Podejście profilaktyczne

źródło

Mam nietypowe zainteresowania. Ściślej mówiąc: nietypowe jest to, że interesuje mnie wszystko. Zależy po prostu, co w danej chwili wpadnie mi w oko. Nie pamiętam kiedy to było – prawdopodobnie jakieś trzy lub cztery lata temu – kiedy natrafiłam na artykuł o Agendzie 21. Pomyślałam wtedy: to dobrze, że ONZ zajęło się uzdrawianiem środowiska. Jednak Glenn Beck i Harriet Parke swoją najnowszą książką w pewnym sensie pacnęli mnie po głowie. Dlaczego? Przeczytajcie.

Nim przejdę do opisu fabuły, zachęcam wszystkich do zapoznania się z tematem Agendy 21. Jej zagadnień nie będę streszczać (składa się z prawie pięciuset stron), ponieważ świetnie zrobiła to za mnie Wikipedia. Odsyłam TUTAJ.
W niedalekiej przyszłości ustalenia z II Konferencji w Rio de Janeiro z 1992 roku weszły w życie. I nie uzdrowiły świata. Wręcz przeciwnie – zniewoliły go. Nie ma już Ameryki, jest Republika. Rządzona przez Spolegliwych. To oni decydują o każdym aspekcie egzystencji. Obowiązkiem obywatela jest wytwarzanie energii i reprodukcja. W takiej rzeczywistości żyje osiemnastoletnia Emmeline. Codziennie chodzi po desce energetycznej, parzy się z mężczyznami, żeby później wydać na świat dzieci, których nigdy nie pozna. Towarzyszą jej tylko smutek, monotonia i brak nadziei. Aż pewnego dnia wszystko się zmienia. Przychodzą po jej matkę. W wyniku szoku spowodowanego tym wydarzeniem Emmeline otrząsa się ze stagnacji i postanawia zawalczyć o siebie i swoją rodzinę. Zadaje coraz więcej pytań. Chce wiedzieć, dlaczego ludzie muszą gnieździć się w ciasnych Mieszkalnikach, a woda i jedzenie są racjonowane. Ścieżki, którymi podąży, doprowadzą ją do odkrycia prawdy. A ta może ją równie dobrze wyzwolić, ile zabić…
Uważam, że połączenie świata rzeczywistego z fikcją literacką zawsze jest w cenie. Daje to wrażenie, jakby autorzy wiedzieli więcej od nas – czytelników – i postanowili się z nami tą wiedzą podzielić. Przeważnie stanowi to po prostu zabieg celowy mający dodać książce tego „smaczku”, jednak w przypadku Agendy 21 ma być przestrogą. Jeden z autorów – Glenn Beck – znany jest przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych ze swoich kontrowersyjnych wypowiedzi na temat polityki. Podczas czytania czujemy niemal namacalnie, że twórcy wierzą, iż scenariusz opisany w ich pracy jest jak najbardziej możliwy. Udowadniają to w zamieszczonym na końcu Posłowiu i muszę przyznać, że ich tok rozumowania ma coś w sobie. Coś, co sprawia, że trudno uznać ich za osoby ze zbyt wybujałą wyobraźnią.
– Ja już się zbieram, mój dyżur skończony – oznajmiła ta, która była w Wiosce, kiedy zjawiłam się na rozmowę z Joan, i odwróciła się do mnie plecami. Różowy uniform marszczył się jej na biodrach. Nie miałam pojęcia, jak się nazywa. – Dobrej pracy, obywatelko.
Odwróciła się jednak raz jeszcze, po czym obie, zgodnie wykonując kolisty salut, chórem powiedziały:
– Chwała Republice!
A ja dalej stałam jak sparaliżowana.
Koncepcja fabuły bardzo mi się podoba, chociaż muszę przyznać, że przypomina mi trochę Niezgodną, ze względu na podział na pewnego rodzaju frakcje. Książka utrzymana jest w ciekawym, mrocznym klimacie, a bohaterowie zostali dobrze skonstruowani. Myślę, że najmocniejszy element tej pozycji stanowi idea, jaka jej towarzyszy. Świat, o jakim czyta się z zaintrygowaniem, ale którego nikt nie chciałby zaznać w prawdziwym życiu. Kontrast między tym, co mamy (i na co narzekamy), a co może nasz czekać w przyszłości.
Było jednak coś, nad czym autorzy powinni popracować. Nie przypadł mi do gustu styl. Mam wrażenie, że nie do końca się zgrali. Przeszkadzały mi niektóre wtrącenia, bo wydawały mi się one nienaturalne. Zdarzały się dialogi dla mnie jakby niedokończone. Język jest prosty i łatwy w odbiorze, a samą książkę czyta się szybko i przyjemnie. Dla niewymagających czytelników lektura pod względem językowym na przyswajalnym poziomie. A że jestem czepialska i wredna, to jednak życzyłabym sobie trochę więcej polotu. To chyba tyle, jeśli chodzi o uwagi.
Podczas lektury wciągnęłam się w historię i odetchnęłam z ulgą po jej zakończeniu, a to znaczy, że wywołała we mnie jakieś emocje. Choć muszę przyznać, że bliżej nieokreślone. Po prostu na jej ogromną korzyść przemawia fakt, że z zagadnieniami Agendy 21 zapoznałam się już dużo wcześniej, a ta pozycja pokazała mi drugą stronę medalu. A ta strona okazała się gorsza, niż przypuszczałam.
Niezależnie od tego, czy uznacie tę historię za wybujałą fantazję autorów z dużą dawką teorii spiskowych, czy też za przestrogę i realny scenariusz nadchodzących lat, wydaje mi się, że powinniście być po jej lekturze zadowoleni. Książka wciąga i można przy niej miło spędzić czas – na tyle, na ile pozwala na to jej tematyka. Skłamałabym jednak, mówiąc, że była to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Myślę, że historia zaintryguje wielu czytelników, ale nie spodziewajcie się po niej czegoś wybitnego, bo możecie się zawieść. Dobra na nadchodzące długie wieczory, z ciekawym przesłaniem, ale nie obowiązkowa.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia