Podróży w czasie ciąg dalszy, czyli Błękit szafiru

źródło

Podróże w czasie to temat, który coraz częściej zaczyna pojawiać się w literaturze. Bo kto nie chciałby przenieść się do przeszłości, by poznać sławne osoby, które już dawno umarły? Posłuchać na żywo sztuk przedstawianych przez samego Szekspira czy przejść się uliczkami XIX-wiecznego Londynu? To taka praktyczna lekcja historii, ale pełna niebezpieczeństw. A ty, odważysz się zaryzykować, by przeżyć coś niesamowitego?
Tytuł: Błękit szafiru
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Egmont
Gwendolyn jeszcze kilka dni temu była zwykłą nastolatką. A potem okazało się, że to nie jej kuzynka Charlotta, a właśnie ona odziedziczyła gen podróży w czasie. Przenoszenie się w przeszłość stało się dla niej codziennością. Ale po powrocie z XX wieku wszystko zaczyna się coraz bardziej komplikować. Strażnicy Kręgu jej nie ufają, a jej uczucia do Gideona zostają wystawione na poważną próbę. Poza tym czeka ją bal i ponowne spotkanie z hrabią, który ją przeraża, a ona jest kompletnie nieprzygotowana. Jedyną chwilą spokoju są dla niej przymusowe przeskoki w czasie, podczas których Gwen spotyka swojego dziadka. Razem z nim próbuje dowiedzieć się, jaką ma rolę w zamknięciu kręgu. Bo jako jedna z niewielu ma wątpliwości co do dobrych intencji hrabi de Saint Germain. Czy dziewczyna pozna prawdę?

Pierwsza część urwała się dosłownie w połowie, dlatego też niezwłocznie musiałam sięgnąć po Błękit szafiru. I tak jak w przypadku poprzedniego tomu wciągnęłam się od pierwszych stron. Sama nie wiem, co takiego jest w tych książkach, ale jak już zacznę czytać, to nie mogę oderwać się nawet na chwilę. Język autorki był lekki, dzięki czemu czytanie stało się błyskawiczne, a na dodatek wciąż coś się działo.

Pojawiło się także kilka nowych postaci. Szczególnie moją uwagę zwrócił Xemerius, którego główna bohaterka spotkała całkiem przypadkiem. Polubiłam go od pierwszej chwili. Miał takie poczucie humoru, że przy jego słowach nieraz wybuchałam śmiechem i nie mogłam się opanować. Był według mnie najlepszą postacią w tej książce.

Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów, to momentami irytowała mnie Gwen. To jej ciągłe powtarzanie, jaki Gideon jest cudowny. Czasami zachwycała się nim aż do przesady. Ale cóż się dziwić – to przecież typowa nastolatka. Chwilami nie byłam w stanie zrozumieć Gideona. Mówił jedno, robił drugie. Niekiedy zachowywał się nieco tajemniczo… Był tak zróżnicowaną postacią, że trudno było mi go rozgryźć. Nie wiedziałam, o co mu chodzi w danym momencie i dlaczego tak postępuje.

Dużym plusem jest także sam pomysł, czyli podróże w czasie. Dzięki temu można poznać kilka epok naraz, i to w jednej książce. Może i ten motyw jest coraz częściej stosowany, ale ja jak dotąd nie miałam styczności z podróżami w czasoprzestrzeni.

Jeśli chodzi o wątek romantyczny, to był znacznie bardziej rozwinięty niż w poprzedniej części. Muszę przyznać, że z wielkim zainteresowaniem śledziłam miłosne wzloty i upadki głównych bohaterów. To była taka słodka opowieść o miłości, która rozgrywała się w różnych epokach. A to dodawało jej pewnego uroku.

Podsumowując, Błękit szafiru to dobra kontynuacja trylogii. Nie brakuje w niej akcji, miłości i oczywiście niebezpiecznych wypraw. W moim mniemaniu jest jeszcze lepsza od Czerwieni rubinu  a to ze względu na nowe postacie i większą ilość akcji. Może nie jest to jakieś wybitne dzieło, ale czyta się naprawdę przyjemnie. Jak już się zacznie, to aż trudno przerwać lekturę, bo tak bardzo wciąga. Jestem bardzo ciekawa ostatniego tomu i już nie mogę się doczekać, aż go poznam. A wam chętnie polecam tę książkę. Jest naprawdę dobra!

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia