A imię jego… Krzysztof!

Rok 1844, powstanie warszawskie, rozwój technologii, słowiańskie wierzenia i… tetygoni? Jakim cudem w rzeczywistości przepełnionej walką o ojczyznę i życie pojawia się przejście do zupełnie innego świata? Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi – jest ich aż CZTERDZIEŚCI I CZTERY!

Tytuł: Czterdzieści i cztery
Autor: Krzysztof Piskorski
Wydawnictwo: Literackie

W roku 1844 do Anglii przybywa Eliza Żmijewska – słowiańska kapłanka i poetka – której zadaniem jest odnalezienie niejakiego Konrada Załuskiego i wykonanie na nim wyroku na zlecenie… Juliusza Słowackiego. Nie ma jednak pewności, że zarzucanie mu winy jest rzeczywiście podstawny?

Krzysztof Piskorski jest jednym z czołowych autorów fantastyki, który – jak się wydaje – na niej „się wychował”. Uważam tak, ponieważ nie mamy zbyt wielu fantastyków, którzy w taki sposób kreowaliby świat przedstawiony, tworzyliby postacie i w dodatku trzymali to wszystko w ryzach. Wielu z nich z pewnością nie zna również metody sztafażu, która zakłada wprowadzenie do fabuły motywów, które by ją urozmaicały.

Jeśli fantastyka, to czarownice, potwory i magia – myślimy. Owszem, ale tę czarownicę trzeba jakoś opisać, potwory stworzyć od początku do końca i włożyć w nie jakieś życie, a magia – nie byłaby magią, gdyby nie odrobina magii właśnie. Autor, który zabiera się do pisania książki fantasy, musi wiedzieć jedno: bez wyobraźni daleko nie zajdzie. Piskorski o tym doskonale wie. Mało tego: wykorzystuje tę wiedzę, dzięki czemu trzymamy w dłoniach jego najnowszą książkę, Czterdzieści i cztery, która nie jest byle jaką książeczką, ale porządnym tomiszczem zawierającym ponad 500 stron. Będzie się działo, można by rzec!

Nie jestem fanką fantastyki, ale historię uwielbiam (mimo że wciąż mylą mi się pewne fakty, a znajomość postaci, dat i chronologię wciąż muszę sobie „odświeżać”). Jeśli dodać do tego popularne „czterdzieści i cztery” i imię bohatera (Konrad) kojarzone jakby mimowolnie z Dziadów częścią trzecią, możemy się spodziewać lektury idealnej. W moim przypadku w grę wchodzi jeszcze olbrzymie polonistyczne zboczenie, więc już pewnie się domyślacie, co zamierzam napisać.

Tak, sięgnęłam po tę książkę, choć rozum wciąż przypominał mi o tym, że to fantastyka, że jej nie lubię i że na pewno mi się nie spodoba. Kurczę, rozum jednak czasami jest mniej „rozumny” od serca, które wciąż szepcze: „No weź, przeczytaj to, przecież… Konrad, Czterdzieści i cztery, romantyzm…”. Cóż. Niełatwo ulec takiej pokusie.

Czterdzieści i cztery to doskonałe połączenie rzeczywistości ze „światami alternatywnymi”, w których pojawiają się różne stworzenia, budzące naszą ciekawość i sprawiające, że tak chętnie odklejamy się od codzienności, by zanurzyć się w tym, co wyobrażamy sobie podczas czytania. Gdyby tego było mało – na życzenie dostajemy też odpowiedź na pytania o technologię. Mamy więc niesamowitą etherową bramę i spokojnie możemy się przemieszczać między światami. Telepatia?

Powieść zdecydowanie jest warta uwagi z wielu powodów, ale nie będę wymieniać wszystkich, żeby nie zepsuć wam zabawy (w końcu zakładam, że wielu z was prędzej czy później sięgnie po Piskorskiego i będzie chciało się dowiedzieć, co takiego natworzył, że na widok jego nazwiska ludzie się roztapiają). Jednym z nich jest doskonała znajomość historii i umiejętność takiego jej przedstawiania, które sprawi, że z ogromnym zainteresowaniem śledzimy losy bohaterów, odwiedzamy miejsca, których opisy pojawiają się na kartach książki i przyswajamy wszystkie informacje, które – gdyby je zamieścić w podręczniku do historii – wcale nie byłyby tak fascynujące. A przecież to wszystko skądś się wzięło.

I tu pojawia się drugi powód, dla którego należy tę powieść poznać: splatanie wątków i machanie nam wahadełkiem przed oczami, żeby nas zahipnotyzować. Co mam na myśli? Piskorski zna się na ludziach i wie, czego oczekują od literatury fantastycznej – tego „czegoś”, co ich skutecznie oderwie od normalności i pozwoli im choć na chwilę pomarzyć na jawie.

Co byście zrobili, gdyby na waszej drodze nagle pojawił się owad wielkości człowieka i zaczął pożerać? A co zrobił Mitchell? I co zrobiło wiele innych postaci, które występują w książce, a niekoniecznie są prawdziwe? Tego musicie dowiedzieć się sami, bo polonistce raczej nie przystoi spoilerować, nawet jeśli tak bardzo ciśnie mi się na usta kilka wspaniałych historyjek zaczerpniętych z tej książki.

Jest jeszcze sporo innych godnych uwagi i podziwu motywów pojawiających się w Czterdzieści i cztery, o których nie mogę, a tak bardzo bym chciała opowiedzieć. Mogę napisać tylko jedno: autor zrobił z historią coś niezwykłego – pokazał nam ją inaczej, niż robią to nauczyciele w szkołach. Właśnie dlatego gros nastoletnich (i nie tylko – z tego się nie wyrasta!) czytelników wręcz pożera fantastykę i inne przetworzone gatunki: czytanie takich książek daje im o wiele więcej niż jakaś tam 45-minutowa lekcja przeprowadzona zgodnie z podstawą programową.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na jeszcze jedną istotną kwestię związaną z tą powieścią. Oprócz tego, że jest perełką fantastyki, jest doskonale napisana! Moi drodzy, to się czyta tak dobrze, że chętnie zaczęłabym od nowa i skończyła tego samego dnia, kilka godzin później. Nie żartuję. Jak wspomniałam, Czterdzieści i cztery liczy sobie ponad 500 stron i każda z nich wciąga coraz bardziej.

To przemyślana, bogata językowo i stylistycznie oraz nieszablonowa książka, która z pewnością szybko znajdzie pokaźne grono odbiorców (zresztą już znalazła, bo już miesiąc przed premierą jej zapowiedzi zdominowały fantastyczną część internetu. Rozwiązywanie zagadek, mroczne intrygi, dziwne zjawiska, arcyciekawe tematy – to gwarantuje wam zarówno Piskorski, jak i jego bohaterowie (oni często potrafią wymykać się spod kontroli autora), którzy od razu wprowadzą was do tego niesamowitego świata magii przemieszanej z tym, co jest (albo wydaje się) prawdziwe i w miarę logiczne.

W dodatku ta romantyczna aura… Moja ulubiona epoka pokazana w nieco innym stylu. Mam wrażenie, że dzięki tej książce jeszcze bardziej pokochałam cały XIX wiek, w szczególności romantyzm (jeśli można go bardziej pokochać, niż już tego dokonałam!). A co powiecie na Mickiewicza i starego dobrego Julka Słowackiego? Czeka też na was sporo fragmentów zaczerpniętych z różnych XIX-wiecznych tekstów. Nie dość, że dodają fabule wiarygodności, to jeszcze nadają książce niezwykły klimat unoszącego się gdzieś ponad odłamka historycznej prawdy. Ponadto autor na samym końcu książki (tak żeby można od razu „zamknąć okładkę (lub huknąć czytnikiem o stół)”) wyjaśnia pewne kwestie, które mogą się wydawać niejasne po lekturze. Widzicie? Pomyślał o tych, którzy później siedzą i rozmyślają „a dlaczego to, a dlaczego tamto?”! 

Czterdzieści i cztery polecam przede wszystkim wiernym czytelnikom wszelkich powieści historycznych i fantastycznych, którzy z pewnością znajdą w niej to, czego tak bardzo pożądają w tego typu literaturze. Oczywiście powinni po nią sięgnąć także wielbiciele słowa pisanego – koledzy poloniści i koleżanki polonistki, bierzcie, siadajcie w fotelu i czytajcie! Ta książka udowodni wam wszystkim, że wcale nie musimy daleko szukać, żeby znaleźć mistrza fantastyki… Przecież mamy „swojego” Piskorskiego!

literackie

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia