Pod paragrafem: czy można sprzedać egzemplarz recenzencki?

fot. Diana B
Recenzenci książkowi w końcu spotykają się z sytuacją, w której otrzymają od portalu bądź wydawnictwa egzemplarz recenzencki. Na początku bardzo nas to cieszy. No dobra, nigdy nie przestaje nas to cieszyć. Jednak im więcej egzemplarzy przybywa, tym mniej miejsca na naszych półkach. Szczególnie że nie wszystkie książki chcemy dla siebie zatrzymać. Co możemy z nimi zrobić?
Myślę, że na tak zadane pytanie trzeba odpowiedzieć: to zależy. Teoretycznie egzemplarz recenzencki możemy sprzedać, oddać osobie bliskiej, podarować przyjacielowi, wymienić go lub uczynić z niego nagrodę w konkursie. Jednak w praktyce wygląda to trochę inaczej…
Tak naprawdę wszystko zależy od osoby, która nam ten egzemplarz udostępnia, i od warunków, na jakie się zgodziliśmy.

Egzemplarz recenzencki nie do sprzedaży

Przykładowo portal Sztukater nie zezwala na sprzedaż egzemplarzy recenzenckich od niego otrzymanych. Większość książek zawiera specjalną pieczątkę, ale nie wszystkie. Jednak zgodziwszy się na współpracę z tym portalem, musimy zaakceptować regulamin.
Co grozi za sprzedaż egzemplarza recenzenckiego od portalu Sztukater?
Rezygnacja ze współpracy.
Skoro nie chcemy rezygnować ze współpracy, to co możemy zrobić z takim egzemplarzem?
Wszystko, co nie wiąże się z otrzymaniem korzyści materialnej. Możemy taki egzemplarz wymienić, uczynić nagrodą w konkursie lub po prostu komuś podarować.
Czy to uczciwe? Książkę dostajemy w zamian za napisanie jej recenzji. Teoretycznie jest to nasza zapłata. Książka należy do nas, ale nie możemy jej sprzedać. Z drugiej jednak strony sami godzimy się na te warunki i po zakończeniu współpracy możemy taki egzemplarz i tak sprzedać.
Podobnie jest w przypadku e-booków otrzymywanych od wielu wydawnictw, ale nawet tych kupowanych w księgarniach internetowych. Jednak o tym opowiem przy innej okazji.

Czym jest elektroniczny znak wodny?

Watermark ma za zadanie przypisać e-book do właściciela książki. Najczęściej jest to imię i nazwisko bądź nazwa recenzenta w neutralnym miejscu.
Czym jest DRM?
Digital rights management to sposób zabezpieczenia e-booka podpisem cyfrowym. W konsekwencji e-book może być odczytany na konkretnej liczbie urządzeń. Niemożliwe jest jego kopiowanie. Otrzymawszy e-book w ten sposób oznaczony, nie zyskujemy możliwości jego legalnego sprzedania ani skopiowania.
Co jednak możemy zrobić z takim e-bookiem?
W poście dotyczącym kserowania książek – przeczytaj – wyjaśniłam, kto należy do kręgu osób pozostających w bliskim związku osobistym, którym możemy pożyczyć swój skserowany egzemplarz. Podobnie jest ze skopiowaniem e-booka, przynajmniej w teorii. Nie ulega wątpliwości, że wstawienie pliku na stronę typu Chomikuj, przez co udostępniamy go praktycznie nieograniczonej liczbie osób, jest naruszeniem prawa autorskiego. Jeśli jednak udostępnimy go siostrze/bratu, bardzo bliskiej przyjaciółce, to nie naruszymy prawa, gdyż działamy w ramach dozwolonego użytku osobistego. Jednak w praktyce warto to trochę uszczegółowić.
Dozwolony użytek osobisty utworów jest zgodnie z prawem ograniczony jest do pojedynczych egzemplarzy (!) utworów. Należy mieć świadomość, że w literaturze prawa dominuje obecnie konserwatywny pogląd, iż egzemplarzem utworu jest wyłącznie utwór zapisany na materialnym nośniku, np. papierze, płycie CD, płycie DVD itp. Według tych poglądów nie jest egzemplarzem utworu jego kopia elektroniczna, zakupiona online i ściągnięta bezpośrednio na nasz twardy dysk. Tym samym kopie e-booków, zakupione i ściągnięte przez internet nie są egzemplarzami w powyższym rozumieniu, co teoretycznie otwiera możliwość argumentacji, iż do tak nabytych e-booków nie stosuje się dobrodziejstw wynikających z przepisów o dozwolonym użytku osobistym.
Gracjan Pietras, adwokat i wspólnik w kancelarii „Doktór Jerszyński Pietras” w Warszawie, artykuł dla iMagazine, Co można zrobić z e-bookiem?

Dopóki więc nasze prawo nie zostanie właściwie dostosowane, lepiej ograniczyć się do pojedynczych egzemplarzy e-booków.
Egzemplarz recenzencki nieoznaczony
Co jednak z egzemplarzami w żaden sposób nieoznaczonymi, które dostajemy po premierze i nikt nie rozmawia z nami o zakazie sprzedaży? 
Myślę, że w tym przypadku sprzedaż nikomu nie powinna przeszkadzać. Skoro recenzent wywiązał się z obowiązku i recenzję napisał, a książka jest formą zapłaty, to staje się jego własnością i może on z nią zrobić to, na co tylko ma ochotę.
Dlaczego dodałam zwrot „po premierze”? Myślę, że chyba wszystkim zależy, by książki były sprzedawane już po ich oficjalnym wprowadzeniu na rynek – i to się rozumie samo przez się. Chyba że i tak są w przedsprzedaży…
Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłam sytuację, gdyż kwestia: sprzedawać czy nie jest odwiecznym pytaniem książkowych recenzentów.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia