Kreacja samobójstwa u Szymborskiej

0
177

Wisława Szymborska
Pokój samobójcy

Myślicie pewnie, że pokój był pusty.
A tam trzy krzesła z mocnym oparciem.
Tam lampa dobra przeciw ciemności.
Biurko, na biurku portfel, gazety.
Budda niefrasobliwy, Jezus frasobliwy.
Siedem słoni na szczęście, a w szufladzie notes.
Myślicie, że tam naszych adresów nie było?

Brakło, myślicie, książek, obrazów i płyt?
A tam pocieszająca trąbka w czarnych rękach.
Saskia z serdecznym kwiatkiem.
Rado iskra bogów.
Odys na półce w życiodajnym śnie
po trudach pieśni piątej.
Moraliści,
nazwiska wypisane złotymi zgłoskami
na pięknie garbowanych grzbietach.
Politycy tuż obok trzymali się prosto.

I nie bez wyjścia, chociażby przez  drzwi,
nie bez widoków, chociażby przez okno
wydawał sie ten pokój.
Okulary do spoglądania w dal leżały na parapecie.
Brzęczała jedna mucha, czyli żyła jeszcze.

Myślicie, że przynajmniej list wyjaśniał coś.
A jeżeli wam powiem, że listu nie było –
i tylu nas – przyjaciół, a wszyscy się pomieścili
W pustej kopercie opartej o szklankę.

Myślicie pewnie, że pokój był pusty, a to pusta była koperta oparta o szklankę. Tak wiele zainteresowań, tak mało adresów w sercu. Tak wiele oznak życia, a jednak on już nie żyje. Samobójstwo to zawsze wynik wewnętrznej walki, rozdarcia serca na czworo, jak dzieli się włos. Pokój sam w sobie byłby przytulny, gdyby tylko znalazł się ktoś, z kim można by tę przytulność dzielić…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ