O miłości, która dojrzewała odrobinę za długo…

źródło
Są powieści i są magiczne historie, które wrzynają się w serce na zawsze. I bohaterowie, którzy wydostają się z papierowych stronic, aby wydobyć z nas całą paletę emocji. Chyba to jest właśnie powód. Cały sens czytania książek. Sięgasz po każdą kolejną, aby w pewnej chwili natknąć się na „perełkę”. Love, Rosie – kto czytał, rozumie.
Tytuł: Na końcu tęczy
Autor: Cecelia Ahern
Wydawnictwo: Świat Książki
Czy przyjaźń damsko-męska to bujda? Czy dwoje ludzi znających się od zawsze, może zostać tylko lub aż przyjaciółmi? I w końcu, czy przeznaczenie istnieje? Czy wszystko, co robimy zostało wcześniej zaplanowane?
Odpowiedź na te i na wiele innych znajdziemy w powieści Cecelii Ahern.
Alex i Rosie znają się od dziecka. Są najlepszymi przyjaciółmi. Przynajmniej tak sądzą. Dorastają razem, a później los sprawia, że muszą się rozdzielić. Układają sobie życie po swojemu, na własnych zasadach, ale ciągle pamiętają o sobie. Coś ich ciągle do siebie ciągnie i nie mówię tu o sentymencie. To przeznaczenie. Czas mija, metryka w ich dowodach gna na łeb na szyje, a ich przyjaźń trwa.
Tak, tak ich przyjaźń ciągle i ciągle trwa…
To książka o wszystkim. O każdym kolorze tej tytułowej tęczy (pierwotna nazwa książki to Na końcu tęczy). O dorastaniu, miłości, przyjaźni, zdradzie, o macierzyństwie, ambicjach, poszukiwaniu siebie i spełnianiu marzeń. Ta pozycja zachwyca swoją prostota, kunsztem autorki. Otrzymujemy spisane na kartkach papieru losy, które mogłyby spotkać każdego z nas. I to jest całe piękno tej historii.
Nie potrafię pisać o niej obiektywnie. Chyba już zawsze będę miała do niej słabość. To jak miłość od pierwszej kartki. Od pierwszego listu małej Rosie do Alexa.
Powieść epistolarna XXI wieku! To moje pierwsze skojarzenia z tą książką. W końcu treść składa się z listów, kartek pocztowych, karteczek pisanych na lekcjach, e-mailach, treści rozmów internetowych itp. Dlatego całość czyta się błyskawicznie i nie czeka się na tradycyjne opisy czy dialogi.
To główny powód mojego uwielbienia dla tej pozycji. Nowatorska forma, wyjątkowa.
Ostatnimi czasami, ta książka przeżywa swoje drugie życie za sprawą ekranizacji, która w naszym kraju w grudniu w 2014 zawitała do kin. Jako fanka książki oczywiście musiałam wybrać się do kina. Nie będę pisać o swoich wrażeniach bo mimo wszystko to recenzja książki a nie filmu. Napiszę tylko, że przystanęłabym przy papierowej formie historii Rosie i Alexa. Ewentualnie z przymrużeniem oka, odprężyć się przy Love, Rosie. Albo nawet z zamknięciem jednego oka. 
O dobrych książkach takich jak Na końcu tęczy (uznaję pierwotną nazwę) nie powinno się dyskutować. Takie powieści trzeba czytać i zapamiętywać. I tyle.

Leave a comment



Dakota

5 lat ago

Love, Rosie nie miałam okazji czytać, ale inne pozycje tej autorki już tak. Jestem pomiędzy młotem a kowadłem, bo z jednej strony mi się podobają, ale z drugiej odczuwam pewien niedosyt po ich przeczytaniu 🙂

Pozdrawiam, Dakota // 97books

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia