Za wcześnie? A może… za późno?

Miała 14 lat, gdy zakochała się od pierwszego wejrzenia. On dawał jej znaczące sygnały, że więź, która ich łączy, jest szczególna. Ona się zaangażowała, a on… po prostu odszedł. Spotkali się po latach i wszystkie uczucia odżyły. Tylko że… wraz z nimi powróciły też tajemnice, które należy odkryć, zanim będzie… za późno.

Tytuł: Za wcześnie
Autor: Joanna Barnard
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Nowości

Fiona powinna być szczęśliwa – no właśnie: powinna. Coś jednak wciąż przyciąga ją do ziemi, nie pozwalając choć na chwilę odpłynąć w świat marzeń i spontaniczności. Gdy w supermarkecie przypadkowo spotyka swojego dawnego nauczyciela, wszystko się zmienia: powracają wspomnienia, skrywane głęboko uczucia i ten błysk w oku… Henry działa niczym kawa – uzależnia i cały czas ma ten sam słodki smak. Czy kobieta podejmie ryzyko i na nowo da się złapać w sidła trudnej miłości? 

To nie jest kolejna książka o nastolatce i nauczycielu, którzy zakochują się w sobie i dają się ponieść fantazji i magii chwili. To… thriller. Przynajmniej po części. Wielu może się w tej chwili oburzyć i uznać, że nie wiem, czym tak naprawdę jest thriller. A jednak wiem. Zadaniem thrillera nie jest zrzucanie czytelników w przepaść, ale szokowanie i wzbudzanie skrajnych emocji. Za wcześnie doskonale wpasowuje się w ten klimat i sprawia, że podczas czytania nie możemy oderwać się od świata przedstawionego ani na moment. Historia Fiony i Henry’ego wydaje się hipnotyzująca i przerażająca, jeśli wziąć pod uwagę, że nieustannie wisi nad nami tajemnica, której nijak nie możemy poznać od razu. Biegniemy więc wzrokiem po kolejnych zdaniach i stronach, aby jak najszybciej dotrzeć do kolejnego rozdziału, a potem do następnego i tak aż do samego końca – z nadzieją, że każda strona przybliży nas do rozwiązania zagadki. Mylimy się. Nadzieja matką głupich – mawiają. I mają rację! Już na samym początku podpisujemy cyrograf i skazujemy się na tortury, którym poddaje nas autorka. 

Za wcześnie nie jest powieścią, jest sprawozdaniem… z życia. Fiona nie jest tu tylko narratorką, ale nadawcą – listu? Można by rzec, że ta książka zupełnie odstaje od innych napisanych tym samym językiem i podobnych tematycznie. Tak jest. Prawdopodobnie nie tylko ja miałam wrażenie, że jestem Henrym, tym, do którego zwraca się bohaterka, i odczuwałam ścisk w gardle, gdy tylko po raz kolejny przeczytałam „to ty jesteś”, „to ty zrobiłeś”, „to ty…”. Nie sądzę, żeby był to zwykły przypadek. Autorka musiała mieć w tym jakiś cel. I proszę… zakończenie przynosi odpowiedź na milion pytań, które zadajemy sobie przez ponad 300 stron – jedną odpowiedź: krótką, ale treściwą.

Joanna Barnard stworzyła niepowtarzalną historię opartą na pewnym schemacie, a jednak go przełamującą. Ta książka nie ma być kolejną opowiastką o niesamowitej miłosnej przygodzie nastolatki i starszego od niej mężczyzny, w dodatku nauczyciela. Takich na rynku pojawiło się już wiele i każda z nich zakładała mniej więcej ten sam przebieg: zakochanie od pierwszego wejrzenia, kłopoty, ukrywanie się, miłość aż po grób. Muszę przyznać, że była to pierwsza moja myśl, gdy przeczytałam opis fabuły na okładce. A jednak skusiłam się. Nie wiem, czy to kwestia fotografii na okładce (która niczym magnes przyciąga wzrok i duszę), czy nadziei, że być może debiutująca autorka postanowiła coś z tym szablonem zrobić. Chyba i to, i to. W każdym razie sięgnęłam po nią i nie zawiodłam się. Czytałam z zapartym tchem, żeby doznać potężnego książkowego kaca. I wiecie co? Tęsknię za tymi dniami, w których siedziałam w pełnym słońcu na działce i pochłaniałam Za wcześnie w naprawdę sporych dawkach. Nic a nic mi to nie zaszkodziło, wręcz przeciwnie – otworzyło oczy na kilka spraw. 

Za wcześnie to naprawdę ciekawa i pouczająca książka, z której możemy wynieść wiele mądrości na co dzień. Mimo że Fiona na początku uczy nas, jak NIE postępować, w zakończeniu tłumaczy się z popełnionego błędu i sprowadza nas na dobrą drogę. Ta powieść właśnie o tym jest: o drodze, którą przebywa każdy z nas, aby dotrzeć do celu. Nawet jeśli ten cel nie jest nam jeszcze znany, bo sami nie jesteśmy pewni, dokąd zmierzamy i jaką drogą chcemy podążać, prawda jest taka, że wszyscy go mamy – musimy go tylko odkopać z własnego wnętrza. 

Joanna Barnard nie jest bynajmniej pierwszą polską autorką, która przekonuje nas, że można napisać dobrą opowieść, stworzyć ciekawych bohaterów i tak poprowadzić fabułę, żeby wkręcić każdego w wir wydarzeń, nie tylko opierając się na jasno określonym schemacie i zgodnie z szablonem, ale po swojemu. I to widać na kilometr. Ta książka jest dobrym przykładem na to, że thriller psychologiczny nie stracił na wartości, wręcz przeciwnie: wrócił do łask po wielu nieudolnych próbach napisania na siłę czegoś… nowego i innego.

taniaksiazka-5

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia