Podejmij wyzwanie

0
252
Czym jest miłość? Po czym ją poznać? Jak dowiedzieć się, że jest się zakochanym? Na te i inne pytania odpowiada Jesteś wyzwaniem, czyli opowieść o miłości, która rozwijała się powoli i „z rozumem”.

Tytuł: Jesteś wyzwaniem
Cykl: Unravel Me (część II)
Autor: Kendall Ryan
Wydawnictwo: Pascal
 
Liz romansowała z wieloma przypadkowymi mężczyznami, sypia nawet z własnym profesorem! Pewnego dnia poznaje jednak swojego sąsiada, Cohena, z którym zaczyna spędzać coraz więcej czasu. A wszystko przez przypadek. Przez nietoperze…

Nie przeczytałam pierwszej części serii Kendall Ryan, czyli Jesteś zagadką, głównie dlatego, że odradziła mi ją przyjaciółka, która doskonale zna moje upodobania czytelnicze. Zniechęcona tym, że książka jest nudna jak flaki z olejem i na pewno prędzej czy później rzucę ją w kąt, postanowiłam nie ryzykować. W tym przypadku było inaczej. Już sam opis mnie zainteresował. I stwierdziłam, że może jednak warto spróbować. W końcu przyjaciółka może się czasami mylić, a 250 stron to nie tomiszcze, które będzie się ciągnęło przez wieki. Zaryzykowałam. A właściwie: podjęłam wyzwanie.

Jesteś wyzwaniem nie jest książką nudną i płytką, choć nie sposób powiedzieć, że to powieść powalająca i wciągająca do granic możliwości. Ona wydaje się po prostu lekka i przyjemna. Możemy po nią sięgnąć, gdy nam smutno, źle, gdy jesteśmy zmęczeni i chcemy się zrelaksować. Wówczas sprawdzi się wręcz idealnie. Ale nic poza tym. Dzięki tej powieści nie zmieni się wasz sposób postrzegania świata, nie dowiecie się niczego, czego jeszcze nie wiecie… Ot, czytadło, jakich wiele.

Muszę jednak przyznać, że jest w tej książce to coś… Coś, co przyciąga i w jakiś sposób angażuje czytelnika w całą historię. A ta wydaje się nie taka banalna. Śledzimy losy Liz i Cohena, poznajemy ich bliżej, jesteśmy świadkami ich doświadczeń, przeżyć oraz koszmarów przeszłości, które wychodzą na jaw dopiero po jakimś czasie. Zagłębiamy się w powieści i – jak gdyby nigdy nic – stajemy się detektywami, którzy dociekają, analizują, rozkładają na części pierwsze… Bo przecież coś musiało się stać! No i stało się. Ale żeby dowiedzieć się co – sami musicie się pobawić w detektywów.

Spodobał mi się wątek sensacyjny, który autorka przemyciła na kartach swojej książki. Oczywiście ta historyjka nie może mierzyć się z doskonałą powieścią sensacyjną czy kryminalną, ale zabieg taki wyszedł na dobre całej fabule. Właśnie dlatego uważam, że całość nie okazała się płytka i banalna, bo tak się z reguły dzieje w momencie, gdy autor za bardzo skupia się na tym, aby stworzyć sielankową obyczajówkę, zamiast wprowadzić nieco akcji – tak do smaku.

Tak się składa, że Ryan napisała ciekawą książkę przy możliwie najmniejszym nakładzie pracy – jeśli mogę to tak nazwać. Chodzi mi o to, że wszystko, o czym w niej czytamy, jest jak najbardziej wiarygodne i stonowane. Nie ma tu nadmiaru cukru i lukru, ale też nie najemy się zbyt dużej ilości soli i pieprzu. No a cytrynka… żeby to wszystko jakoś urozmaicić.

Nic nie jest jednakowo czarne ani białe. Co do Jesteś wyzwaniem też mam kilka zastrzeżeń. Nie uważam tej książki ani za arcydzieło literatury młodzieżowej, ani za czytelniczą porażkę, bo to byłaby przesada. Trochę nie przypadła mi do gustu kreacja bohaterów. Owszem, autorka przedstawiła sporo elementów z ich życia i poświęciła im swoją uwagę (głupio by było, gdyby im jej nie poświęciła!), tak żebyśmy mogli poznać ich i się do nich w jakimś sensie zbliżyć, ale nie chwyciła mnie za serce tą historią. Nie czułam tego całą sobą. Wydawało mi się po prostu, że czytam coś, czego czytać nie powinnam, bo jest niepełne, niedopracowane. Brakowało mi efektu zaskoczenia, przełamania monotonii. Znalazłam ją w akcji, ale w parze z rozwijającą się akcją powinno iść kształtowanie charakterów postaci, nieprawdaż? Być może gdyby napisać więcej, rozwinąć fabułę, co nieco dodać, poszerzyć perspektywę – byłoby lepiej.

Powieść Kendall Ryan nie jest obowiązkową lekturą dla wszystkich. Bynajmniej! Jest książką, która po prostu odstresowuje i umila wieczory. Coś jak suplement diety… Nie musicie jej mieć, ale jeśli chcecie mieć pod ręką coś niezobowiązującego, to sięgnijcie po nią – a nuż wam się spodoba! Sądzę, że jest warta przeczytania, ale jeśli nie ciągnie was do tej książki i nie napotykacie jej, gdziekolwiek spojrzycie, to po prostu sobie ją odpuśćcie. (U mnie czasami jest tak, że i tak kupię daną książkę – nawet jeśli początkowo z niej zrezygnuję – czy tego chcę, czy nie, bo na wszystkich możliwych stronach jakimś dziwnym trafem pojawia się właśnie ona… Przypadek? Nie sądzę!)

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ