Kiedy pada deszcz, kiedy świeci słońce…

0
393

Masz wspaniałego przyjaciela, który jest w stanie zostawić wszystko, by pokonać dla ciebie ponad pięć godzin drogi, która was dzieli. Wydaje ci się, że jesteś szczęśliwa, jednak w ciągu zaledwie kilku chwil wydarza się coś, co determinuje twoją przyszłość do tego stopnia, że budujesz wokół siebie mur. Żeby się przez niego przebić, potrzeba wielu (często żmudnych) prób. Czy się uda? Czy wystarczy ci odwagi, samozaparcia i siły, żeby odnaleźć w sobie prawdziwą siebie? 

Tytuł: Kiedy pada deszcz
Cykl: Rains
Autor: Lisa de Jong
Wydawnictwo: Filia

Tego się obawiałam: że Hopeless Promyczek nie były jedynymi powieściami, które mnie złamały i zrujnowały moją psychikę, tak że rozpadła się na kawałki. „Skoro wiesz, że będziesz ryczeć, po co czytasz takie książki?” – pytają wielokrotnie moi znajomi. Przyznam, że sama raz zadałam sobie to pytanie. Raz, bo takich „razów” nie było piętnaście, ale… dwa, może trzy. Zwykle nie płaczę podczas czytania. Nie lubię, gdy literki rozmywają mi się przed oczami, a później niemiłosiernie bolą. No cóż… czasami nie da się tego w żaden sposób uniknąć. Wtedy ryczę jak bóbr i nie interesuje mnie nic, co znajduje się dookoła mnie – przepadam.

Kiedy pada deszcz wydawało się ciekawą lekturą na kilka wypełnionych pracą dni. Uznałam, że przemawia do mnie sam tytuł, który intryguje na tyle, że niesięgnięcie po tę książkę staje się po prostu niemożliwe. Długo zbierałam się do przeczytania tej powieści. Nie, nie odkładałam jej celowo. Wiecie, jak to jest. Niby masz czas, ale go nie masz – codzienność studenta, który po ciężkim roku chce się rozerwać, ale praca się sama nie zrobi, a wakacje kurczą się w zastraszającym tempie. 

Od razu się nie zakochałam. Na początku w ogóle nic mnie do niej nie ciągnęło. Czytałam, żeby czytać, ale bez fajerwerków. I nagle coś ruszyło… rzec by można: z kopyta. Ze strony na stronę akcja zaczęła przyspieszać, a bohaterowie na moich oczach zmieniać. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Siedziałam zapatrzona w strony jak jakiś maniak gier w ekran komputera. Co to ja napisałam wcześniej? „Kiedy pada deszcz wydawało się ciekawą lekturą na kilka wypełnionych pracą dni”? Aha. Odwołuję. Albo nie. Wystarczy zmienić parę wyrazów i zastąpić „kilka wypełnionych pracą dni”… JEDNYM dniem, bo tyle dokładnie zajęło mi poznanie całej historii Kate. 

Nie chcę wam opowiadać fabuły, choć powinnam. W skrócie: dziewczyna się zmieniła. Ni stąd, ni zowąd ze śmiałej Kate stała się Kate wycofaną i ostrożną. Dlaczego? Nikt tego nie wie, mało tego – nikt nie może się o tym dowiedzieć. Jest jeszcze Beau, jej przyjaciel, który robi wszystko, by w jakiś sposób do niej dotrzeć. Co z tego? Nie udaje mu się to. Aż tu nagle do restauracji, w której pracuje nastolatka, przychodzi „nowy” – Asher. Kim jest? Tego też nikt nie wie. Wiadome jest tylko jedno: nic nie będzie już takie samo jak przedtem. 

Domyślacie się, że tajemnic w tej powieści jest sporo, prawda? Niestety, tylko dla  jej bohaterów. My jako czytelnicy pierwszą tajemnicę poznajemy już w prologu. I według mnie jest to jedno z najgorszych rozwiązań fabularnych. Przez to „coś” straciłam część przyjemności z lektury, bo Kate wydawała mi się… beznadziejna i płaczliwa. Jej monologi doprowadzały mnie do szału. Chciałam czegoś nowego, a nie powtarzania po raz setny tego samego – tego, co wywnioskowałam sama, a było mi to wpajane, jakbym była niekumata. Z psychologicznego punktu widzenia rozpamiętywanie wydarzeń z przeszłości jest gorsze od samego wydarzenia, gdyż prowadzi do depresji. 

W każdym razie brnęłam w to, mając czasami ochotę ominąć szczegółowe opisy przeżyć wewnętrznych. No i właśnie w momencie, w którym czułam, że dłużej tego nie zniosę, nastąpił przełom. Prawdziwy przełom, który sprawił, że czytałam z zapartym tchem, modląc się, żeby 200 stron nie minęło zbyt szybko. Wreszcie zaczęłam czuć się dobrze w towarzystwie Kate i Ashera i z niecierpliwością czekałam na ciąg dalszy. Nie rozczarowałam się nawet na moment aż do ostatniej strony. Przekonałam się ponadto, że fakt zdradzenia jednej tajemnicy na początku książki nie przesądza jej zakończenia, które – zdradzę wam – zwala z nóg. 

Wątek miłosny nie jest tutaj przesadzony. W tej książce wszystko ma swoje miejsce, a seks nie jest priorytetem. Uff, naprawdę mnie to ucieszyło. Nie żebym nie lubiła poczytać raz na jakiś czas erotyków, ale wprowadzanie scen erotycznych na siłę jest bez sensu. Miłość została przedstawiona wiarygodnie, wręcz jako idea platońskich połówek. W dodatku nie chodziło wyłącznie o rozwój związku, ale raczej o… dojrzewanie do prawdziwego uczucia. Kate stała się kimś w rodzaju ofiary niezdolnej do dalszego życia. Wcale jej się nie dziwię. Wydaje mi się, że dzięki temu, że tak ją początkowo znienawidziłam, później doceniłam zmianę (kolejną!), która w niej zaszła. Zżyłam się z nią i pozostałymi postaciami tak, że przez myśl przeszło mi nawet… celowe zwolnienie akcji (odłożenie książki na półkę, żeby zbyt szybko jej nie skończyć). Wiem, dziwna jestem, ale sami powiedzcie – co to za frajda, kiedy przewracacie ostatnią kartkę książki, która porządnie wami wstrząsnęła? 

Lisa de Jong stworzyła powieść pełną emocji, które sączą się z każdej strony niczym sok z pomarańczy. Im dalej w las, tym więcej drzew – tak było i w tym przypadku. Skoro zabrnęliśmy już tak daleko, głupio byłoby przerwać. Właśnie dlatego przeczytałam Kiedy pada deszcz w jeden dzień, niemal bez przerwy (niemal, bo praca to jednak praca).  Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, jaka jest ta książka. Tytuł mówi jedno, a treść drugie. Wystarczy sukcesywnie łączyć fakty i składać je w całość. Nie martwcie się, jeśli lubicie PRAWDZIWE New Adult, to się nie zawiedziecie. 

I jeszcze jedno: nastawcie się na podróż w głąb ludzkiej duszy. To naprawdę „ciężka” powieść; taka, która wdziera się w wasze serce i obarcza was nie waszymi problemami, a jednak gdy czytacie, jest wam wszystko jedno – i tak macie wrażenie, że jesteście Kate, choć tak naprawdę wiele was różni. Najlepiej przeczytajcie Kiedy pada deszczu w deszczu. Wówczas lepiej ją zrozumiecie i głębiej ją przeżyjecie. W końcu nie zawsze musi być słonecznie i kolorowo. 

Kiedy pada deszcz… myśl o mnie. 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ