(Nie)samotność

źródło
Ciepło z kominka rozgrzewało serca pogrążone w żalu. Blask ognia dawał wrażenie spokoju, ciepła i piękna. Lampki choinkowe oświetlały twarze siedzących przy oknie ludzi. Ich oczy mieniły się milionami kolorów. Z radia dobiegał dźwięk kolędy, ale był jakiś przytłumiony, cichy. Przytłaczała go atmosfera panująca w pomieszczeniu. Smutek wirujący w powietrzu był niemal namacalny. I tylko iskierki tańczyły wesoło w kominku…

W fotelach przy oknie siedziało dwoje ludzi – kobieta i mężczyzna. Byli młodzi, ale ich twarze naznaczone były doświadczeniem cierpienia. Wzrok mężczyzny utkwiony był w ogniu, jakby nie istniało nic prócz niego. Oczy kobiety były załzawione. Cały starannie nałożony wcześniej makijaż spływał teraz po policzkach. Zrozpaczone spojrzenie utkwione było w mężczyźnie.
– Gdzie ona jest? – szepnęła kobieta jakby do siebie. – Gdzie ona jest!? – wrzasnęła w stronę mężczyzny.
– Gdzie ona jest? – powtórzyła raz jeszcze, ukrywając twarz w dłoniach i trzęsąc się we łzach.
Mężczyzna wstał, podszedł do niej, objął ją i szepnął do ucha:
– Wróci. Zobaczysz – pocałował ją w policzek. – Wróci.
– Chodźmy jej szukać – rzekła kobieta z desperacją w głowie.
– Dobrze, pójdziemy – odparł mężczyzna, gładząc ją po głowie. – Chodź, ubierz się i pójdziemy.
Mężczyzna pomógł wstać kobiecie, zgasił ogień w kominku, wyłączył lampki choinkowe i podał jej płaszcz. Wyszli na zewnątrz. Mężczyzna zamknął drzwi i złapał kobietę za rękę.
– Nie bój się. Znajdziemy ją – powiedział i posłał jej smutny uśmiech.
Poszli razem w noc, szukając zagubionego dziecka.
Stanęli przed pięknym, starym kościołem.
– Wejdźmy do środka – powiedziała. – Pomódlmy się. Może Jezus pomoże nam ją znaleźć.
– Można spróbować. Na pewno nie zaszkodzi.
Weszli do kościoła, przodem ona, za nią on. Uklękli z tylu i – opuściwszy głowy – modlili się żarliwie o odnalezienie córki…
Nagle od strony bocznego ołtarza dal się słyszeć płacz. Zdziwieni podbiegli w tamtą stronę.
– Córeczko! – zawołała uradowana kobieta, biorąc w ramiona płaczącą dziewczynkę.
– Mamo… – szepnęło dziecko ze łzami w oczach.
– Gdzie byłaś? Dlaczego uciekłaś? – zapytała matka, stawiając ją na ziemi i siadając w ławce.
Dziewczynka usiadła jej na kolanach i odpowiedziała:
– Nie chciałam, żeby Jezusek był sam tak jak ja. Chciałam, żeby ktoś go kochał i był przy nim. Bo on może być moim przyjacielem. Ja byłam sama i on był sam. A teraz jesteśmy razem.
– Co ty mówisz dziecko! – zawołał mężczyzna. – Przecież my cię kochamy i jesteśmy z tobą, kochanie.
– Ale wy jesteście ciągle w pracy. A ja siedzę w domu i jestem strasznie samotna…

Mężczyzna i kobieta spojrzeli na siebie nawzajem i po chwili w ich oczach zabłysły łzy, a potem – pośród kościelnej ciszy i spokoju – przyszło zrozumienie.

– Przepraszamy cię, córeczko. Już nigdy nie będziesz czuła się samotna. Obiecuję ci to. Ja i tata zawsze będziemy z tobą. I z Jezusem. On zawsze jest przy nas. I my przy nim. Kocha ludzi, a ludzie kochają jego. I my go kochamy, córeczko. I tak samo zawsze będziemy ciebie kochać – rzekła matka, przytulając dziewczynkę do swojego serca.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia