Dolnośląskie herezje

Pochodzę z niewielkiej miejscowości na Dolnym Śląsku. Dookoła bezkresne pola, lasy, wsie i niewielkie wzniesienia. Okolica piękna do zwiedzania, spacerów, wędrówek i przechadzek wszelakich. Góry Sowie przyciągają swą bliskością i zachęcają do poznawania ich tajemnic. Uważam się także za fana, bo trudno powiedzieć znawcę, dzieł Andrzeja Sapkowskiego. Wszystkie książki o Geralcie przeczytałem dwukrotnie, za każdym razem z zapartym tchem. Dlaczego o tym mówię? Mówię o tym, ponieważ Narrenturm, pierwsza część Trylogii Husyckiej autorstwa Andrzeja Sapkowskiego to ostatnio przeczytana przeze mnie książka, na której temat spostrzeżeniami chciałbym podzielić się z całą przyrodą. Zwłaszcza że akcja tejże powieści rozgrywa się na jakże mi znanych terenach. Ja, prosty bielawianin, zapraszam was na spotkanie z moim sąsiadem, mieszkającym tu co prawda długi czas temu, ale sąsiadem, Reinmarem z Bielawy, zwanym także Reynevanem.

Tytuł: Narrenturm
Autor: Andrzej Sapkowski
Wydawnictwo: SuperNOWA

Kim jest ten człowiek? Jest to główny bohater opowieści, medyk wykształcony w Pradze, amator magii i czarnoksięstwa, wykorzystujący je właściwie do ułatwiania sobie życia. Jest to osoba młoda, pojętna i bardzo lekkomyślna zarazem. Jego historię rozpoczynamy poznawać w Oleśnicy, konkretniej w klasztorze augustianów – tam Reynevan wraz z Adelą von Stercza oddają się ars amandi. Błogie chwile uniesienia zostają w końcu przerwane przez ziejących żądzą mordu krewnych męża kobiety i szykują się do wyprawienia młodzieńca na tamten świat. Z opałów ratują go augustianie, którzy opuszczając kaplicę po skończonej modlitwie, odwracają uwagę Sterczów i wdają się z nimi w dyskusję niepozbawioną przemocy. Sytuację tę wykorzystuje Reinmar, chwytając konia i uciekając w oleśnickie ulice. Wywiązuje się pościg, w wyniku którego ginie jeden z braci, a którego sposobu śmierci pozwolę oszczędzić osobom ciekawym szczegółów. Bohater, dzięki szczęściu, unika pogoni i oddala się z Oleśnicy. Nie jest świadomy lawiny wydarzeń, które zapoczątkował.

– Rabbi? Ty? Wziąłeś na wóz… Hmm… Kurtyzanę?
– Wziąłem. Toć, proszę ja młodego pana, na strasznego wyszedłbym ciula, gdybym nie wziął.

Miejscem akcji jest szeroko pojęty Dolny Śląsk oraz północno-zachodnia część Czech. Jest to kraina bardzo urodziwa, której horyzont zdobią przepiękne pasma sudeckich gór, rozległe tereny lasów i pól. W książce pojawiają się oryginalne miejsca z ówczesnych czasów, jest to na przykład Frankenstein, dzisiaj Ząbkowice Śląskie, ze sławną krzywą wieżą; odwiedzimy także Świdnicę oraz Strzelin. Nie jest to jednak miejsce tak bezpieczne, jak piękne. Na rozstajach dróg spotkać można raubritterów albo groźnych łowców nagród, którzy za złoto są w stanie znaleźć i wykończyć każdego. Dodatkowo miejsce to zostało wzbogacone o postacie z niezwykłej słowiańskiej mitologii. Wiele słyszy się o sabatach czarownic, na które przybywają nie tylko ludzie. Nocą do ogniska wędrowca dosiadają się najróżniejsze byty, czasem wieszczące przyszłość. Na straży wiary chrześcijańskiej stoi Święte Oficjum, zajmujące się wszelką herezją, której głosicieli jakże chętnie raczą stosem. Więc choć z pozoru piękne, miejsce to jest bardzo niebezpieczne oraz pełne dziwów, i właśnie dlatego jeszcze bardziej przyciąga.

Oczy Szarleja, zielone jak szkło butelki, były bardzo dziwne. Gdy się w nie spojrzało, dłoń machinalnie sprawdzała, czy sakiewka jest na miejscu, a pierścień na palcu. Myśl z niepokojem biegła ku pozostawionym w domu żonie i córkach, a wiara w cnotę niewieścią obnażała całą swą naiwność. Nagle traciło się wszelkie nadzieje na zwrot pożyczonych pieniędzy, pięć asów w talii do pikiety przestawało dziwić, autentyczna pieczęć pod dokumentem zaczynała wyglądać cholernie nieautentycznie, a drogo kupionemu koniowi zaczynało dziwnie rzęzić w płucach. To właśnie się czuło, gdy patrzyło się w butelkowo zielone oczy Szarleja. Na jego oblicze, w którym zdecydowanie więcej było z Hermesa niźli z Apollina.

Autorowi udało się nadać niepowtarzalny i niezapomniany klimat światu powieści. Dzieje się to przede wszystkim dzięki archaizacji w dialogach, która powoduje, że jeszcze bardziej zanurzamy się w książkę. Archaizacja to nie jedyny proces, któremu zostały poddane dialogi, pojawiają się liczne sentencje w języku łacińskim, poczynając od pojedynczych słów, a na łacińskich pieśniach kończąc, i trudno nie wspomnieć o idealnie pasujących często przytaczanych fragmentach Boskiej komedii Dantego. Na uwagę zasługuje też sposób określania daty – nie mówi się, że coś stało się na przykład 8 lipca, tylko dzień po Jana Chrzciciela. Realizmu całej powieści nadaje bardzo dokładne umiejscowienie w czasie – mamy ściśle określony rok, wymienione ważniejsze wydarzenia mające miejsce na parę lat wstecz, które są ważne dla akcji książki. Określone jest także, które z ważniejszych osobistości niedawno dokonały żywota, a które to ważne dopiero się stają. Oczywiście wszystko w sposób bardzo humorystyczny, a zarazem poważny.

[…] Z innych, co w tamte lata pomarli, a o których pamiętam, umarł Ernest Żelazny Habsburg, książę Styrii, Kartynii, Krainy, Istrii i Triestu. Umarł Jan Raciborski, książę krwi piastowskiej i przemyślidzkiej zarazem. Umarł młodo Wacław, dux Lubiniensis, umarł na obczyźnie Henryk dictus Rumpoldus, książę Głogowa i landwójt Górnych Łużyc. Umarł Mikołaj Trąba, arcybiskup gnieźnieński, mąż zacny i umny. Umarł w Malborku Michał Küchmeister, mistrz wielki Zakonu Najświętszej Marii Panny. Umarł także Jakub Pęczak zwany Rybą, młynarz spod Bytomia. Ha, przyznać trzeba, że krzynę mniej sławny i znany od wyżej wymienionych, ale z tą nad nimi przewagą, żem go znał osobiście i nawet pijał z nim. A z owymi wcześniej wymienionymi – jakoś nie trafiło się.

Książkę gorąco polecam wszystkim fanom szeroko pojętej fantastyki oraz książek osadzonych w średniowieczu. Dla każdego wielbiciela przygód wiedźmina Geralta także jest to pozycja obowiązkowa. Jeśli zaś ktoś nie zalicza się do żadnej z wymienionych przeze mnie grup, to i tak książka przypadnie mu do gustu. Fabuła nie pozwala nam się od niej oderwać, humor bawi do łez, a bohaterów nie da się zapomnieć.

– Szczęściem dla mnie – toczyła się po mokrych łąkach poranna litania – szczęściem całkiem niezasłużonym, mam przyjaciół, którzy nie zwykli zostawiać w biedzie. Mam przyjaciół, na których zawszę mogę liczyć. Albowiem przyjaźń…[…] Przyjaźń to rzecz piękna i wielka!

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 11 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia