Kingdom Come: Deliverance – nie takie mroczne wieki

 
Gra ta, która w założeniach ma być symulatorem średniowiecza, dziełem poważnym i dość skomplikowanym, nadal jest w fazie beta testów. Udało mi się jednak dostać do niej wykupując Early Access (wczesny dostęp) i postanowiłem napisać dla was o niej kilka słów. Jako że jest to wersja testowa, nie będę mówił specjalnie krytycznie o tym, co jest źle, a raczej co mnie cieszy, co intryguje a co niepokoi. Moi drodzy, przedstawiam wam Kingdom Come: Deliverance v0.5 studia WarHorse.

 
źródło
Na początek pragnę powiedzieć, że nie jestem pewien, o czym ta gra będzie, jeśli chodzi o fabułę. Mamy tutaj do czynienia z motywem zemsty, z tego co udało mi się wyczytać, ale wersja gry, z którą miałem do czynienia, z logicznych względów nie ukazuje nam początków, a rzuca w wir nieco późniejszych wydarzeń. Opowieść nie wydaje się niezwykle porywająca, ale twórcy obiecują wiele ciekawych zwrotów akcji, politycznych intryg i temu podobnych okropieństw, które jako gracze oczywiście niewymownie kochamy i szanujemy. Ważniejszy od fabuły jest sam setting gry oraz oddanie realiów średniowiecznych, do których gra się odwołuje.

Mamy rok 1403, a gra umiejscowiona jest w Europie Środkowej. Byłem ciekawy, jak uda się twórcom (swoją drogą Czechom) odwzorować typowy dla tego miejsca na kontynencie klimat. Za sprawą niesamowitego w wydajności silnika Unreal Engine 3 zaoferowano nam piękny, kolorystycznie europejski świat, który od pierwszych sekund nas wciąga. Mamy wioski, obozowiska, bandytów czyhających w lasach, burdele, a także zamki, grody i warownie. I to wszystko jest nam oddane do dyspozycji w tym otwartym świecie nowej generacji. No właśnie… tu pojawia się szkopuł. Z podanych informacji wynika, że świat gry to jedynie 16 km2. W porównaniu z Wiedźminem 3 rozmiar wypada bardzo blado. Jak jednak płeć męska doskonale wie, to nie rozmiar, lecz zastosowanie liczy się najbardziej! Jeśli twórcy umiejętnie wypełnią udostępnione przez siebie poletko, to małe połacie terenu nie będzie nikomu przeszkadzało.

źródło
Gra przywitała mnie z siodła. Owszem, ten Geralt również ma swoją Płotkę. Jazda konno na ten moment jest niestety przyjemna jedynie wtedy, gdy nasz koń spokojnie sobie idzie. Mamy wtedy czas na obserwację okolicznej fauny i flory oraz rozkoszowanie się, tak jak wspomniałem wyżej, zaawansowaną grafiką. Gdy przechodzimy jednak do cwału bądź galopu, steruje się nim nieco trudno, uciążliwie i jakoś tak nieprzyjemnie sztywno. Mam nadzieję, że zostanie to w jakiś sposób upłynnione. Wielką szkodą byłoby, aby tak przyjemny element gry został potraktowany po macoszemu.

W celu zachowania realizmu nasza kamera utrzymana jest w FPP, co znaczy, że całą tę średniowieczną otoczkę obserwować będziemy z naszych oczu. To rzeczywiście dodaje immersji, szczególnie podczas walk, gdy ostrza siepią wokół nas bez litości. Czujemy się stłamszeni i przerażeni. Tak jak przy normalnych starciach. Skoro o nich już mowa…

źródło
… to nie widziałem wcześniej podobnego podejścia do systemu walki. W tej grze to my kontrolujemy, w jaką część ciała uderzyć, kiedy to zrobić, a także w jaki sposób dany cios wyprowadzić. Dorzućcie do tego w swojej wyobraźni system blokowania, polegający na wyczuciu i refleksie, i mamy naprawdę realistyczny, oddający grozę i bezwzględność dawnych potyczek, system starć. Robi to wrażenie, szczególnie gdy walczymy jeden na jednego, gdyż dopiero wtedy możemy poczuć, jak wielką kontrolę nad polem bitwy daje nam zaimplementowany tryb. Jest to jedna z tych gier, w których nigdy nie unikam walki, a wręcz wyszukuję okazji do kolejnej bitki.
 
Czy ten świat żyje? Ciężko powiedzieć, gdyż w tym aspekcie ogrywana przeze mnie wersja była dość nierówna. Oczywiście, mamy do dyspozycji wystarczająco duży świat, by go czymś zapełnić, a jednak wersja, z którą się spotkałem, nie miała – poza jazdą na koniu i zadaniami głównymi – nic do zaoferowania. Sprawia to przyjemność, ale tylko przez chwilę. Nie martwię się, gdyż twórcy mają wystarczająco dużo czasu, aby w grze umieścić wartościowy content. Zresztą, jestem pewien, że to zrobią, gdyż wiele miejsc w grze wygląda na takie, które będą w przyszłości eksploatowane.

To. co mi się podoba, to system zbrodni i kary. Pewnej nocy postanowiłem z wojskowego garnizonu wykraść bułkę i otworzyć jeden kufer. Udało mi się to zrobić, ale gdy byłem już tuż obok swojego konia, by ze swym drogocennym łupem w postaci kawałka pieczywa i jakiejś lnianej koszulki uciec z miejsca zbrodni, zatrzymał się odziany w lekką kolczugę strażnik. Nakazał mi oddać skradziony towar, zapłacić bądź zaznać konsekwencji. Po uiszczeniu opłaty pozwolono mi odjechać. Wiele gier porzuca ten aspekt, pozwalając graczowi wejść do czyjegoś domu i okraść go nawet przy domownikach. Są tu też drobnostki, takie jak animacja podnoszenia przedmiotów, zbierania kwiatów i tak dalej, i tak dalej. To detale, ale jak dobrze wiemy, diabeł tkwi w szczegółach.

źródło
Najciekawszym jednak elementem tej gry są wplecione w nią motywy survivalu. Jest to gra cRPG, ale jednak symulator średniowiecza. Twórcy starają się oddać realizm w swojej produkcji, dlatego też by przeżyć, musimy jeść, pić oraz odpoczywać, by dobrze się czuć. Od czasu do czasu przydałoby się też umyć. W ręce gracza został oddany system alchemii, którego nie zdołałem niestety odpowiednio dobrze rozpracować, dlatego zostawiam go wam jako ciekawostkę na przyszłość.

Jeśli chodzi o odzienie, to twórcy poszli w dobrym kierunku, gdyż na pancerz składa się więcej niż po jednym elemencie na kończynę. Zbroi nie zakłada się na gołe ciało. Wie to każde dziecko, a jednak wiele gier pomija ten fakt i ładuje na naszego biednego, odparzonego  bohatera tonę metalu. Tutaj przy ciele jest koszulka, na koszulce skórzana tunika, a na niej dopiero koszulka kolcza. Jest to naprawdę kuszący motyw, biorąc pod uwagę delikatne już znudzenie brakiem profesjonalnego podejścia twórców gier do elementarnych zasad logiki średniowiecznej, z którą, robiąc taką grę, powinni mieć wiele do czynienia.

To, co opisałem, to jedynie malutki ułamek tego, co w Kingdom Come: Deliverance się znajduje, bądź będzie znajdowało. Wspomniałem wam o rzeczach, które najbardziej przykuły moją uwagę i do których mam największe zastrzeżenia. Osobiście czekam z niecierpliwością na oficjalną premierę tej gry, tym razem już w pełnym wydaniu, by zrecenzować ją wam całą. A więc bierzcie swoich giermków pod bok i w drogę!
 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia