Deadpool – zabójczo śmieszne pepperoni

0
204

W dzisiejszych czasach na powrót swój zamaskowany łeb podnoszą chmary superbohaterów spod różnorakich szyldów. Pomimo odchodzenia od oryginalnej koncepcji herosa i jego walki ze złem w sobie oraz w mieście, nadal są to niezwykle poważne produkcje. Powiewem świeżości jest więc komiks, którego superbohater się za takiego nie uważa, a wydaje się wręcz jego zupełnym przeciwieństwem. Przedstawiam wam Deadpoola, postać Marvela, której przeniesienia na ekran podjął się Tim Miller. Przyszykujcie więc chusteczki i balsam do rąk, bo może być ślisko. Moment… to zabrzmiało dziwnie. Taki jest jednak cały ten film, a więc fakt udzielania się pokręconego humoru nie wydaje się niczym zaskakującym.

Tytuł: Deadpool
Reżyseria: Tim Miller

7716978.3

Pomimo oryginalnej koncepcji komiksu, nie można doszukać się tutaj nader oryginalnej gry aktorskiej. Ryan Reynolds idealnie wpasował się w rolę zamaskowanego, przystojnego zawadiaki, ale poza nim i może Moreną Baccarin, która odgrywa „fiance” Deadpoola, nie ma tu aktorskich fajerwerków. Nie znaczy to, że obsada jest słaba! Znaczy to tylko tyle, że wydaje się w większości przeciętna. Dobrze odegrane role, nieźle dobrani aktorzy, ale nie ma tu żadnych nowo odkrytych talentów. To film prześmiewczy i może właśnie dlatego artyści nie zdołali porządnie, emocjonalnie się rozwinąć. Widać jednak, że pomimo wszystko włożyli w produkcję dużo serca i czuć to w każdej scenie. Ich dialogi są płynne, autentyczne i zabawne. Napisane błyskotliwie, gdy trzeba – wręcz „gimbusiarsko”, kiedy jest na to czas. Powiem coś, czego zazwyczaj nie mówię – nie połykaj. Pewnych rzeczy się, moi drodzy, nie zapomina, a moje mięśnie brzucha są twarde jak skała po jednym seansie tej produkcji.

Deadpool (Ryan Reynolds) reacts to Colossus’ (voiced by Stefan Kapicic) threats.

Wade Wilson to były żołnierz oddziałów specjalnych. Gdy go poznajemy, trudni się najemnictwem miejskim, co znaczy tyle, że tłucze odpowiednich ludzi (i nie tylko tłucze) za odpowiednio wysoką stawkę. W ten sposób film od razu nakreśla nam, że nie mamy do czynienia z idealistą i człowiekiem o duszy anioła. To nie Bruce Wayne żądny sprawiedliwości za śmierć swoich rodziców. To nie Clark Kent, który poczuwa duchowy obowiązek, by bronić naszego świata. Zresztą Wilson sam to przyznaje – I’m super but I’m not a hero. Co jednak skłoniło go do przywdziania maski? Tutaj akurat mamy do czynienia z typowym motywem zemsty. Widzicie, Wade, jak się okazuje, jest chory na raka. Śmierć wydaje się, można powiedzieć, nieunikniona. Kilka nieznajomych osób proponuje mu jednak ocalenie w zamian za wzięcie udziału w nielegalnych eksperymentach. Nasz bohater rzecz jasna zgadza się, gdyż poznana jakiś czas wcześniej Vanessa Carlysle (Morena Baccarin), tancerka erotyczna, jest dla niego niezwykle ważna i to dla niej chce żyć. W wyniku wielu animozji pomiędzy prowadzącym projekt Francisem a naszym pyskatym przystojniakiem dochodzi do… pogwałcenia zasad. Główny prowadzący o metroseksualnym imieniu wsadza naszego Wade’a do pewnej komory, która zamienia skórę naszego bohatera w, jak sam to ujął, pepperoni, mutując go i nadając mu nadludzkich umiejętności… Niezwykle oszpecony i pozostawiony na śmierć, jednak przed nią ucieka i postanawia zemścić się na swoim oprawcy, który podobno potrafi odwrócić ohydny efekt. Wyposażony w nieśmiertelność i niezwykłą zwinność, jaka dopełnia jego dawne szkolenie, wyrusza w pościg. Konstrukcja fabuły jest ciekawa, ale inspirowana jednak komiksem, przez co mniej twórcza ze strony produkcyjnej. Przeładowana wartką akcją i humorem, niezwykle wciąga i nie nudzi, a przecież tylko tyle i aż tyle powinien robić film akcji na poziomie. Obraz jest, co nie powinno dziwić, niezwykle brutalny. Trzy przebite jednym pociskiem głowy, koleś nabity na katany i zrastające się na naszych oczach ohydne rany Deadpoola to chleb powszedni.

1936955bb72ad413d7cda0083f0bb298

W filmie znajduje się więcej utworów, które znacie z list przebojów, a które nie znalazły się na soundtracku Deadpoola – takich jak Howlin’ for You zespołu Black Keys, Mister Sandman – klasyk grupy The Chordettes), Hit the Road Jack Raya Charlesa, GDRF Flo Rida i inne. Za ścieżkę dźwiękową sam w sobie odpowiada Junkie XL, który jest kultowym twórcą. Jego dzieła możemy również usłyszeć w filmach Mad Max: Na drodze gniewu czy Batman v Superman: Świt sprawiedliwości, a także w wielu, wielu innych na przestrzeni lat. Mamy tutaj do czynienia z osobą doświadczoną i to widać, gdyż idealnie spełnia on swoją rolę. Muzyka nie nudzi, wpada w ucho i świetnie wypełnia i dopełnia wybuchy oraz morderstwa, które z oblizywaniem ust obserwujemy na ekranie. Tak jak i cały Deadpool, muzyka to przymrużenie, a następnie puszczenie tego przymrużonego oczka do widzów. Gdy ma być śmiesznie, to jest śmiesznie. Gdy ma być poważnie… żartuję. W tym filmie nigdy nie ma być poważnie. Muzyka nadaje klimatu, można by rzec – na 2016 rok. Liczne nawiązania, które epoka internetu wychwyci, a także kawałki, które nadal pasują do postaci, a są znane szerokiej publice. To superbohater, na jakiego nie zasługujemy, ale jakiego potrzebujemy.

rdrj6kxfrin7gpppeosf

Czy film Deadpool spełnił moje wszystkie oczekiwania? Byłoby to zbyt piękne. Fabuła, choć początkowo wciągająca, okazuje się jakaś taka pusta i mało kreatywna. Gdy widzimy napisy końcowe, zdajemy sobie sprawę, że film skończył się w głupim momencie i pozostawił nieco niepełne doświadczenie. Gra aktorska stoi na przyzwoitym poziomie, ale tylko dwójka aktorów wyróżniła się spośród innych i jest to para bohaterów głównych. Ta przeładowana czarnym humorem komedia to wartkie kino akcji, zabawne, mające w sobie polot i powiew świeżości, którego brakuje na tym rynku superbohaterów. Twórcy odnaleźli wspaniałą wręcz niszę i idealnie się w nią wpasowali. Liczę na kolejne filmy z udziałem super nie-bohatera Deadpoola.

wa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ