Zajrzeć do wnętrza umysłu seryjnego mordercy…

Tego szczególnego wieczoru wieńczącego obecny rok przedstawiamy Wam wywiad z Adrianem Bednarkiem – autorem Pamiętnika diabła oraz naszego patronackiego Procesu diabła – jego równie pasjonującej kontynuacji.

Autor poświęcił nam trochę czasu i wyjaśnił te kwestie, które nurtowały nas przez dłuższy czas… 

Zapraszamy do lektury! Gwarantujemy duużo emocji 🙂 
Dlaczego – pana zdaniem – ludzie tak często sięgają po kryminały? Jak zaczęła się pana przygoda z kryminałem?
Chyba dlatego, że kryminały – jak żadne inne książki – pobudzają mroczną stronę naszej duszy. Przerażają nas, jednocześnie fascynując. Pokazują miejsca, w których większość z nas nigdy nie chciałaby się znaleźć, a jednak jest ciekawa, jak wyglądają. To samo tyczy się samych morderców i zbrodni przez nich popełnianych. Myślę, że wielu czytelników sięgających po kryminał ma ochotę na przejażdżkę po „ciemnej stronie Mocy”. Moja przygoda z kryminałem zaczęła się bardzo wcześnie. W 1990 roku, kiedy miałem 6 lat, tata kupił mi pierwszy komiks – „Batmana”. Tak mi się spodobał, że przez kolejne lata przeczytałem wszystkie, jakie tylko były dostępne. Później doszły książki i ta przygoda trwa do dziś.
Kiedy mówimy o kryminałach, na myśl przychodzi nam schemat: przestępstwo – zagadka „kto jest winny?”. Proces diabła jest nieco inny. Skąd tak nietypowy pomysł na powieść?
Zawsze lubiłem historie, które są inne. Przyciąga mnie coś, co odbiega od standardów i potrafi zaskoczyć. Inna sprawa, że według mnie życie i działalność przestępcy są o wiele ciekawsze od działalności ścigających go policjantów. Poza tym dużo trudniej jest popełnić serię morderstw i nie dać się złapać, niż znaleźć takiego mordercę. Pisanie historii Kuby stanowiło dzięki temu większe wyzwanie. I zabawa była zdecydowanie lepsza niż przy klasycznym kryminale. 😉 Mogę zdradzić, że opisywanie poczynań zabójców spodobało mi się do tego stopnia, że w przyszłości planuję napisać książkę o płatnym mordercy.
Czy jest pan zwolennikiem twierdzenia, że w umyśle każdego z nas kryje się zło, które – odpowiednio pobudzone – może zdominować nasze życie?
Tak, zdecydowanie. Uważam, że w każdym człowieku – gdzieś głęboko – kryje się jakieś mroczne oblicze, które podpowiada złe myśli. Ale do pełnego ujawnienia się i przerodzenia myśli w czyny potrzebny jest bodziec czy katalizator. Zwykle takim bodźcem są traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. Proszę zauważyć, że praktycznie każdy psychopata jest człowiekiem, którego w dzieciństwie spotkała jakaś krzywda.
W Procesie diabła pojawia się motyw słynnego angielskiego mordercy Kuby Rozpruwacza. Co skłoniło pana do wykorzystania tej postaci w swojej książce?
Sama postać Rozpruwacza. 😉 Nie chodzi mi bynajmniej o jego tajemniczość, o to, że nigdy nie został złapany, czy nawet o jego listy wysyłane na policję. Skłoniły mnie do tego myśli o Rozpruwaczu. Wyobrażałem sobie, co musiał czuć facet spacerujący szemranymi uliczkami Londynu, z przygotowanymi narzędziami chirurgicznymi, w poszukiwaniu odpowiedniej ofiary. I co musiało dziać się w jego głowie, kiedy wreszcie podejmował decyzję i robił to, co robił. A jak wiemy, robił wyjątkowo brzydkie rzeczy. 😉 Takie wyobrażenia były ekscytujące i przerażające. Uznałem, że ten sposób działania świetnie nadawałby się na postać, którą Kuba Sobański ma bronić w sądzie.
Proces diabła jest powieścią, dzięki której można zagłębić się w psychikę seryjnego mordercy, poznać motywy nim kierujące… Jak przygotowywał się pan do stworzenia portretu bohatera w tak sprytnie psychologiczny sposób? Skąd wzięło się pana zainteresowanie seryjnymi mordercami?
Nie czyniłem żadnych specjalnych przygotowań do napisania Procesu. Zwyczajnie próbowałem wkręcić się w postać psychopaty, wyobrazić sobie, jak to jest nim być, co musi czuć, w jaki sposób wybiera ofiary, poluje itp. Przychodziło mi to w miarę łatwo. Skąd wzięło się zainteresowanie seryjnymi mordercami? Sam się czasami nad tym zastanawiam… Wydaje mi się, że z mojej fascynacji czarnymi charakterami. Zawsze najbardziej lubiłem tak zwane złe postacie – czy to w książkach, komiksach, filmach czy w programach historycznych. Mają w sobie coś intrygującego, a seryjni mordercy są zdecydowanie jednymi z najmroczniejszych w tym towarzystwie.
Czy opisy emocji głównego bohatera, które umieścił pan w powieści, zostały oparte na wiedzy fachowej? Jeśli tak, z jakiego źródła pan ją zaczerpnął?
Nie. Nawet nie wiem, czy można znaleźć jakieś fachowe informacje na temat tego, co naprawdę czują seryjni mordercy, w inny sposób niż przez rozmowę z jednym z nich. Wszystkie opisywane emocje to moja wyobraźnia, przedstawiająca to, co – według mnie – siedzi w głowie psychopaty. Wielką dumę sprawia mi fakt, że czytelnicy w zdecydowanej większości odbierają myśli Kuby jako realistyczne.
Czy Proces diabła był tworzony według jakiegoś planu? A może fabułę wymyślał pan spontanicznie, w trakcie pisania?
Nigdy nie tworzę książek według planu. Owszem, zawsze mam pewien motyw. W przypadku Procesu brzmiał on: Kuba Sobański ma bronić w sądzie seryjnego mordercę. Poza tym wszystko było tworzone spontanicznie. Zresztą zawsze tak piszę – postacie same dojrzewają, wykuwają swoje charaktery i prowadzą mnie przez całą historię. Nie zawsze są chętne do współpracy, często kapryszą, ale po czasie udaje się je poskromić i zamknąć całość w porządną historię.
Akcja Procesu diabła toczy się w Krakowie. Dlaczego? Czy jest to miejsce szczególnie panu bliskie? A może wybór stolicy Małopolski na miejsce zdarzeń był zupełnie przypadkowy?

Kraków jest mi bardzo bliski. Mieszkałem tam przez kilka lat – do dziś czuję do tego miasta sentyment i tęsknotę. Osadzając akcję Procesu w Krakowie, znów mogłem w nim zamieszkać. Wprawdzie nie dosłownie, bo tylko w wyobraźni, ale jednak. Poza tym żadne inne miasto w Polsce nie pasuje mi do działalności Rzeźnika Niewiniątek tak dobrze jak Kraków.
Czy uważa pan, że pisać może każdy, dzięki wypracowaniu odpowiedniego warsztatu, czy wena i zdolności pisarskie to talent, który się otrzymuje i dopiero wtedy można go szlifować, a nie się go nauczyć?
Patrząc ze swojej perspektywy, czyli człowieka, który na świadectwie maturalnym z języka polskiego otrzymał ocenę dopuszczającą, myślę, że tak. 😉 Każdy może pisać, jeśli ma odpowiednio rozbudowaną wyobraźnię, ciekawe pomysły, dobry sposób ich przedstawiania i znajdzie odpowiednie grono czytelników zainteresowanych swoją twórczością i – przede wszystkim – wydawcę, który uwierzy w jego twórczość. Nigdy nie patrzyłem na pisanie książek przez pryzmat warsztatu czy talentu. Każdy podchodzi do pisania indywidualnie. Wena, owszem, jest potrzebna. Kiedy jej brakuje, a w głowie panuje chaos – pisze się trudniej. Ale według mnie właśnie umiejętność pisania podczas kryzysu twórczego może pokazać, czy dana osoba nadaje się na pisarza.
Sfera emocjonalna głównego bohatera, zwłaszcza podczas popełniania zbrodni, jest opisana niezwykle plastycznie. Co panu daje taką satysfakcję, co wprowadza w trans?
W największy trans wprowadza mnie bieganie. Uwielbiam biegać; podczas joggingu – wspomagany szybką muzyką – często wymyślam przełomowe motywy do swoich historii. Zdarza się, że przez całą godzinę biegu myślami jestem tylko w akcji danej książki lub w jednej konkretnej scenie, co daje później efekty podczas pisania, np. postać Rozpruwacza z Krakowa wymyśliłem właśnie podczas biegu. W trans przed pisaniem wprowadzam się też filiżanką espresso połączoną z papierosem. Zwykle od tego zaczynam wieczorną pracę nad książką. A jeśli chodzi o same opisy zbrodni, to powstają one spontanicznie. Można powiedzieć, że każde kolejne morderstwo Kuby opisywałem „na gorąco”. Zaczynając, nie miałem pojęcia, jak się one skończą.
Czy stworzone przez pana postacie kończą życie wraz z ostatnią stroną książki, czy żyją w panu nadal – podczas wizyt w Krakowie czy nocnych rozmyślań?
Oj nie, szybko nie kończą życia! Przeciwnie. Niektóre do dziś żyją w mojej głowie i nie dają mi spokoju. Zwłaszcza te, które bardzo polubiłem. Bardzo emocjonalnie podchodzę do tworzonych postaci, dlatego później trudno mi o nich zapomnieć. Niektóre cały czas we mnie żyją – wręcz mam dziwne odczucie, że istnieją naprawdę. Co do Krakowa, to zawsze gdy odwiedzam to miasto, myślę o postaciach i wydarzeniach z historii Diabła. Każde opisywane miejsce już chyba zawsze będzie mi się z nimi kojarzyć…
Rozmawiały: Martyna Mistrzak, Joanna Adamczyk, Anna Krystyna Misztal, Klaudia Raflik
Zredagowały: Anna Krystyna Misztal, Klaudia Raflik
Dziękujemy autorowi za możliwość rozmowy i życzymy kolejnych sukcesów!
Recenzje Procesu diabła możecie przeczytać po kliknięciu w poniższe linki: 

Leave a comment



Wioleta Sadowska (awiola)

5 lat ago

Kuba Sobański to postać która może przerażać. A Adrianie będzie jeszcze z pewnością głośno 🙂

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia