Moje życie… obok Twojego

Zawsze lepiej jest tam, gdzie nas nie ma – tak nam się wydaje. Każdy z nas doświadczył kiedykolwiek uczucia niechęci do własnego środowiska i otoczenia, do tego, co nudne i monotonne. Zazdrość? Próba ucieczki? A może po prostu przerażająca samotność?…

Tytuł: Moje życie obok
Autor: Huntley Fitzpatrick
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Egzemplarz recenzencki otrzymany dzięki współpracy z portalem Book Hunter

Samantha Reed od dawna obserwuje Garrettów. Zna niemal każdy szczegół z ich codziennego życia, podziwia ich i marzy o tym, by stworzyć rodzinę podobną do tej. Aż pewnego dnia spotyka Jase’a Garretta i… niespodziewanie zakochuje się w nim. Zaczyna coraz częściej przebywać w jego domu, poznawać nową rzeczywistość i się do niej przyzwyczajać. Wydawałoby się, że jest to historia niczym wyciągnięta z bajki. A jednak nie… Gdy zaczyna być zbyt pięknie, pojawia się niepokój o przyszłość – bo przecież to, co sprawia wrażenie wspaniałego, że aż złudnego, nie może być do końca prawdziwe… Prawda?

Ostatnio mam pewne kłopoty czytelnicze. Siadam sobie z książką w dłoniach, mając nadzieję na kilka godzin błogiego lenistwa i czytania tego, na co mam ochotę… aż tu NIC. Wszystko na marne. Zamiast czytać, siedzę i rozmyślam nad tym, dlaczego nie chce mi się czytać. Czyżbym się wypaliła? A może trafiam na kiepskie książki i wszystko dlatego, że nie czuję tych intensywnych emocji lejących się z każdej strony i napięcia, w którym czytelnik jest trzymany do ostatniej strony? Nie wiem. W każdym razie przeraża mnie to. Naprawdę.

Po Moje życie obok sięgnęłam… odruchowo. Uznałam, że po pełnej wrażeń połowie czerwca wypełnionej sesją powinnam przeczytać coś, co ani nie roztrzaska mnie psychicznie, ani nie będzie nużące (brakuje mi snu, więc czasami mogłabym nad taką książką zasnąć i nawet tego nie zauważyć). Powieść Huntley Fitzpatrick wydawała się idealnym wyborem – w sam raz na pierwsze wakacyjne – i baardzo upalne – dni. Zapowiadała się świetna lektura. Pierwsza miłość? Czemu nie. Czytałam wiele takich książek i każda była w jakiś sposób przyjemna, więc nie zastanawiałam się dłużej, po prostu zaczęłam czytać.

No i nic. Trochę się tu działo, nie mogę zaprzeczyć, ale jak dla mnie – nic, co mogłoby mocno zaangażować w historię. Dziewczyna obserwuje, jak toczy się życie sąsiadów, jej matka żyje własnym życiem i córkę ma „gdzieś”, a siostra… też żyje własnym życiem. Jest jeszcze przyjaciółka, ale ona też ma swoje sprawy i, niestety, mało czasu (miałam wrażenie, że nikt tu nie miał dla nikogo czasu)… Samantha tak naprawdę zostaje sama ze sobą i swoimi myślami i nie myśli nawet o tym, by przerwać tę monotonię. Do momentu, w którym zupełnie przypadkowo poznaje jednego z „tych Garrettów”, o których to mówi się, że są dziwni, bo mają dużą rodzinę, pani Garrett karmi dziecko piersią w ogrodzie… no i nie koszą trawnika! Nie wiedziałam, co czytam, ale później w końcu coś ruszyło.

Na pierwszy plan wysunęli się Samantha i Jase. Poznawali się coraz bliżej, zaczęli się często spotykać (niby przypadkiem – wiecie, jak to jest), aż pewnego razu poszli razem do apteki i ich historia rozwijała się coraz bardziej. Uroki pierwszej miłości: motylki w brzuchu, przyspieszone bicie serca, nadmierna potliwość, ciągły stres przed nieznanym – to wszystko zostało tak pięknie opowiedziane, że aż nieprawdopodobnie. Pomyślałam sobie, że Fitzpatrick stanie się moją osobistą mistrzynią opisywania symptomów zakochania się. Miłość ukryła gdzieś między słowami, tak żeby nie było ani zbyt cukierkowo, ani zbyt mdło. Wyważyła emocje i włożyła po trochu tu, po trochu tam… Czytając tę książkę, miałam wrażenie, że to nie jest żadna historia miłosna, ale historia… codzienna. To tak, jakbyście wyszli na miasto i zaczęli obserwować, a następnie o tym mówić. Dzień jak co dzień, tydzień jak tydzień. No i oświeciło mnie! Przecież Fitzpatrick nie chodziło o to, żeby roztkliwiać się nad tymi fruwającymi w brzuchu motylkami i błyszczącymi oczami. Jej celem było przedstawienie – możliwie najdokładniej – tego, co dzieje się w naszym życiu. Przedstawienie ludzi, ich zachowań i postaw, ich światów…

Sam tytuł – Moje życie obok – sugeruje, że NIE JEST to typowy słodki romans, w którym jest jakiś on, jest jakaś ona i są jacyś oni. Owszem, Samantha i Jase są w tej powieści głównymi bohaterami, to wokół nich krąży cała akcja, prędzej czy później on wchodzi przez okno, ląduje w jej pokoju, zupełnie po kryjomu, a ona „tylko przechodzi” i przypadkowo na siebie wpadają. Tylko że nie bez przyczyny cała książka rozpoczyna się od słów „Garrettowie od początku byli zakazani” – na pewno nie po to, żeby następnie całość zamieniła się w lukrowaną opowiastkę o księciu i księżniczce żyjących długo i szczęśliwie.

Cała historia została przedstawiona z perspektywy jej – jak to zwykle bywa w tego typu książkach. Moim zdaniem i ten zabieg nie był przypadkowy. Nie, gdy przez większość czasu mowa o matce Samanthy, która – no nie oszukujmy się – ma ważniejsze sprawy niż rodzina. Ta kobieta niezwykle mnie irytowała. Najpierw masa uprzedzeń, później polityka i ten… Clay. Tu jakieś przemówienie, tu jakiś hotel, tu coś… i wieczne pretensje do Samanthy, że spóźniła się 10 minut, że jest taka i owaka, wieczne zwalanie na nią wszelkich obowiązków i ustalanie planów! No cóż, bywają i tacy ludzie, którzy nie dość, że nie „ogarniają” swojego życia, stawiają mury również w czyimś. Właśnie dlatego stwierdziłam, że istota tkwi w postaci Samanthy, „ofierze” własnej rodziny. Nic dziwnego, że ucieka i kreuje własne życie „obok” tego, które ma.

Zdaję sobie sprawę z przesłania tej książki, doceniam starania autorki, ale muszę się przyczepić do akcji… Ta książka jest piękna w swojej prostocie, ale mimo wszystko zabrakło mi tutaj tych sączących się z każdego dialogu emocji. Rozmowy bohaterów były nieco spłycone, choć kwestie dzieci mnie rozbawiły i sprawiły, że zapragnęłam czytać tę książkę dalej i dalej. Właśnie dla świetnie nakreślonych postaci. Trudno nie pochwalić autorki za umiejętne ukazywanie charakterów i opisywanie tego, czego czasami nie można opisać. Fitzpatrick skupiła się na przekazie, a że ów przekaz jest związany z bohaterami, to i oni (trochę siłą rzeczy, a trochę logicznie) zostali przedstawieni jak należy. Właściwie gdyby nie to, że momentami się przy tej książce nudziłam, wszystko byłoby dobrze. Co nie oznacza, że rzucę tę książkę w kąt i ot tak o niej zapomnę. I nie mówcie mi, proszę, że akcja jest tylko w kryminałach i sensacjach, bo to nieprawda! 🙂

To bardzo dobra powieść młodzieżowa, która z jednej strony wyraźnie wskazuje na to, jak ważne w naszym życiu są relacje rodzinne i międzyludzkie, a z drugiej – nieśmiało i z gracją – ukazuje subtelność pierwszej miłości, aż chciałoby się rzec – mezaliansu, no bo jak można wiązać się z „tym Garrettem” i się z tym obnosić!

Moje życie obok uświadamia nam, że nie wszystko złoto, co się świeci, a to, co wydaje się „zabronione”, może się okazać jedynym ratunkiem w tym chaotycznym świecie. Sięgnijcie po tę powieść, być może wyciągniecie z niej jeszcze więcej dla siebie. Na pewno nie jest to romansidło bez sensu – to wam gwarantuję. Każdy z was znajdzie w niej coś, co w jakiś sposób do was przemówi.

ZyskiS-ka

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia