listów.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia