Nigdy dość dobra

0
267

Narcystyczna matka – temat będący polskim tabu. Analizowanie swojego dzieciństwa może okazać się zadaniem niełatwym, ale stanowi też niezbędny krok do zrozumienia siebie i wyzwolenia się spod skrzydeł niepewności pomieszanej z poczuciem bycia gorszym.

Karyl McBride w książce zatytułowanej Nigdy dość dobra stara się dać nam lekcję na temat przywiązania wytworzonego we wczesnym dzieciństwie, a także nauczyć, jak radzić sobie z pewną emocjonalną spuścizną. Książka składa się z trzech części, z których dwie pierwsze można potraktować właśnie jako edukację w zakresie podstaw psychologii, a ostatnią jako praktyczny poradnik uczący, jak podołać, mając świadomość tego dziedzictwa.

Sądzę, że główną zaletą tej lektury jest to, że jej autorka to licencjonowana terapeutka, która ma za sobą doświadczenia pracy klinicznej, zatem możemy traktować ją jako pewien autorytet. To nie jest spojrzenie i wizja laika, to książka specjalisty w swojej dziedzinie. Terapeutka powołuje się na konkretną teorię, odwołuje nawet do katalogu diagnostycznego i statystycznego zaburzeń psychicznych, czyli DSM, o którym uczą się nawet studenci psychologii w Polsce. Profesjonalna praktyka Karyl McBride zaowocowała tym, że autorka w swoim dziele przytacza przykłady z życia pacjentów, co dodaje wiarygodności stawianym przez nią tezom.

Przywiązanie wytworzone w dzieciństwie, a raczej styl przywiązania, przekłada się na całe nasze przyszłe życie, dyktuje warunki poziomu ufności wobec świata, innych ludzi, siebie. Terapeutka opisuje destrukcyjną relację i zachwyca szczerością, czasem do bólu. Ciekawe jest to, że wcale nie stawia sobie za cel obrażenia, poniżenia narcystycznych matek. Próbuje tylko wyjaśnić konsekwencje toksycznej relacji matka – córka.

Sam tytuł Nigdy dość dobra daje wiele do myślenia. Wskazuje, że można zawsze od siebie wymagać więcej, nie umieć doceniać siebie, swoich sukcesów, akceptować w pełni własnej osoby. Zawsze jest jakieś „ale”, zawsze coś stoi na przeszkodzie, by pokochać siebie taką, jaką się jest.

Od strony technicznej bardzo podoba mi  się forma, w której została napisana książka. Nie mamy do czynienia tylko z prozą. Całość – jak już wspomniałam – jest podzielona na trzy części, a w każdej z nich znajdziemy także osobne podrozdziały. Pojawiają się wyliczenia, pytania, a nawet schematy.

Taka książka z pewnością nie zastąpi psychoterapii. Proces rozumienia swojej teraźniejszości poprzez wydarzenia z dzieciństwa to skomplikowana sprawa. Warto jednak uczulić się na to, że można nad sobą pracować, a z czasem naprawdę pokochać siebie. Wtedy życie wydaje się lżejsze, a problemy łatwiejsze do pokonania. Polecam tę lekturę wszystkim kobietom, dla których zdanie matki jest istotne, wręcz priorytetowe, a także tym, które tkwią w toksycznej relacji.

Ten podręcznik nie sprawi cudu, nie wyleczy, ale pozwoli spojrzeć na pewne kwestie w zupełnie inny sposób; pozwoli zrozumieć pewne zależności, a od zrozumienia już tylko kilka kroków do odzyskania psychicznej, emocjonalnej równowagi.

feria

ZOSTAW ODPOWIEDŹ