Oszałamiające „Moje śliczne”

0
593

Pytanie-zagadka. Spójrz na swoją drugą połówkę (chłopaka, narzeczonego, męża, konkubenta) i powiedz: co widzisz?

Miłość swojego życia? Ostoję w ciężkich chwilach? Mężczyznę, który zawsze jest obok i na którego zawsze możesz liczyć? Osobę, której ufasz bezgranicznie, za którą skoczyłabyś w ogień? Faceta, który potrafi rozbawić, zaskoczyć, docenić, który sprawia, że w rozciągniętej bluzie i spranych dresach nadal czujesz się piękna i wyjątkowa?
 

Kochasz go, szanujesz, chcesz z nim spędzić resztę swojego życia. I myślisz, że znacie się na wylot? Jak stare konie? Jak własne kieszenie?

 
Tytuł: Moje śliczne
Autor: Karin Slaughter
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
 
 
Claire, jedna z bohaterek Moich ślicznych, myślała dokładnie tak samo. Prowadziła dostatni, ustabilizowany i spokojny tryb życia u boku przystojnego, inteligentnego, może odrobinę zbyt pedantycznego i nadopiekuńczego Paula. Gdy wracają z restauracji, zostają napadnięci. Paul ginie na miejscu. Claire jest przekonana, że umrze z rozpaczy i nigdy się nie podźwignie. I że nie ma większej tragedii niż ta, która ją spotkała. Myli się, bo prawdziwy koszmar dopiero się zaczyna…
 
Wszystko wskazuje bowiem na fakt, że jej mąż był sadomasochistycznym, wyuzdanym, lubującym się w przemocy, gwałtach i innych perwersyjnych rodzajach aktu seksualnego psychopatą.

Jeszcze raz spójrz na swojego partnera… 

4 marca 1991 roku znika dziewiętnastoletnia Julia, córka Helen i Sama, siostra Claire i Lydii. Jej zaginięcie to początek rozpadu ich rodziny. Ojciec nie może pogodzić się z utratą najstarszej córki. Wierzy, że ona żyje (a nie uciekła, jak sugeruje policja), chociaż, jak sam pisze w listach skierowanych do Julii, „szczegóły go wykańczają”; wizja zhańbionej, zgwałconej, torturowanej córki sprawia, że traci zmysły. Ale wierzy, dlatego całym sobą angażuje się w poszukiwania kosztem izolacji i oddalenia od rodziny. Helen popada w depresję i alkoholizm, Lydia znajduje ukojenie w narkotykach, a Claire rzuca się w ramiona przeciętnego okularnika – Paula i w niedalekiej przyszłości wychodzi za niego za mąż.
Rodzina się rozpada, Lydia odcina od rodziny, Sam popełnia samobójstwo. A Julia nie zostaje odnaleziona.
 

Mija 20 lat, śmierć Paula zapoczątkowuje prywatne śledztwo Claire i Lydii oraz ponurą podróż do minionych czasów. Już nigdy nic nie będzie takie jak dawniej, nawet przeszłość ulegnie zmianie. Siostry poznają szokującą prawdę ze szczegółami, których tak naprawdę wolałyby nigdy nie dostrzec. Jak bardzo obraz kreowany przez człowieka różni się od jego prawdziwej natury? Czy można egzystować na dwóch różnych płaszczyznach w tym samym czasie? I bynajmniej nie mam tu na myśli zdrady – utrzymywania w tajemnicy owocnych schadzek z kochanką/utrzymanką – ale coś o wiele poważniejszego: życie na dwóch biegunach, w skrajnościach, wzajemnie wykluczających się sferach – poukładanego i delikatnego męża oraz perwersyjnego potwora. Dobro i zło. Zwyczajność i anormalność.

Karin Slaughter przyzwyczaiła czytelników do kryminałów na pograniczu dobrego smaku, pełnych dosadnych i realistycznych opisów rodem z przerażającego horroru, i do zwrotów akcji jak z doskonałej powieści sensacyjnej. Ale w Moich ślicznych po raz pierwszy w tak wyraźny sposób widać wnikliwe spojrzenie na ludzka psychikę naznaczoną tragedią, ból namalowany słowami, namacalną wręcz rozpacz bijącą ze stron książki. Wątek kryminalny, umiarkowanie porywający, gra drugie skrzypce.

Listy Bena do Julii są tak dojmująco smutne, że nastrój udziela się czytającemu. Wspomnienia ze szczęśliwego dzieciństwa, drobne szczegóły, takie jak ulubiony pluszak, wypad za miasto, wspólny biwak, zwykła szarość dnia codziennego, sprawiają, że wraz z Benem odczuwamy żal po stracie córki. I niemal do ostatniej strony mamy nadzieję, że Julia zostanie odnaleziona.

Myślałam, że na prozę Slaughter da się uodpornić, że świństwa, cała ohyda świata dochodzą do punktu kulminacyjnego – krytycznego, którego nie da się przekroczyć. Bardzo się rozczarowałam. Największą pułapką i największym okrucieństwem jest zło skryte pod maską dobra.

Ilekroć przypuszczałam, że już bardziej czytelnika nie da się zaskoczyć, Slaughter otwierała kolejne drzwi, za którymi widzimy coś, co wywołuje otępienie, szok i inicjację procesu zbierania szczęki z podłogi.

Taki jest ten thriller. Mroczny, z potężną dawką zła, z ogromną porcją bólu i doskonałą kreacją psychologiczną. Z naciskiem na to ostatnie…­

Moje śliczne to książka dla ludzi o mocnych nerwach i o dużej odporności psychicznej. I trudno nie zgodzić się z Lee Childem – to jest oszałamiająca książka.

logo_harper_collins-1

ZOSTAW ODPOWIEDŹ