Opowieść o samotnym aniele

źródło
Jest zimna noc. Świeci księżyc, a jego blask odbija się w soplach lodu… Płatki śniegu wirują wokół, a delikatny wiatr rozwiewa włosy samotnego anioła idącego ulicą…

Anioł szuka człowieka, który potrzebuje pomocy. Szuka kogoś, kim mógłby się zaopiekować. Szuka samotnych, odtrąconych, opuszczonych przez wszystkich – bliskich i dalekich. Przez przyjaciół, rodzinę, znajomych… Przez wszystkich, oprócz Boga.
Anioł idzie. Czasem spotka kogoś, kto siedzi na schodach i płacze. Albo kogoś, kto biegnie przed siebie, szuka szczęścia tam, gdzie go nie ma, i nie patrzy nawet przed siebie. Próbuje pomóc takiemu człowiekowi. Chce go otulić swoim ciepłem, wskazać mu drogę do prawdziwej radości, otrzeć łzy. Ale nie może. Ci ludzie są zbyt pogrążeni we własnym smutku, zaślepieni ludzkimi sprawami. Nie dostrzegają dłoni wyciągniętej w ich stronę. A anioł tak bardzo chciałby uśmierzyć ich ból, wziąć w ramiona i unieść do Boga, do szopki betlejemskiej, gdzie maleńki Jezus leży na sianku i promieniuje szczęściem i miłością.
Idzie drogą i szuka człowieka otwartego na Bożą miłość. Idzie, patrzy, nasłuchuje…
Nagle słyszy przeraźliwy krzyk. Biegnie w tamtą stronę. Staje przed rozbitym samochodem. Jego szyba jest otwarta. Na tylnym siedzeniu znajduje się dwoje dzieci. Płaczą. Z przodu siedzi kobieta. Jej palce nadal są kurczowo zaciśnięte na kierownicy. Z czoła, opartego na pękniętej szybie, sączy się krew. Kobita oddycha, ale jest nieprzytomna. Blacha samochodu ugina się pod ciężarem przygniatającego ją drzewa. Jeszcze chwila i dzieci zostaną zmiażdżone. Anioł widzi, co się dzieje. Przenika do samochodu, siada obok kobiety i bierze ją za rękę. Zamyka oczy i wnika do umysłu kobiety.
– Zbudź się – szepcze. – Przychodzę od Boga, by ci pomóc. Zależy mu na tobie i na twojej rodzinie. Przysłał mnie, bym was ocalił. Zbudź się i ratuj swoje dzieci.

Jego głos odbija się echem w jej umyśle. Zdezorientowana kobieta otwiera oczy. Spostrzega, co się dzieje. Pomimo przeraźliwego bólu, odwraca się, bierze w ramiona płaczące dzieci i wyciąga je z samochodu. Resztkami sił wytacza się na pobocze i dzwoni po pogotowie. Samochód załamuje się. Kobieta mdleje. Anioł czuwa przy nich do przyjazdu karetki. Jedzie do szpitala razem z nimi. Siedzi obok nich całą noc.

Rankiem kobieta się budzi. Podchodzi do śpiących jeszcze dzieci. Anioł obejmuje ją i podtrzymuje, dodaje jej sił. Jest Boże Narodzenie.

Do sali wchodzi jakiś mężczyzna. Obejmuje kobietę i pomaga jej usiąść.

– Co się stało? – pyta.
– Miałam wypadek. Chyba w coś uderzyłam. Nie wiem. Pamiętam tylko, że śniłam o pięknym aniele. Kazał mi się obudzić i ratować dzieci… Chyba uratował nam życie. On naprawdę nas kocha… – odpowiada kobieta, patrząc mu w oczy.
– Dziś jest Boże Narodzenie… – mówi cicho mężczyzna.
– Dzieciątko Jezus narodziło się na nowo. I my również…
– Myślisz, że naprawdę was uratował?

Anioł, siedzący dotychczas na krześle, zbliżył się do nich, dotknął ich dłoni i otoczył ich światłem.
– Tak – odparła. – Tak myślę. Wierzę w to.
– Jak tylko wyjdziesz, pojedziemy do szopki, by podziękować Jezusowi. Za łaskę. I za takiego dobrego Anioła Stróża. 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia