Oczami polonistki: między słowami

W poprzednim artykule z cyklu Oczami polonistki opowiedziałam wam o granicach poprawności. Dziś przyszła pora na krótki przegląd relacji, które zachodzą między słowami.

Ludzie tworzą więzi, nie inaczej jest ze słowami, które wchodzą ze sobą w pewne – mniej lub bardziej istotne – relacje. W teorii literatury twierdzi się, że rzutują one na analizę i interpretację tekstu, gdyż niekiedy (a w większości przypadków tak właśnie bywa) mają ogromne znaczenie dla odczytania przesłania tekstu i zrozumienia go. Z gramatycznego punktu widzenia kwestia ta jawi się podobnie. Są w polszczyźnie stałe połączenia wyrazowe, związki frazeologiczne, które nie podlegają rozłączeniu, a także zjawiska akomodacyjne (wymaganie przez jeden wyraz odpowiedniej formy drugiego wyrazu). Leksykologia również rządzi się swoimi prawami. Istnieją słowa podobne do siebie albo nawet identyczne, a mimo to każde z nich ma inne znaczenie, niż pozornie mogłoby się wydawać.
Mówiąc o relacjach międzywyrazowych w tekstach literackich, myślimy o takich połączeniach wyrazów, które coś znaczą dla całokształtu tekstu. Takimi związkami mogą być metafory albo nawet neologizmy, które powstają poprzez zespolenie ze sobą różnych cząstek słowotwórczych. 
Niekwestionowanym mistrzem neologizmów jest w literaturze polskiej Miron Białoszewski, który stworzył całą filozofię neologizmu. Tworzenie nowych wyrazów stanowiło dla poety pewną formę wyrażenia swoich uczuć czy poglądów. Taka sytuacja jest niewątpliwie jedną z najciekawszych z punktu widzenia poetyki. Wyróżniamy różne rodzaje neologizmów w zależności od tego, czemu one służą. Pozwolę sobie przytoczyć krótki tekst (Mirona Białoszewskiego właśnie) i omówić go właśnie pod kątem formy. 
kiw głów
kiw butów
kiw kolan
pociąganie vizaviw
tokkółata
Tekst nosi tytuł pociągola i jest jednym z ciekawszych pod względem zastosowanych środków. Warto zwrócić uwagę już na ów tytuł, który tak naprawdę nie objaśnia nam sytuacji lirycznej. Możemy skojarzyć go z pociągiem, ale nie tylko. Jak widzimy, poeta wykorzystał wiele zabiegów utrudniających nam odbiór tekstu. Mamy tutaj i środki brzmieniowe (kiw, vizaviw), i neologizm (tokkółata), i nawet specyficzny układ. Gdyby wyobrazić sobie, co poeta miał na myśli, można by dojść do wniosku, że tekst odnosi się do podróży pociągiem – ku takiej interpretacji skłania nas głównie ostatni wers, tokkółata, który wskazuje na pewien ruch kół. 
Możemy zadać pytanie: o co w tym tekście chodzi? Odpowiedź brzmi: o zabawę żywym słowem; o eksperyment lingwistyczny; o wykorzystanie pewnych słownych figur do przekazania czegoś. Ten tekst ma sens. On czemuś służy. W zależności od tego, jak go odczytamy, doszukamy się w nim pewnego znaczenia. 
I o to właśnie chodzi: żeby przekazać coś i jednocześnie pokazać. Za pomocą języka stworzyć utwór o społeczeństwie, o zachowaniach, o zwyczajnych ludzkich sprawach. A może nie? Nad tym nie warto się rozwodzić, gdyż i tak nie dowiemy się, jaka była intencja poety. Interpretacji jest wiele i albo każda jest słuszna, albo żadna. 
Każda sytuacja liryczna (i nie tylko, bo epicka czy dramatyczna również podlega tym zasadom) istnieje w jakimś celu: albo jest to wyrażenie jakichś uczuć nadawcy, albo refleksja, albo rozliczenie się z pewnym doświadczeniem. Zamiarem poety jest to, żeby włożyć w utwór cząstkę siebie
W baroku urozmaicaniu utworów literackich w celu zaskakiwania czytelnika albo wzbudzania emocji służyły koncepty. Konceptyzm był podstawowym prądem, w którym analizie poddawano zarówno treść, jak i formę dzieła. Posługiwano się kontrastem, metaforami, porównaniami i antytezami, by sprawić, żeby tekst był wyszukany. Ale przecież nie tylko w baroku tworzono utwory oryginalne. Pionierem poetyki jest tak naprawdę Jan Kochanowski, dzięki któremu rozwinął się polski język poetycki. Zaczęto zwracać uwagę nie tylko na to, co przekazać, ale także: jak przekazać; jakimi środkami się posłużyć, by tekst okazał się ciekawy…
Warto jeszcze wspomnieć o poezji awangardowej, która wprowadza niewątpliwie najciekawszy pomysł: aby traktować formę jak swego rodzaju eksperyment i wykrzywiać je, wyginać, dopasowywać do własnych potrzeb. Ciekawy pod tym względem jest wiersz pt. Noga Peipera, w którym pojawia się metafora: hymn z jedwabiu ponad okrucieństwem z cukru. Każdy z nas zapyta: o co chodzi? Będzie się zastanawiał, co takiego łączy jedwab z hymnem i cukier z okrucieństwem. Figlarna metafora sprawdziła się jako kontrast pewnych pojęć. I znów możemy domyślać się, co poeta miał na myśli, ale nigdy nie dowiemy się, jaki jest prawdziwy sens tego utworu. Jedno jest jednak pewne – cel został osiągnięty: czytelnik, który zetknie się z tym tekstem, napotka trudność interpretacyjną, będzie zaskoczony i wprowadzony w zamęt. 
Taka jest podstawowa funkcja poezji: żeby przekazać coś, ale jednocześnie ukryć to za zasłoną; aby pokazać coś od innej strony, nie wprost, ale właśnie dzięki grze z konwencją.  
A więc po co nam metafory i inne środki językowe? Po to, żeby wyrazić to, co niewyrażalne prostymi słowami i jednocześnie urozmaicić przekaz. Poezja rządzi się swoimi prawami, służy nam po to, żeby przelać swoje myśli i emocje na papier, ale nie standardowo, ale inaczej, żeby nie wszystko było do końca jasne, żeby zmusić czytelnika do zastanowienia się nad sensem tekstu w inny sposób – żeby wytężył on swoje zmysły i poszukał tego sensu, a nie dostał go na tacy.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia