Co z tą literaturą…

źródło
Nasza patronacka akcja wielkanocna ma na celu przede wszystkim promowanie czytelnictwa wśród młodzieży. Obejmując patronatem medialnym ciekawe pozycje wydawnicze, decydujemy się na rozpowszechnianie idei czytania książek – przede wszystkim polskich. Z racji tego, że wydawnictwo MG wydaje głównie klasykę, postanowiliśmy podczas akcji przekonać Was właśnie do niej. Ale nie tylko. W tym artykule opowiemy Wam, jak literatura rozwijała się przez wieki. Nie martwcie się jednak – nie zamierzam robić przeglądu epok literackich; to mogłoby Was bowiem znudzić i zniechęcić. Skupię się na kilku elementach z historii książki i pokrótce je scharakteryzuję.

Na początku było SŁOWO. Od niego wszystko się zaczęło. Zaraz, zaraz… Przecież to cytat z Biblii. Czy to oznacza, że…? 
Tak, to oznacza, że od Biblii zaczęło się wszystko. To ona wyznaczyła szlaki późniejszym arcydziełom (dzisiaj: bestsellerom) i sprawiła, że ta zaczęła rozwijać się niezwykle prężnie jak na owe czasy. 
A co z antykiem? – powiecie. Owszem – antyk również stał się ogromną inspiracją, w szczególności mitologia i starożytna filozofia. Te na stałe zakorzeniły się w polskiej literaturze, tak że dziś mało kto nie wie, kim byli Apollo czy Afrodyta… Co więcej – antyczne nawiązania możemy zauważyć nawet we współczesnej literaturze. Są one często wykorzystywane i przetwarzane na wzór dzisiejszych czasów.

Ręką pisane

źródło
Wróćmy jednak do Biblii… Mówi się, że Biblia to najdoskonalsza księga wszech czasów – księga życia. Kojarzycie może coś takiego jak rękopis? Bingo! Właśnie o nich chciałabym co nieco powiedzieć. Z racji swoich studiów niemal co tydzień mam zaszczyt trzymać w dłoniach kserokopię karty z rękopiśmiennej książki. Możecie powiedzieć, że to nie ma żadnego sensu, bo przecież rękopisów już nie ma. Dzisiaj są to maszynopisy. Cała praca nad książką odbywa się na komputerze i za pomocą specjalistycznych programów, które umożliwiają nam tworzenie nieskończonej liczby efektów, które ubogacają treść książki.
Bzdura! Właśnie rękopisy (a konkretniej średniowieczni zakonnicy, którzy zajmowali się przepisywaniem ksiąg) wyznaczyły drogę literaturze i doprowadziły ją do takiego formy, w jakiej możemy ją podziwiać obecnie. Przykładowo, gdyby nie wypracowany niegdyś inicjał, dziś prawdopodobnie początek rozdziału nie wyglądałby tak pięknie. Podobnie z kolumną – metoda złotego podziału wpłynęła na to, że dziś każda strona w książce ma wydzielone miejsce na tekst i marginesy. 

Dlaczego rozwodzę się nad rękopisami i co one mają wspólnego z Biblią? Otóż najczęstszymi przedstawieniami rękopiśmiennymi były sceny biblijne – tak rozwinęła się między innymi hagiografia, psałterze czy godzinki, które cieszyły się w owych czasach sporą popularnością. 
Sceny biblijne i cytaty z Biblii nie były wykorzystywane wyłącznie w średniowieczu. Do dziś stanowią one źródło inspiracji. Nie wypada nie wspomnieć na przykład o Mistrzu i Małgorzacie, dziele, które przetwarza scenę sądu Jezusa. 
Co do średniowiecza… Należy również wspomnieć o czarownicach palonych na stosach. Czy to nie pamięć o nich dała początek modzie na fantastykę? A co z biblijną Apokalipsą? Czy utwory traktujące o przyszłości nie są wynikiem inspiracji dziełem świętego Jana?

Beautiful book

Do dziś rękopisy (oczywiście nie tylko te średniowieczne) stanowią źródło wiedzy o literaturze epok wcześniejszych. Są również materiałem badań edytorów naukowych, którzy – chcąc wydawać wielkie dzieła – muszą dbać o zgodność z oryginałem. Powstał nawet specjalny termin odnoszący się do książki wydawanej dawniej. Piękna książka (ang. beautiful book) to określenie książki będącej wzorem, zawierającej niekonwencjonalne zastosowania. Warto dodać, że i metody umieszczania ilustracji znalazły swoje odzwierciedlenie w dziełach współczesnych. 

Kodeksy NIEprawnicze

Należy zwrócić uwagę, że początkowo rękopisy były sporządzane na pojedynczych kartach papirusu czy pergaminu. Później zaczęto tworzyć kodeksy, czyli zbiór takich kart połączonych ze sobą. Wielu osobom słowo kodeks kojarzy się wyłącznie z prawem, należy jednak pamiętać, że słowa są wieloznaczne… Książka, którą dziś możemy trzymać w dłoniach, jest doskonałym przykładem tego, że nie tylko prawnicy mogą czytać kodeksy… 🙂

Gutenberg – „ojciec” książki drukowanej

źródło
Wynalazek Gutenberga stał się niemal najważniejszym wynalazkiem związanym z książką i jej rozwojem. Dzięki ruchomym czcionkom nie trzeba było już tekstów przepisywać. Wraz z Gutenbergiem przyszli zecerzy, którzy zajęli się składem tekstu z owych czcionek, mając do dyspozycji dwie formy: monotyp i linotyp. Pozwólcie, że nie będę się zagłębiać w terminologię drukarską. Zainteresowanych odsyłam do literatury przedmiotu (oczywiście możecie też do mnie napisać, wówczas odpowiem na wszelkie pytania, które was nurtują w związku z książką jako taką i jej rozwojem). Książka drukowana zaczęła się prężnie rozwijać – aż do formy, w której znamy ją do dzisiaj.

Świat e-booków i audiobooków, czyli książka-nie-książka

źródło
E-book i audiobook to wspaniałe wynalazki technologiczne. Mamy książki bez okładek, bez delikatnych kartek… Możemy je nosić, dokąd chcemy, i robić z nimi to, co nam się żywnie podoba. Wspaniale! Tylko że –chciałoby się rzec – to nie książki. Sam tekst nie jest książką, w każdym razie nie kodeksem. Nie będę się rozwodzić nad zaletami i wadami e-booków czy audiobooków; niech każdy z Was sam sobie to przemyśli i odpowie na pytanie, czym tak naprawdę jest ów wynalazek. Cieszmy się, że możemy czytać wszędzie i bez ograniczeń, ale pamiętajmy, że e-book i audiobook nigdy książkami nie będą, chyba że je wydrukujemy i oprawimy… Ale to z kolei nie będą już e-booki i audiobooki 🙂

KSIĄŻKA – efekt bezsennych nocy edytorów

źródło
Książka przeszła długą drogę rozwoju: od średniowiecznych rękopisów, przez papirusowe zwoje, aż do formy dzisiejszej – pięknie złożonego, opracowanego, oprawionego i drukowanego kodeksu. To nieprawdopodobne. Wielu nie zdaje sobie sprawy z tego, ile pracy trzeba włożyć w stworzenie książki, którą widzimy w księgarniach, stawiamy na półce… To nie autor tworzy książkę – on sporządza tekst („surówkę”) który – owszem – stanowi najistotniejszą jej część, ale gdyby nie redaktorzy, graficy, ilustratorzy, drukarze… nie byłaby taka, jaką możemy podziwiać na wystawach czy w swoich biblioteczkach. Zanim zatem powiecie, że praca edytora jest bezużyteczna, zastanówcie się, czy rzeczywiście tak myślicie, czy może jest to kolejny stereotyp, który napotykacie.

Bestseller – BEST + SELL + -ER

źródło
Na koniec napiszę co nieco o bestsellerach. Wiemy o nich wszyscy. Codziennie media zasypują nas informacjami o tym, co najlepiej się sprzedaje i co koniecznie musimy mieć, bo bez tego nasze życie nagle i bezpowrotnie straci sens. Marketing to spiritus movens całej wydawniczej produkcji. Bez niego książki zalegałyby w magazynach, bo nikt by o nich nie wiedział. Wbrew pozorom media nie zawsze nam szkodzą – gdyby nie one, w większości przypadków ludzie nie wiedzieliby o wielu rzeczach. Pomijam fakt, że nie poszliby do Zary, bo nie usłyszeliby o wyprzedaży. A wyprzedaż to rzecz święta!

Zadam Wam jedno proste pytanie i proszę, abyście w miarę możliwości odpowiedzieli na nie w komentarzu, a jeśli nie – odpowiedzcie na nie w myślach, sobie samemu. Czy Waszym zdaniem to, że coś staje się bestsellerem, zależy wyłącznie od tego, ilu ludzi sięgnie po dany produkt? Moim zdaniem nie. To zależy głównie od sposobu, w jaki go wypromujemy i w jakiej formie przekażemy go odbiorcom. Jeśli wydawnictwo postara się o doskonałą promocję książki, spełni wszystkie „marzenia” czytelników – w jednej chwili na półkach zabraknie książek. To działa. W dzisiejszych czasach nic nie odbywa się bez marketingu; to on jest

Jak widzicie, udało mi się opowiedzieć Wam historię książki w pigułce. Nie potrzebowałam do tego żadnych specjalistycznych publikacji; wystarczyła wiedza z zajęć połączona z praktyką wydawniczą. Jeśli nie zgadzacie się z którąś z moich opinii, które tu umiejętnie „przemycałam” między wierszami, bo nie umiem inaczej – śmiało piszcie i krytykujcie. Jeśli ten artykuł Wam się spodobał i uważacie, że jest w jakiś sposób wartościowy – bardzo się cieszę.

Tym, którzy nie porzucili czytania po pierwszym akapicie, serdecznie dziękuję za uwagę i zapraszam do dyskusji, która rozpocznie się o 20.00 na stronie wydarzenia. O książkach, oczywiście! 


Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia