Wieczny Batman tom 2

0
219

Tak, tak. Owszem. Nie zrecenzowałem nigdy pierwszej części komiksu. Nie zrobiłem tego z prozaicznego powodu – brak wersji fizycznej. Komiksy elektroniczne czyta mi się bardzo niewygodnie, a przez tę niewygodę nie potrafię porządnie skupić się na jakości pisanego przeze mnie tekstu. Jakości, która zawsze jest u mnie na pierwszym miejscu. Niedawno otrzymałem tom drugi Wiecznego Batmana, więc postanowiłem się jednak przemóc i przeczytałem tom pierwszy w wersji elektronicznej, by poznać tę opowieść i móc ze spokojem serca zrecenzować kontynuację. Nie chciałbym przeciągać, dlatego też po prostu zaproszę was do tekstu. Przedstawiam wam Wiecznego Batmana tom drugi! 

 

Tytuł: Wieczny Batman tom 2
Autor: Scott Snyder
Wydawnictwo: Egmont
Komiksy

 

Historia przedstawiona w tym komiksie to kontynuacja opowieści z tomu pierwszego. Hush, dawny przyjaciel Bruce’a Wayne’a, powraca do Gotham, by siać terror na wielu płaszczyznach i pokazać Batmanowi, że przewyższa go w praktycznie każdej sferze. Chce pokazać, że Gotham należy do niego. Zabandażowany mężczyzna zsyła wraz z pokaźnym wachlarzem czarnych charakterów plagę za plagą na to udręczone miasto. Ataki terrorystyczne, morderstwa, zarazy. Hush rzuca miasto na kolana i każe błagać o litość. Batman nie ma jednak zamiaru o nią prosić i z najbliższymi współpracownikami, takimi jak Batgirl czy Kobieta Kot, próbuje wyeliminować zagrożenie, które stwarza Hush.

Fabuła jest dość tajemnicza i intrygująca, ale nie jest ona najmocniejszym elementem komiksu. Są nim, co również po części dotyczy scenariusza, postacie. A żeby być bardziej skrupulatnym: sposób, w jaki zostały one napisane przez scenarzystę. Wydają się niezwykle złożone psychicznie. Ich charaktery zostały oddane w ludzki sposób, do którego niezwykle łatwo się nam odwołać podczas lektury. Każdy łotr ma motyw, który jest dla nas zrozumiały. Każdy bohater ma ambicje i ideały, które choć psują jego legendarność i idealność, to ukazują go jako zwykłego człowieka z problemami. Problemami często głębszymi niż problemy tych, których rzekomo mają chronić. Batman stracił pewność siebie. Nie jest przekonany o pewności swych poczynań. Nie jest pewien, czy będzie w stanie wyeliminować Husha. Przez dużą część komiksu Batman jedynie zatyka palcami dziury w tamie, z każdą chwilą woda wzbiera, a dziur jest więcej.

To walka z wiatrakami, ale walka niezwykle idealistyczna i piękna z samego tylko konceptu. Tak naprawdę opowieść jest brudna i trudna, jak większość tych, w których maczał palce Snyder (co zresztą kocham). Czyż jednak nie o to chodziło w samym założeniu stworzenia superbohaterów? By pokazywali nam, że z każdej sytuacji da się wyjść? Że zło zawsze da się odwrócić? Że zawsze warto walczyć do końca? Wieczny Batman ukazuje nam typową historię Snydera – trudną i brutalną, ale przekazującą nam poprzez strony dużo prawdy i wartości, które warto wziąć sobie do serca. Należy jednak, tak jak przy każdym zetknięciu ze sztuką, czytać między wierszami.

14470726_1156466977781320_435354197_n

To rysunki są tym, co sprawiało, że pomimo wielu innych obowiązków nie potrafiłem oderwać wzroku od tego komiksu. Nie są zawsze dokładnie. Nie zawsze są bardzo estetyczne ani też nie wyglądają oszałamiająco w zestawieniu z takim Trybunałem Sów, ale robią coś znacznie, znacznie bardziej wyrazistego i mocnego niż rysunki przedstawione w Trybunale…. Są klimatyczne. Niezwykle klimatyczne. W każdym panelu zazwyczaj panuje delikatny półmrok. Rysunki są ciemne i szczere. Oddają szczegóły i nie idealizują wyglądu postaci. Zły – brzydki, dobry – śliczny. Tu nie ma tak łatwo. Hush – mimo zabandażowanej twarzy – jest przystojnym i dobrze zbudowanym mężczyzną, który przy Waynie nie wygląda ani trochę ubożej.

Powiecie, że wiele innych komiksów robiło to samo, i to wielokrotnie, prawdopodobnie nawet lepiej! Oczywiście, że tak. Żaden jednak komiks nie urzekł mnie tak mocno jak ten pod względem kolorystyki. Rysunki i kolory uzupełniają się w tym komiksie tak idealnie, że nie sposób nie wsiąknąć w całość już po kilku przeczytanych stronach. Żaden komiks wcześniej (poza czytanym równolegle komiksem Śmierć rodziny) nie był w stanie wywołać we mnie tak silnych emocji samym kolorytem panelu. Wieczny Batman to zrobił, atakując mnie raz ciemnymi, wyważonymi barwami, co wprowadza w melancholię w trybie ad hoc, a raz jaskrawymi, silnymi kolorami, które znacznie ożywiały i upłynniały akcję. Można więc powiedzieć, że jest to komiks, który wygrywa rysunkiem i kolorem. Wygrywa wizja artystyczna. Sama esencja komiksu – panele i ich składowe.

Wielokrotnie czułem, że komiks byłby w stanie mnie porwać nawet w sytuacji, w której nie byłoby w nim żadnych napisów. Mógłbym tak siedzieć, jak też, przyznaję, siedziałem, i wpatrywać się w żonglującą moimi nastrojami paletę barw. Siedzieć i podziwiać, kontemplując panel po panelu, zastanawiając się nad zamysłem, który przyświecał twórcy przy nałożeniu tego koloru na ten akurat element otoczenia. Bo każdy kolor buduje pewną konwencję i jest niezwykle ekspresyjny. Ten komiks żyje. Żyje i daje o tym znać z panelu na panel kolejną przemyślaną dawką barw. Niedokładny i nie zawsze estetyczny, ale jak klimatyczny! A przecież to właśnie klimat buduje nasze zainteresowanie całą resztą, czyż nie? Bez klimatu… cóż. Bez klimatu szybko od komiksu odpadniemy.

14528205_1156466947781323_2070318630_n

Wieczny Batman tom 2 to komiks świetny dla tych, którzy lubią szorstką kreskę i ciemne barwy, albo raczej różnorakie, brudne barwy, które idealnie żonglują emocjami czytelnika. Nie jest on też przeznaczony dla „estetycznych zboczeńców” czy osób, które cenią nieprzewidywalną opowieść. Nie powiedziałbym, że jest to komiks dla każdego, ale czy musi taki być? Są dzieła, które powinny trafiać w niszę. Nazwijcie mnie szaleńcem, ale czuję, że Wieczny Batman do takich komiksów właśnie się zalicza.

taniaksiazka-5

ZOSTAW ODPOWIEDŹ