RETRO DAY – Mass Effect

3
301

Wszyscy mamy taką jedną, albo i więcej, grę, która jest dla nas w pewien sposób przełomowa i wyjątkowa. Dla niektórych jest to pierwsza gra, dla innych po prostu najbardziej wymagająca lub wciągająca produkcja, w jaką przyszło im zagrać. Dla mnie jest to z całą pewnością ta ostatnia cecha.

Widzicie, w życiu każdego gracza przychodzi taka produkcja, która w pewien sposób redefiniuje jego pojęcie na temat konkretnego aspektu rozgrywki bądź nawet całego gatunku. W dzisiejszym RETRO DAY chciałbym powspominać sobie grę studia BioWare z 2008 roku pt. Mass Effect. Pierwszą część zacnej, znanej fanom na całej świecie, trylogii kosmicznej pełnej akcji, humoru i trudnych wyborów mających wpływ na przebieg gry. Jednak, jak mawiał klasyk: „Let’s go deeper”.

Alliance-Normandy-1024x607
Źródło

O co tu chodzi, komandorze?

Co nieco o świecie gry – mamy rok 2183. W ostatnich latach niezwykle rozprzestrzeniliśmy się po galaktyce. Jak do tego doszło? Otóż podczas prac wykopaliskowych na Marsie odnaleźliśmy szczątki olbrzymich urządzeń nieznanego nam pochodzenia. Po ich uruchomieniu okazało się, że dzięki nim możemy przemieszczać się po galaktyce niezwykle szybko. Są one swoistym teleportem, który przenosi nas w pobliże innego uruchomionego i połączonego z tym pierwszym przekaźnika masy, bo tak właśnie te urządzenia się nazywają. Odkryliśmy, że nie jesteśmy jedyną wybraną rasą w galaktyce, a jedynie jedną z wielu. Z zaskoczenia weszliśmy w świat jaszczuropodobnych turian, potężnych i grubiańskich krogan oraz opancerzonych, by chronić swoje podatne na bakterie i atmosferę inną niż ta z ich planety, volusów. Po Wojnie Pierwszego Kontaktu, którą toczyliśmy między innymi z turianami, nastał czas pokoju, w którym niezwykle szybko roznieśliśmy się po różnych planetach, zakładając tam rozmaite kolonie. Nie wszystkim oczywiście jest nasza obecność w smak. Ba! Jesteśmy nawet delikatnie dyskryminowani ze względu na nasz szybki rozwój i „wkupienie się w łaski intergalaktycznej rady Cytadeli” – ogromnej stacji kosmicznej będącej swoistą stolicą tej części galaktyki, Drogi Mlecznej.

Gdzie w tym wszystkim jest gracz? Jak się okaże, w samym środku wydarzeń! Początki ma jednak niezwykle skromne. Nasza postać to żołnierz, komandor służący na prototypowym okręcie SSV Normandia pod wodzą Kapitana Andersona. Misja, na którą udajemy się na samym początku gry, miała być lotem testowym, prostym zadankiem. Mamy odebrać jakiś tajemniczy artefakt pozostawiony przez starożytną, nieistniejącą już z niewiadomego powodu rasę protean. Co takiego odkrywamy na Eden Prime, planecie, na którą w tym celu się udajemy? Pozostawię to graczowi do odkrycia!

Combat
Źródło

 Winter fresh, czyli powiew świeżości

Mass Effect, czyli w przełożeniu na nasze Efekt Masy, to hybryda gatunków. Jest to bardzo sprawnie skonstruowany erpeg z elementami gry akcji. Mamy tutaj zwyczajowe, jak dla gier RPG, rozwijanie postaci poprzez zdobywanie poziomów i rozdzielanie punktów, modyfikowalną broń i pancerze, i tego typu czyste gatunkowo elementy. Wciąż jednak czuć, że jest to niezwykle zintensyfikowana produkcja, która nie daje nam się nudzić; ciągle wrzucając nas w sam środek akcji, strzelanin, wybuchów i naprawdę eleganckiej sieczki, dzięki której nie możemy nawet na chwilkę przymknąć powiek.

Do dyspozycji mamy jedną postać o z góry ustalonej rasie (człowiek, którego wygląd jest zmienialny, tak samo jak i imię) o nazwisku Shepard. Na samym początku możemy wybrać też jego specjalizację wojskową i nie chcę nic zdradzać, gdyż niektóre elementy należałoby zachować do odkrycia dla gracza. Shepard to czysta karta… poza ustaloną na początku gry przeszłością przed wstąpieniem do wojska, która daje nam jedno zadanie poboczne (inne dla każdej wybranej przeszłości) oraz kilka różnych kwestii dialogowych. Nic wielkiego, ale czujemy, że nasze wybory mają jakiekolwiek znaczenie. Miałkie, bo miałkie, ale mają.

Gra tworzona była pod szyldem science fiction, więc nasze uzbrojenie oraz świat, w jakim się znajdujemy, to czasy dość odległe od naszych. Do siania zniszczenia mamy do dyspozycji szereg broni w kilku kategoriach, takich jak broń snajperska, pistolety, strzelby i karabiny szturmowe. Gdy odpalałem tę produkcję, mówiąc szczerze, nie byłem zbyt wielkim zwolennikiem mieszania gier RPG z karabinami itd., ale po kilku godzinach z grą przejrzałem na oczy. Gra fabularna robiona w tym stylu jest niezwykle świeża, jeśli patrzeć oczami gracza.

Screenshot3597.1
Źródło

Jak wygląda fabuła?

Zastanawiacie się pewnie, o czym ta odyseja kosmiczna jest, prawda? Nie chcę zdradzać wam tej fabuły, gdyż jest prawdziwie wciągająca, wielowątkowa i skomplikowana, pomimo faktu, że oparta na przecież starym już motywie bohatera ratującego świat lub, w tym przypadku, całą galaktykę! Jako nowy kapitan okrętu wojennego SSV Normandia ruszymy z drużyną, którą uzupełniać będziemy o nowych członków przez cały czas trwania gry, by odnaleźć zbuntowanego specjalnego agenta Sarena, którego motywy niech będą wam na ten moment nieznane. 

Siłą tej gry jest jej fabuła! Składa się jednak na nią nie tylko przedstawiona w genialny sposób opowieść, ale także klimat ciszy przed burzą, gęsty, że aż nożem można ciąć, oraz postaci w naszej drużynie i poza nią. To jedna z tych gier BioWare, które wręcz namawiają nas do tego, byśmy rozmawiali z członkami naszej załogi i naszej drużyny. Poznajemy ich, zaprzyjaźniamy się z nimi bądź ich nienawidzimy. Musimy jednak nauczyć się z nimi współpracować i godzić różne opinie na dane tematy. To właśnie sprawia, że niezwykle szybko  wczułem się w swojego Piotra Shepard i bardzo emocjonalnie podszedłem do całości. Chciałbym również, abyście wiedzieli, że jestem człowiekiem niezwykle niepłaczliwym. Wystarczającym argumentem za powagą produkcji będzie więc to, że w zakończeniu pierwszej części… pociekły mi łzy wzruszenia. Jest to niezwykle głęboka i wciągająca produkcja na wiele, wiele godzin.

Podsumowanie

Niezwykle miło było powrócić do tych pięknych czasów, gdy nawet z imienin ciotki urwałem się szybko, by przejść kolejnych kilka misji w Mass Effect. Pamiętam jak dziś, gdy kurier przyszedł pod moje drzwi i wręczył mi pokaźne, wyładowane ciekawym contentem pudełko z grą. Wśród znajomych byłem jedyną osobą, która jako pierwsza wyrwała się z RPG-owej sztampy i spróbowała czegoś nowego w tym gatunku. Teraz i ci niedowierzający znają i szanują Mass Effect. Za świeże podejście do tematu, za wielowątkową i nieliniową opowieść i intrygujące postaci ta gra ma u mnie dożywotni szacunek i pamięć. Bo w życiu gracza tak naprawdę jest tylko jedna taka gra. U mnie jest nią właśnie Efekt Masy.

3 KOMENTARZE

  1. With havin so much content do you ever run into any problems of plagorism or copyright infringement? My blog has a lot of completely unique content I’ve either authored myself or outsourced but it seems a lot of it is popping it up all over the web without my permission. Do you know any techniques to help reduce content from being ripped off? I’d really appreciate it.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ