Chwile, które zostaną zapamiętane

Sława nie zawsze jest idyllą. Najpierw pozwala urzeczywistnić marzenia, zachować stabilność finansową, stać się rozpoznawalnym, a może nawet kochanym przez miliony. Tak to jest w życiu, że wszystko ma drugą stronę medalu, a bajka może okazać się naszym prywatnym koszmarem. Horrorem, z którym musimy się zmierzyć, wstając każdego dnia z łóżka. Dopiero wtedy dociera do nas przykra i oczywista prawda, że pieniądze i rozpoznawalność szczęścia nie dają, a prywatność nie ma swojej ceny.


Tytuł
: Ostatnia spowiedź t. III
Autor: Nina Reichter
Wydawnictwo: Novae Res
 
 
Jest to ostatnia część, a więc i czas na domknięcie wszystkich wątków, spojrzenie na bohaterów z perspektywy całej trylogii, ale przede wszystkim to chwila pożegnań. Czy będzie to jednocześnie pożegnanie z nutką tęsknoty i smutku, czy może rozczarowania i ulgi?

Byłam bardzo zaskoczona, kiedy dowiedziałam, że Nina Reichter urodziła się w Polsce. Chociaż jest emigrantką i obecnie mieszka z mężem w Niemczech, to i tak czuję dumę, że nasza rodaczka osiągnęła taki sukces. Choć nasuwa to także pewną przygnębiającą prawdę, że gdyby autorka pozostała przy swoim panieńskim nazwisku, ten tytuł zostałby pominięty, jak wiele innych napisanych przez naszych rodaków.

Sama fabuła jest banalna. Sławny wokalista zakochuje się w dziewczynie, którą spotyka zupełnie przez przypadek. Dwa światy i tysiące powodów, dla których nie powinni być razem. Kreatywność na pewno nie ma najmniejszych szans na nadwyrężenie. Kiedy stopniowo dodawany zostaje trójkąt miłosny, śpiączka, zdrady, miłość przeplatana z rozczarowaniem, jestem prawie pewna, że Reichter ma potencjał do stworzenia scenariusza na kolejny tasiemiec rodem z Ameryki Południowej. I kiedy cała seria zostaje przeze mnie starannie zaszufladkowana, w moje ręce trafia tom trzeci i zaczyna mnie niespodziewanie porywać.

Emocje to bezapelacyjny atut tej powieści. Każda strona naszpikowana jest nimi do tego stopnia, że największy twardziel zmięknie pod ich wpływem. Już w poprzednich tomach można było dostrzec, że „uczuciowe” pisanie to główna broń autorki. Jednak w tej części to wszystko nabrało innych barw. Myślę, że głównie dzięki poprawie stylu pisania Reichter. Trochę jakby pierwsze dwa tomy były rozgrzewką przed bombą rzuconą prosto w serce czytelnika. Na książce powinien widnieć napis „Uwaga! Emocje zawarte w książce wywołują niemal brutalne konsekwencje w twoim wnętrzu”.

Wiem, nie powinnam. Jak mówi klasyk, „nie chcem, ale muszem”. Pewien wątek raził mnie w oczy do tego stopnia, że niemal musiałam je mrużyć, aby przetrzymać jakoś w trakcie czytania. Czy naprawdę największym priorytetem dwudziestolatki jest macierzyństwo? Mam niewiele więcej i nawet ten pomysł nie przechodzi mi przez myśl, a co dopiero wyznaczanie tego jako aktualny cel. Jasne, każdy jest inny i każdy ma prawo do własnych marzeń czy decyzji. Ale i tak wydaje mi się to mało wiarygodne, raczej bardziej stereotypowe.

Przyznam szczerze, że do tej serii zachęciła mnie informacja o tym, co było inspiracją do napisania tej historii. Pewnie już mało kto pamięta niemiecki zespół Tokio Hotel, który jakiś czas temu rządził na rynku muzycznym w Europie. Wiele fanów doprowadził do takiego stanu, że zaczęli pisać o nich wymyślone historie zwane fan fiction. Nina Reichter była wśród nich. Zwykła blogerka, która swoją wyobraźnią podbiła serca tysięcy fanów. Zainteresowanie czytelników było do tego stopnia duże, że opowieść Ally i Brandina prosto z bloga trafiła na półki księgarń. Imponujące. Wystarczyła mała zmiana imion i nazwisk. I prawdopodobnie z powodu takich, a nie innych korzeni tej trylogii zostały przemycone do niej zabiegi, których powieściopisarze raczej nie stosują, a za to nam, blogerom, są dobrze znane. Chodzi mi o nazwy piosenek przed rozdziałami, ich krótkość czy też przerywanie w kulminacyjnych scenach, aby zwiększyć napięcie.

Czy tylko mnie geneza powstania tych powieści przypomina historię Kopciuszka?

W tej książce znajdziecie całą paletę emocji tak prawdziwych i ludzkich, jak to tylko możliwe. Język, którym jest napisana, hipnotyzuje, a bohaterowie wychodzą z papierowych kartek, aby opowiedzieć swoją historię. Natomiast samo zakończenie sprawi, że jeszcze długo żadna historia miłosna nie będzie mogła dorównać tej, opowiedzianej podczas ostatniej spowiedzi.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Join 13 other subscribers

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia