Koniec jest początkiem

źródło
Pamiętacie pewną historię, która rozpoczęła się od niepozornego, niewyróżniającego i skromnego… (Wróć! To wcale nie było tak!). Zacznijmy inaczej. Kiedy na świecie działy się bardzo ważne, przełomowe wydarzenia, nikt nie zwracał na nie uwagi, gdyż pewna znana wam dobrze królowa postanowiła wyprawić najhuczniejsze, pełne atrakcji i ballad przyjęcie, na którym miał zostać wybrany mąż dla jej córki. Pamiętacie już? Taka mała, przerażona dziewczynka o olbrzymich, zielonych oczach i szarych włosach… Przypomina wam kogoś? Któż by pomyślał, że ta młoda niewiasta, która wygląda jak dziecko, nosiła w sobie Starszą Krew, czyli naszą pełną energii Ciri. To było tyle lat temu… Cóż… Bardzo dobrze się wspomina. Jednak szkoda czasu na przeszłość, gdy trwa teraźniejszość. Po długiej i krwawej wędrówce Geralt i jego drużyna udają się do bajkowego pałacu, gdzie historie z marzeń staja się prawdziwe, a miłość kwitnie w każdym zakątku. Tymczasem wcześniej wspomniana diablica – Ciri – odkrywa tajniki Wieży Jaskółki oraz odkrywa prawdę o sobie.  Czemu tak wiele ludzi, istot chce ją znaleźć i zdobyć jej względy, a może tak naprawdę zabić? Co się dzieje z torturowaną Yennefer? Jak zakończy się historia, która z czasem stanie się najsławniejszą z wszystkich legend?


Tytuł: Pani Jeziora
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: Supernowa

Pamiętam, jak pół roku temu po raz pierwszy wzięłam do rąk książkę z Sagi o wiedźminie. Nie wiedziałam o niej nic. Szłam na głęboką wodę, ale przecież nie bez powodu tyle osób ubóstwia ten cykl. Musiałam sama się przekonać, czy mają rację. Część z was czyta moje recenzje, więc wie, jak bardzo opowieść o wiedźminie zawładnęła mną. W krótkim czasie stała się jedną z moich ulubionych serii. Do tego stopnia, że długi czas nie byłam w stanie przeczytać ostatniej części. Sami wiecie, jak to jest… Tak bardzo chcecie poznać zakończenie, ale wiecie, że to jest już koniec. Wszystko się rozstrzygnie, a wy pozostaniecie wyłącznie z wyblakłym wspomnieniem. 
Ile to razy pisałam o stylu Sapkowskiego… Pani Jeziora tak samo jak pozostałe części trzyma poziom. Wszystko jest takie dokładne i realne. Nie da się znaleźć ani jednego słowa, które jest wyrwane z kontekstu. Po prostu tam wszystko pasuje do siebie. Wygląda, jakby było wcześniej zaplanowane. Nawet taki najmniejszy przecinek ma swoje miejsce. Wiecie, co jednak jest z tego najdziwniejsze? Ta idealność stylu nie jest irytująca. Ludzie (a przede wszystkim ja) nie lubią doskonałości. Ona jest piękna, ale wyjątkowo nudna i przewidywalna. Język autora jest nasycony archaizmami i często „górnolotnym” słownictwem. Nie będę udawać, że wszystkie słowa rozumiem, bo to by było niezaprzeczalne kłamstwo. Jednak cieszę się, że one tam są. Mogę nie znać ich znaczenia, ale rozumiem, co chce przekazać mi pisarz.
To jest prawie sześćset stron historii. Przy takiej liczbie czytelnik często potrafi zanudzić się na śmierć. Jednak nie tutaj. Akcja nie zawsze jest wartka i szybka. Często są długie przerywniki, mimo to nie zniechęcają one do lektury. Pragniemy dowiedzieć się, co będzie dalej, i nic nie jest w stanie zachwiać tego pragnienia. Po prostu tak trzeba – i koniec, kropka. W dodatku nawiązania do przyszłości dodają tej powieści realności, co sprawia, że czyta się ją naprawdę dobrze. Dzięki temu możemy przenieść się do świata wiedźminów, czarownic i potworów, gdzie toczy się walka o władzę. 

Od początku cyklu Geralt jest moim ulubionym bohaterem. Jest taki naturalny, ale zarazem wyjątkowy, gdyż zawsze zachowuje się jak człowiek. Na początku Sagi o wiedźminie często pojawiały się wzmianki, że wiedźmini podczas mutacji stracili ludzkie uczucia. Geralt jest idealnym przykładem, że tak właśnie nie jest. Potrafi kochać, jest gotowy zrobić wiele w imię dobra, ale ma również swoje wady. Często ulega namiętnościom, łatwo się irytuje i nie raz wykazał się dziecinną naiwnością. Dzięki temu bardzo łatwo go polubić. Bardzo podobnie jest z Ciri, która w tej powieści odgrywa dużą rolę (i nie chodzi mi wyłącznie o wielkie wydarzenia historyczne). Te małe też mają olbrzymie znaczenie. Nie można również zapomnieć o zimnej Yennefer. Akurat ja bardziej utożsamiam się z młodą wiedźminką, jednakże jestem pewna, że wiele kobiet żywi podobne uczucia do czarodziejki.

Moja przygoda z historią wiedźmina zakończyła się. Jest jeszcze Sezon Burz, który podobno mało nawiązuje do cyklu, jednak jestem pewna, że do niego zajrzę, ale jeszcze nie teraz. Wiem, że przyjdzie czas, że będę miała przeogromną potrzebę powrotu do tego świata, i wtedy on mi w tym pomoże. Tymczasem wszystkim fanom fantastyki polecam całą Sagę o wiedźminie. Nie są to powieści, które spodobają się każdemu, lecz warto zapoznać się przynajmniej z pierwszym tomem. Spróbujcie…

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia