Nigdy nie pozwolę ci odejść…

0
272

Gdy coś tracisz, nigdy nie jest łatwo to odzyskać. Potrzeba wielu prób (najczęściej także błędów), wiele trudu i siły. Jednak gdy jesteś o krok od zwycięstwa – mimo że wszystko wskazuje na porażkę – nie poddasz się.
Nigdy nie pozwolisz jej odejść…

Tytuł: Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha
Autor: Jessica Sorensen
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Ella i Micha znają się od dziecka. W ich życiu właściwie nie było chwil, o których oboje by nie wiedzieli – zawsze się wspierali i byli obok, gdy nawzajem siebie potrzebowali. Jednak… jedna noc na moście zmienia wszystko. Ella wyjeżdża do college’u, nikomu o tym nie powiedziawszy, a Micha – przez osiem miesięcy żyje w niepewności o to, co stało się z jego najlepszą przyjaciółką. Czy piękna przyjaźń, która trwała mimo wszystko, może zostać przerwana przez jeden mały incydent? A może ów incydent stanie się jedną z przyczyn czegoś… naprawdę magicznego?

Po Przypadkach Callie i Kaydena i Ocaleniu Callie i Kaydena miałam lekki niedosyt. Chciałam więcej i więcej. Niestety, przez długi czas o Jessice Sorensen mówiło się niewiele, co mnie wręcz denerwowało. „Skoro narobiliście szumu o Callie i Kaydenie, to nie zostawiajcie nas z niczym” – mówiłam w myślach, słowa te kierując do wydawnictwa, które naprawdę wywołało niemałe poruszenie w związku z premierami obu powieści. Autorka momentalnie stała się popularna i każdy chciał tę serię przeczytać. Nic dziwnego, JEST (bo Ocalenie nie jest jej ostatnią częścią, lecz zaledwie drugą) wspaniała.

Gdy dowiedziałam się o nowej książce Sorensen wydanej w Polsce – Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha – trochę się rozczarowałam. Nie zrozumcie mnie źle, nie uznałam, że to bez sensu, ale fakt, że zostanie wydana inna powieść, a nie kontynuacja serii o Callie i Kaydenie, nieco mnie zdziwił. Najwidoczniej wydawca stopniuje napięcie… Wkłada nam do rąk coś innego, żebyśmy na chwilę zapomnieli o emocjach towarzyszących nam podczas lektury serii, tak aby za jakiś czas te emocje obudzić.

Jestem pod wrażeniem tej historii. Naprawdę! Jest taka piękna, a jednocześnie subtelna, że aż chce się nad nią roztkliwiać do granic możliwości. Zostałam w nią wciągnięta jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. „Mówisz i masz” – coś w ten deseń. Jedno zdanie (swoją drogą pierwsze) już sprawiło, że nie mogłam odłożyć książki na półkę i choć na chwilę odpocząć od czytania. Północ? Nic takiego, przecież każdy prawdziwy czytelnik wie, że „to tylko jeden rozdział”. Oczywiście chyba domyślacie się, że na jednym rozdziale się nie skończyło.

Ella i Micha, Micha i Ella – cóż za wspaniała książkowa para. Przyjaciół, rzecz jasna! Zawsze razem, choć osobno. I ona, i on mają problemy, z którymi muszą sobie poradzić, oraz słabości, które chcą przezwyciężyć. Jedną z tych słabości jest uczucie. To coś w rodzaju silnego poczucia friend zone – „niby jesteśmy przyjaciółmi, ale czuję do ciebie coś więcej, czego nie umiem nazwać”. Micha zmaga się z tym problemem bardzo długo. Do czasu, aż oboje wyznają sobie miłość. Tylko że… No właśnie. Następuje pewien przełom: Ella wyjeżdża. W dodatku nie wiadomo dlaczego i dokąd. O swoim wyjeździe mówi tylko ojcu, a pozostali mogą się domyślać, gdzie się podziała. W tej grupie „niewtajemniczonych” jest Micha. Było mi go naprawdę żal, gdy czytałam o tym, co przeżywał, jak desperacko próbował odzyskać przyjaciółkę, jak się martwił i ile poświęcił. Gdy Ella ni stąd, ni zowąd wraca, nic już nie jest takie samo… No prawie – uczucie Michy nie słabnie. Ale to wydaje się nieistotne – tak przynajmniej twierdzi dziewczyna.

Kreacja postaci udała się Jessice Sorensen jak nikomu innemu! Nie twierdzę bynajmniej, że jest mistrzynią tworzenia charakterów – nie. Takich jak ona jest dużo więcej i każdy zasługuje na miano „mistrza” w danej dziedzinie. Wszyscy takich znamy. Jeden jest mistrzem literatury obyczajowej, drugi fantastyki, trzeci kryminału… Co nie oznacza, że tylko ich należy czytać. Ja sięgnęłam po powieść Sorensen po jej wcześniejszym poznaniu, ale z Przypadkami było inaczej – wtedy autorki nie znałam. Po prostu uznałam, że warto ją poznać, gdyż może mi to wyjść na dobre. Nie pomyliłam się. O tej kobiecie z pewnością usłyszymy jeszcze niejednokrotnie.

Jeśli chodzi o akcję – nie mogę powiedzieć, że jej nie ma. W tej książce jest bardzo dużo emocji, a napięcie stopniowane, tak że nie mamy wrażenia nudy czy przesycenia. Wszystko jest takie, jakie powinno być, choć z pewnością należałoby jeszcze popracować nad fabułą, ponieważ miejscami jest nieco chaotyczna. Spodobało mi się to, w jaki sposób zostały przedstawione poszczególne wątki. Autorka nie skupiła się wyłącznie na Elli i Michy i nie pominęła bohaterów pobocznych. Tak jak w jej wcześniejszych książkach, każdy ma swoje miejsce i swój czas. Polubiłam też drugą „parę” przedstawioną w tej książce i mam nadzieję, że będzie mi jeszcze dane o niej poczytać. Chciałabym poznać odpowiedzi na pewne pytania, które padły podczas lektury, ale jestem gotowa poczekać. Warto!

Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha to subtelna opowieść o tym, jak ważne jest bycie sobą, nawet jeśli wszystko dookoła zmusza nas do nakładania masek. Autorka po raz kolejny stworzyła bardzo naturalną historię, która z pozoru wydaje się błaha, jednak kryje w sobie głębszy sens. Sens, który każdy z nas musi odnaleźć sam, gdyż dla każdego może być on inny.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ