Sędzia to stanowisko apolityczne. Jego zadaniem jest stać na straży prawa i decydować, co jest godne uznania, a co – kary. Niezależny, samodzielny, chroniony immunitetem, nie ulega żadnym naciskom politycznym. Oczywiście… tylko w teorii. W praktyce nie raz zdarzały się próby wpłynięcia na wymiar sprawiedliwości. Czasem jednak największym utrudnieniem są nie czynniki zewnętrzne, ale… sam fakt bycia człowiekiem.

Tytuł: Immunitet
Cykl: Joanna Chyłka
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Pani mecenas Joanna Chyłka zaczyna się specjalizować w sprawach niemożliwych. Tym razem kolejne zlecenie przyjmuje już w szpitalu. I wcale nie chodzi o to, że klientem jest jej kolega ani że bronić ma sędziego Trybunału Konstytucyjnego, ale o fakt… że w sprawie coś śmierdzi. Jurysta zostaje ni mniej, ni więcej podejrzanym w sprawie o morderstwo. Mimo nikłych dowodów prokuratura ewidentnie zamierza wystąpić o zwolnienie z immunitetu i wszystko wskazuje na to, że koledzy po fachu zamierzają przychylić się do tego wniosku. Na domiar złego Chyłka zaczyna dostawać ostrzeżenia. Sprawa, która już na samym początku wygląda źle, sypie się coraz bardziej. Na jaw wychodzą bardzo niezręczne informacje o samym sędzi. Czyżby nie był to człowiek o nieposzlakowanym charakterze? I czy w związku z tym można wierzyć w jego słowa? Nikt nie jest pewien jego niewinności. A tymczasem klienta należy bronić. Jednak czy za wszelką cenę?

Czekałam na Immunitet, od kiedy tylko skończyłam czytać trzecią część serii, i muszę przyznać, że jest rewelacyjny! Takiego Mroza kochamy! Ta książka stanowi kwintesencję wszystkiego, co najlepsze w stylu autora! Bez apelacji i bez kasacji, rewelacja!

Dość zachwytów. Pora na konkrety. Immunitet naprawdę dobrze się zaczyna. Nie potrzeba więcej niż kilku stron, by dać się porwać akcji. Gęsta sieć intryg, kłamstw i niedomówień zaczyna budować się już od pierwszej sceny. Wszystko, co się pojawia – właściwie każdy dialog czy opis – to element większej układanki: misternej i dobrze dopracowanej.

Nie zwalnia też nasza pani mecenas ani jej przyboczny, Zordon. Ich dialogi wciąż pozostają na najwyższym poziomie, a wypowiadane słowa bawią bardziej niż niejeden kabaret. Ale… mamy coś jeszcze. Tym razem więcej uwagi (niż w przypadku Rewizji) poświęcono ich relacjom. Atmosfera się zagęszcza, a Zordon staje się coraz pewniejszy siebie. Dzięki temu dane nam jest lepiej poznać biuro Żelaznego oraz nowego patrona aplikanta. Chyłka to nie jedyny prawnik „z jajami”.

Zachwycił mnie również klimat powieści. Do samego końca nie wiadomo… w zasadzie nic. Polityka i spisek? Zbieg okoliczności? A może perfidne kłamstwa? Niestety, nie jest to zagadka z tych, które możemy rozwiązać dzięki spostrzegawczości. Jako czytelnicy jesteśmy wciąż o krok za prawnikami, a że nawet oni nie mają dostępu do pełnej prawdy… nie pozostaje nam nic innego, jak czytać.

To, że Mróz zaskakuje czytelnika zakończeniem, już wszyscy wiedzą. Tym razem również się tak dzieje. Finał być może nie jest trzęsieniem ziemi, ale wciąż mocnym przytupem. Wcześniej jednak Chyłka, niczym zima zaskakująca drogowców, wciąż szokuje swoim zachowaniem. Niby wiadomo, że można się po niej spodziewać wszystkiego, a jednak jej nieobliczany charakter to chyba najlepsze, co może spotkać czytelnika kryminałów. Prawdziwą perełką jest to, że tym razem autor dopuścił nas również do sekretów jej prywatnego życia. I to nie głośna sprawa, ale osobiste zawirowania stanowią najlepsze zwroty akcji i najdynamiczniejszy koniec.

Prawo, prawnicy, sądy i różne sprawy – to motywy dość popularne w popkulturze. Do tej pory unikałam tego typu tematów przedstawianych zarówno na ekranie, jak i na papierze. Wychodziłam z założenia, że wyidealizowanym adwokatom czy sędziom bardzo daleko do rzeczywistości: mieli miałkie charaktery, a gdy w grę wchodziły paragrafy, autorzy tych dzieł nie raz popełniali błędy. To wszystko stanowi zaprzeczenie książek Mroza. Jego bohaterowie patrzą na prawo rzeczowo i z odpowiednią dozą krytycyzmu. A nawet jeśli system czy procedura są lekko naginane pod fabułę, autor robi to celowo i świadomie. Trochę to straszne, prawda? Ten brak idealności, te luki i pola do nadużyć. Ale… tak to właśnie wygląda. Dura lex, sed lex.

czwarta-strona

ZOSTAW ODPOWIEDŹ