Pozwól odejść… jeśli kochasz

0
138

I trudno mi się przyznać, 
że to wszystko nagle traci sens
gdy ciebie nie ma.
Na głos nie wypowiem,
że tęskniłam gdy nie było cię
trochę za długo. 

Ania Dąbrowska, Trudno mi się przyznać

 

 
Gdy jesteśmy młodzi, nie myślimy o dzieciach. To kwestia przyszłości, nieraz bardzo odległej. Kiedyś podejmiemy taką decyzje. Ustalimy, czy chcemy mieć dzieci oraz ile. Bo takie kwestie trzeba dokładnie przemyśleć, zaplanować i zrealizować. Jednak na razie nie poświęcamy temu zbyt wiele uwagi. A co, jeśli los zdecyduje za nas? Gdy rozsypie się nasz misternie przygotowany plan? Jeśli okaże się, że nigdy nie będziemy mogli mieć własnych dzieci? To będzie koniec, a może dopiero początek?

Tytuł: Pozwól jej odejść
AutorDawn Barker
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

 

Zoe jest załamana. Po kolejnym poronieniu decyduje się na serię szczegółowych badań. Teraz ma pewność: nigdy nie zostanie matką. Jej organizm zbuntował się, nie tylko nie pomaga donosić ciąży, ale też wyklucza kolejne zapłodnienie. Lekarze mówią, że to się zdarza. Przedwczesna menopauza to prawdopodobnie skutek uboczny leczenia, które wcześniej przechodziła. Dla niej to jednak koniec świata. Zawsze marzyła o domu pełnym dzieci. Tymczasem musi uśmiechać się i udawać, że nic się nie stało. Urodziny ojczyma to nie jest dobry moment na wylewania morza łez. Muzyka, prezenty i… mnóstwo maluchów. Jej przybrana siostra, Nadia, doczekała się już trójki potomstwa. Gdy dowiaduje się o problemie Zoe, postanawia jej pomóc. Wkrótce okazuje się, że pomysł, który w założeniu miał same plusy, zaczyna się komplikować…
 
Zawsze z pewnym niepokojem sięgam po książki z serii Kobiety to czytają. Uwielbiam ją, tematy, które porusza, są zazwyczaj kontrowersyjne i pomysłowe, a fabuła nieszablonowa. Jednak z wykonaniem bywa różnie. Jak było tym razem?
 
Pozwól jej odejść ma piękną, letnią okładkę, która może zmylić czytelnika. Powieści daleko do lekkości, w niczym nie przypomina też letniego romansu. Czego zapowiedzią jest więc ten pozornie wakacyjny obrazek? Pewnego miejsca łączącego bohaterów ponurą tajemnicą. Już od pierwszych stron atmosferę można ciąć nożem. Jest gęsta, przygnębiająca, wręcz depresyjna. Autorka funduje nam pokaźną dawkę złych emocji. Może właśnie dlatego sam początek historii, zanim jeszcze rozwinie się historia, jest bardzo dołujący. Zasygnalizowana na początku fabuła nie pozwala nam jednak odłożyć książki. Narracja prowadzona jest naprzemiennie w dwóch momentach czasowych, pozwalając nam odkrywać zagadkę i jednocześnie jej konsekwencje.
 
Opowieść skupia się wokół macierzyństwa i miłości, nie tylko tej do dziecka, ale też partnera oraz samego siebie. Tworzy bardzo skomplikowane relacje, zadaje trudne pytania i nie ułatwia poszukiwania odpowiedzi. Bohaterowie podejmują racjonalne, podyktowane zdrowym rozsądkiem decyzje. Szybko jednak okazuje się, że nie są w stanie wszystkiego przewidzieć ani zapanować nad własnymi emocjami. Miłość przestaje przypominać symbol wycięty z czerwonego papieru. Jest trudna, dostarcza cierpień, każe wyrzekać się własnych potrzeb. Zmusza do wyznaczania granic macierzyństwa i zmusza do poświęceń. 
 
Dużym plusem tej pozycji są świetnie zaplanowane i zazębiające się zwroty akcji. Wszystkie zdarzenia są ze sobą powiązane, a raz podjęte decyzje skutkują wydarzeniami z przyszłości, determinując nie tylko działania bohaterów, ale też ich charakter.
 
Najbardziej obawiałam się zakończenia. W serii Kobiety to czytają częstokroć spotykałam się z finałem, który niewiele wyjaśniał, dając czytelnikowi przesadnie dużo wolności. Tutaj – całe szczęście – tak nie jest. Ostatnia scena domyka wszystkie wątki, a jednocześnie pozostawia otwarte pole do rozmyślań.
 
To, że dzieci wywracają życie rodzica do góry nogami, słyszał prawie każdy. Rzadko jednak analizowany jest ich brak. Czy taka rodzina wciąż jest kompletna? Do czego może pchnąć człowieka pragnienie posiadania dzieci? I czy wszystko, co z tego powodu zrobi, jest uzasadnione? Pozwól jej odejść to nie tylko kolejna ciekawie opisana historia, to też opowieść, która zmusza nas do współodczuwania i zadawania sobie niewygodnych pytań. A gdyby to wszystko zdarzyło się mnie? Warto o tym pomyśleć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ