Cicha noc pełna miłości…

źródło
Nad światem zawisła ciemność; mroczna i nieprzenikniona. Księżyc, skryty w chmurach, daje niewiele światła. Tylko śnieg odbija odrobinę blasku latarni ulicznych, podejmujących walkę z mrokiem. Przegrywają. Park sprawia ponure wrażenie. Na ławce kuli się drobna postać. Młoda kobieta o niebieskich oczach i ciemnobrązowych włosach, z niewielką blizną biegnącą od ucha w stronę szyi. Ubrana w cienki czary płaszczyk, czarne spodnie i granatowe botki. Na serdecznym palcu prawej ręki ma złoty pierścionek z czarną różą. Twarz skryła w dłoniach. Płacze.

Szczęśliwi ludzie nie wychodzą z domu w taką noc. Szczęśliwi siedzą przy stole z rodzinami, śmieją się i roztaczają wokół miłość. Szczęśliwi nie błądzą samotni po drogach, na których tak trudno spotkać człowieka.
A jednak, wśród nocy, która onieśmiela, dostrzec można kogoś, kto kroczy wolno skryty w cieniu drzew. Przechadza się po mrocznym parku, zupełnie sam, bo nawet ptaki nie chcą wyjść ze swych ciepłych dziupli. Ukrywają się i nie widzą, że tuż obok nich idzie człowiek – samotny, opuszczony, potrzebujący pomocy. A nawet jeśli widzą, to nie rozumieją jego cierpienia i bólu rozsadzającego serce. Dziwią się przezroczystym kroplom spływającym z oczu i zamarzającym na policzkach, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Tylko samotni wychodzą z domu w taką noc, najpiękniejszą w roku i szukają się wzajemnie, by być lekarstwem na zranione serca. Wychodzą szukać Boga i człowieka, a aniołowie prowadzą ich za rękę, otaczają swym serem i pilnują, by mogli trafić na ścieżki, które są im przeznaczone. Ludzie samotni nie widzą jednak swoich aniołów, ani nie czują duchowego ciepła. Jeśli zaś nie ma nikogo, kto mógłby przynieść ulgę człowiekowi, anioł bierze go za rękę i prowadzi do kościoła, gdzie w betlejemskiej szopce leży nowonarodzone Dziecię, maleńki Jezus, przed którym może uklęknąć i wylać swoje żale.
Przez park wolnym krokiem idzie młody mężczyzna. Ma spuszczoną głowę, a jego oczy w kolorze morza patrzą na ścieżkę. Ciemnobrązowe włosy opadają mu na oczy, ale on zdaje się tego nie zauważać. Jego myśli uciekają gdzieś daleko. Pędzą przez wspomnienia, przenikają się wzajemnie, a każda chce biec w inną stronę. Za nim, w słonecznej poświacie idzie anioł. Mówi do niego, próbuje zmienić bieg jego myśli, ale nie może. Jest tylko duchem i nie umie skruszyć serca pogrążonego w bólu. Sam jest za słaby…
Nagle anioł dostrzega jaśniejący punkt. Słyszy głos innego anioła. Budzi się w nim nadzieja ˜– oto zbliża się do kogoś, kto pomoże mu uśmierzyć ból człowieka. Idzie z mężczyzną w tamtą stronę. On zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że ktoś jest niedaleko. Słyszy płacz. Podnosi głowę, rozgląda się. Nadal wolnym krokiem zbliża się w stronę młodej dziewczyny siedzącej na ławce. Podchodzi i siada obok niej. Patrzy na nią. Ona zdaje się nie zauważać jego obecności.
Aniołowie podchodzą do siebie. Chwytają się za ręce i patrzą sobie w oczy. W milczeniu klękają na ośnieżonej ścieżce i modlą się; wyśpiewują hymny pochwalne do Boga, wołają: Gloria in excelsis Deo!
Dołączają do nich chóry anielskie. Radują się. Wielbią nowonarodzone Dzieciątko.
Ludzie siedzący na ławce patrzą na siebie. Nie mogą już znieść swojej samotności. Ich aniołowie stają za nimi i popychają ich lekko, by znaleźli się bliżej siebie. Z pobliskiego kościoła słychać chór, śpiewający Cichą noc. Ludzie biorą się za ręce i patrzą w jego stronę. A potem, jak gdyby ich myśli były jednym, wstają i w milczeniu idą do kościoła. Wchodzą do środka, klękają przed Dzieciątkiem i dołączają swe głosy do chóru złożonego z ludzi i aniołów, wychwalającego dobroć Ojca.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia