I gdzie ten marazm, gdzie uśpienie…?











Wesele Stanisława Wyspiańskiego to jeden z najbardziej znanych, ale i najtrudniejszych dramatów. Ta poetycka opowieść o weselu Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną doczekała się wielu inscenizacji teatralnych, a jej popularność nie słabnie. Każdego roku nowi reżyserzy sięgają po dzieło Wyspiańskiego, przedstawiając je wedle własnej wizji. Nieco inaczej zrobił Krzysztof Jasiński, który w roku 2013 postanowił wystawić tryptyk o tytule Wędrowanie, na który składają się: Wesele, Wyzwolenie i Akropolis. Zrealizowanie tak ogromnego przedsięwzięcia co prawda zasługuje na podziw i uznanie, ale nieco przerosło samego reżysera, przynajmniej jeśli chodzi o Wesele.

Zaczyna się dobrze. Piękne stroje z epoki, skoczna muzyka skomponowana przez dwóch weselnych grajków i minimalistyczna scenografia w postaci okrągłego stolika, dwóch wysokich krzeseł przy filarach oraz tła złożonego z wysokich szyb i pojedynczych drzwi – to wszystko wprowadza widza w swojski, wesoły klimat wywołujący uśmiech na twarzy. Ten specyficzny folklor jest tu bardzo dobrze odtworzony. I właśnie z tego powodu zawód widza jest większy, gdy nagle skoczną muzykę zastępują polskie utwory takie, jak My, Słowianie, Jesteś Szalona czy Bierz, co chcesz. Można to wytłumaczyć próbą uwspółcześnienia dramatu, wykreowania wiarygodnego wizerunku nowoczesnej polskiej wsi. Ten zabieg jednak bardziej zaszkodził sztuce niż się jej przysłużył. Przez użycie zarówno klasycznych utworów, jak i hitów disco-polo na scenie zapanował chaos. Reżyser nie sprecyzował stworzonej przez siebie konwencji, pozostawiając widza z konsternacją, ponieważ dobrane piosenki ani trochę nie pasują do całokształtu, mimo że czasem wywołują śmiech. 

Mocną stronę spektaklu są efekty specjalnie. W tej dziedzinie Teatr Stu nie ma sobie równych. O ile w Rozmowach z Diabłem mieliśmy do czynienia z żywym ogniem trawiącym tron, o tyle w Weselu możemy ujrzeć bardzo realistyczne błyskawice, deszcz spływający po szybach czy projekcję nadlatujących kruków, które okazują się coraz bliżej i bliżej… Wywiera to naprawdę ogromne wrażenie i jest dobrze wkomponowane w całość.

Gra aktorska utrzymana jest na wysokim poziomie. Szczególną uwagę zwraca Krzysztof Kwiatkowski, odtwórca roli Poety, oraz Andrzej Róg jako Żyd. Aktorzy grają płynnie, używają charakterystycznej gwary, doskonale wykorzystują przestrzeń. W połączeniu z pięknymi strojami wyglądają na przeniesionych z początku dwudziestego wieku, aby zaprezentować się publiczności. Niestety z całego dramatu zachowano jedynie dwanaście postaci (podczas gdy w oryginale jest ich dwadzieścia pięć), a wiele scen zostało skróconych lub niemal całkowicie wyciętych. Zdecydowanie zubaża to całą sztukę i wywołuje poczucie niedosytu. W moim mniemaniu największym błędem jest brak chocholego tańca, który stanowi kwintesencję dramatu. Tu nie ma rytuału odprawionego przez Jaśka, nie ma tańczących postaci ani słynnego raz do koła, raz do koła… Cały spektakl zamyka monolog Jaśka przy dźwiękach dubstepu i dyskotekowych światłach. Potem wszystko gaśnie. 

Wesele w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego przywodzi na myśl nieudany eksperyment, próbę jednoczesnego uwspółcześniania dramatu i zachowania tradycji. W ostatecznym rozrachunku nie ma ani jednego, ani drugiego. Odnosi się wrażenie, że reżyser nie był do końca pewien, co chce zrobić. Miał wizję, ale nieprecyzyjną. Zadbał o ogół, porzucając szczegóły. Zbyt drastycznie skrócił tekst, pozostawiając go nieco ubogim, pustym. Rezygnując ze sceny końcowej, pozbawił dramat symboliki i podsumowania. Aż chciałoby się zapytać: i gdzie ten marazm, gdzie to uśpienie…? Spektakl ma jednak swoje plusy. Warto usłyszeć głos Jerzego Treli jako chochoła, zobaczyć świetną grę aktorską, doskonałe efekty czy kostiumy, ale nie za cenę zupełnie nieadekwatną do wartości przedstawienia.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia