Ostatnie spotkanie

0
195
Mam szacunek do twórczości Nory Roberts. Naprawdę! Na świecie sprzedano ponad 400 milionów jej książek; gdyby tak na to spojrzeć, to od 25 lat co minutę sprzedaje się 21 egzemplarzy jej powieści. 147 tytułów trafiło na listę bestsellerów „New York Timesa”. Powieści przetłumaczono na ponad 25 języków, część z nich zekranizowano. Pisze romanse, kryminały (pod pseudonimem J.D. Rob), powieści sensacyjne, przygodowe, obyczajowe, fantastyczne, historyczne, thrillery, wielopokoleniowe sagi. W swoim dorobku ma ponad 200 tytułów. Pierwszy z nich opublikowała w 1981 roku. Same wyniki świadczą o ogromnej liczbie czytelników i sukcesów, jakie osiągnęła. Niestety, chyba nigdy nie przekonam się do powieści Nory Roberts. To moje drugie spotkanie z jej twórczością i chyba jednak ostatnie.
 
Czy coś jest ze mną nie tak?

 

Tytuł: Klątwa Czarownicy
Autor: Nora Roberts
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Trzeci tom sagi rodziny O’Dwyer powinien być mroczny, pełny magii, miłości, zwrotów akcji i seksu. Niestety, wszystkiego w nim zabrakło.
 
Branna O’Dwyer prowadzi sklep „Czarownica z Ciemności”. Mieszka w malowniczej irlandzkiej wiosce w hrabstwie Mayo. Sprzedaje aromatyczne balsamy, zapachowe mydełka, robi piękne świece, wytwarza eliksiry. Oczywiście jest piękna, mądra i życzliwa. Ma również ostry temperament oraz uwielbia rządzić. Jej pasją – oprócz magii – jest gotowanie dla całej wygłodniałej rodziny. Ma wszystko oprócz miłości, którą niegdyś sama zaprzepaściła. Do szaleństwa zakochana w Finbarze porzuciła go przez jego pochodzenie.
 
Branna chciałaby wieść samotne życie w swoim uroczym domku, pośród łąk, kwiatów i aromatycznych ziół. Jednak z powodu wielkiego niebezpieczeństwa, które im grozi, wraz z nią mieszka cała jej rodzina i przyjaciele, z którymi tworzy krąg. Wśród nich jest również Fin, jej dawna miłość.
 
On będzie zawsze wracał, dopóki go nie unicestwimy. I nawet jeśli zaatakuje brutalniej, to im bardziej się boi, tym mniej ma sił.
 
Sama historia została na czymś zbudowana. Jeśli wierzyć wielbicielom twórczości Nory Roberts, jest to jej unikalny schemat. Ja jako laik dałam jej szansę. Akcja powieści toczy się szybko, to prawda. Jednak niekoniecznie coś się w ogóle dzieje. Rodzina O’Dwyer od wieków walczy ze złym człowiekiem, który w swoim ciele pozwolił zamieszkać demonowi. Prześladuje ich, jednak w tym tomie nie dochodzi do jakiejś wielkiej bitwy. Cabahn pojawia się i znika, co jakiś czas robiąc zamieszanie. Jest to jednak wątek poboczny. Głównym jest miłość łącząca Brannę i Fina.
 
– Jestem wam wdzięczny… – zaczął.
– Zamknij się do diaska, siadaj i jedz(…)
– Sam się, do diaska, zamknij. Jestem wdzięczny i mam prawo wam to powiedzieć.
– Przyjęte do wiadomości.(…) A teraz zamknij się, do diaska, i jedz.
 
 
Dlaczego zabrakło w niej miłości? I dlaczego to pytanie zadaję ja, antyfan większości romansów? To jest dopiero intrygujące! Z założenia miało wyglądać to tak: Branna i Fin wiele lat temu byli w sobie bardzo zakochani. Jednak gdy ujawniło się prawdziwie mroczne pochodzenie Fina, musiała go zostawić. Nie mogła mu ufać i chciała zacząć go nienawidzić. Fin uciekł, starając się znaleźć sposób na bycie ze swoją ukochaną. Niestety, nie udało mu się wyzbyć swojej krwi. Wrócił po latach i musiał nauczyć się żyć tak blisko niej, a jednak daleko. Bohaterami targają silne emocje, którą powoli pchają ich do autodestrukcji. Cóż… niestety tak nie było. Uwierzcie, że mój opis jest naprawdę bardzo nacechowany emocjonalnie w stosunku do tego, co otrzymałam. Powiedzmy, że autorka zapomniała o przeszkodach, które miały stać im na drodze, a zachowanie niezdecydowanej Brianny, która zdecydowanie zbyt często zmieniała zdanie, było naprawdę irytujące.
 
Dużym plusem jest to, że to już trzeci tom sagi, a mnie to wcale nie przeszkadzało w jej odbiorze. Nie pogubiłam się w zawiłej fabule ani w liczbie bohaterów.
 
Jeśli chodzi o wątek pojedynku pomiędzy złą magią a dobrą, to pomysł może i nie był zbyt oryginalny, ale na pewno ciekawy. Szkoda tylko, że zszedł trochę na dalszy plan. Miałam wrażenie, że nasz czarny bohater słabo zabłysnął, podczas gdy złe charaktery zawsze lśnią mroczną mocą.
 
Przeskoczyła między nimi iska, wyładowanie elektryczne, od którego zawrzała krew, a serce straciło rytm.(…) Wypełnił go jej zapach, obezwładnił jej smak. Tak jak kiedyś, dała mu wszystko w jednym pocałunku, słodycz i siłę, moc i poddanie się, żądanie i hojność.(…) Nieśpiesznie przesunął dłońmi po jej ciele, ujął jej piersi, już nie mogę rozkwitającej dziewczyny, jak je pamiętał, ale dojrzałej kobiety.(…) Branna zsunęła suknię z ramion. Na jej skórze, białej jak mleko, migotały złotem płomienie ognia, zalśniło srebrem światło gwiazd.
 
Najzabawniejsze były chyba dla mnie zbliżenia, które z założenia miały być namiętne. Jeśli pominąć błyskawice za oknem, raczej nic specjalnego w sypialni się nie działo. Nie jestem specjalistką w tej dziedzinie, ale wydawało mi się, że u autorki tylu romansów przeczytam coś, co mnie po prostu powali. Niestety – nic mnie nie powaliło, chyba że śmiechem.
 
Całował ją tak powoli, że podczas każdego pocałunku świat zdążyłby zniknąć i wrócić. (…) Ujęła na chwilę twarz Fina w dłonie, zanurzając palce w jego włosach, po czym uniosła się nad nim, a gwiazdy zamigotały nad ich głowami.(…) Już nie było cierpliwości, spokojnych słów. Rzucili się na siebie, desperacko wygłodniali. Twarde dłonie Fina przesuwały się po jej ciele, brały zachłannie, gdy ona ciągnęła i szarpała, by uwolnić go z reszty ubrań, tak by już nic ich nie dzieliło.
 
To moje ostatnie spotkanie z twórczością Nory Roberts. Na pewno było bardziej udane niż pierwsze. Jednak nie jestem w stanie czytać tego typu romansów. Być może jest coś ze mną nie tak, ale ja tej książki nie polecam. Chyba że lubicie proste romanse z magią w tle.
 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ