Misja w minionym czasie i przestrzeni

Jakiś czas temu ukazało się nowe wydanie powieści Andrzeja Pilipiuka Operacja Dzień Wskrzeszenia, którą oryginalnie wydano dekadę temu. Wiele mówi się o tym, że nie należy oceniać książki po okładce, ale tym razem to właśnie ona przyciągnęła moją uwagę. Pragnę zauważyć, że pod koniec sierpnia sprawiłem sobie Adepta autorstwa Adama Przechrzty i nie mogły umknąć mi podobieństwa w stylu okładki. Patrząc na jej treść, w przypadku dzieła Pilipiuka możemy dostrzec żołnierza w mundurze oznaczonym godłem carskiej Rosji. Szybka matematyka w głowie i dochodzę do wniosku, że czasy w Adepcie i Operacji są bardzo zbliżone, jest to koniec wieku XIX, od teraz – jak mi się zdaje – moja ulubiona epoka, w której można osadzić opowieść. I właśnie wizja powrotu do tej samej epoki co w Adepcie skłoniła mnie do wkroczenia w świat Pilipiuka.

Tytuł: Operacja Dzień Wskrzeszenia
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Akcja powieści dzieje się przyszłości (oczywiście jeśli spojrzeć z perspektywy roku 2006) – w 2014 roku. W 2012 roku terroryści wywołali kolejną wojnę światową. Zapoczątkowało ją odpalenie w Polsce głowic nuklearnych na bazy Stanów Zjednoczonych w Czechach i na same Niemcy. Był to początek wojny totalnej, która zrównała z ziemią cały świat. Nieliczni polscy naukowcy tworzą maszynę czasu i wśród niedobitków swoich rodaków szukają wyjątkowych ludzi, którzy będą mogli podjąć się misji naprawy świata i niechcianych błędów. Ludźmi wyjątkowymi, idealnie nadającymi się do tego zadania, okazują się młodzi mieszkańcy powojennej Polski. Każdy z nich odznacza się zupełnie innym charakterem, a razem tworzą zespół, który będzie w stanie wykonać misję w przeszłości. Przynajmniej taką nadzieję mają naukowcy zajmujący się podróżami w czasie.

Filip Berg. Dwadzieścia cztery lata, Elew Szkoły Orląt z Dęblina. W zasadzie były elew, bo z jego uczelni została kupa radioaktywnego gruzu. Zdemobilizowany. Zna rosyjski. Teczka personalna ze szkoły, opinie nauczycieli z gimnazjum i liceum nie budzą zastrzeżeń.

W książce zostały przedstawione dwa zupełnie odmienne światy. Pierwszym jest współczesna Polska. Wypalona nuklearną wojną, pełna skażenia, które uniemożliwia życie na większości terenów. Ludzie gromadzą się w obozach tworzonych na strefach zdatnych do życia i starają się chwytać tego, co utracone. Drugą wizją jest Polska, a konkretniej Warszawa, pod koniec XIX wieku. Pełna jesiennego piękna, przesycona zapachami liści oraz powietrza nieprzesyconego jeszcze wojną, ani nawet spalinami. Jednak wszędzie można zauważyć oznaki okupacji, po ulicach poruszają się konno żołnierze cara, ochrona bardzo prężnie działa na terenie stolicy, wyłapując wszystkich odpowiedzialnych za choćby najmniejsze przewinienie, i nie wiadomo, czy sąsiad zza ściany nie jest „szpicą”.

Autor raczy nas prostym oraz bardzo obrazowym sposobem prowadzenia powieści. Zniewala bogatymi opisami otaczających bohaterów przestrzeni i wydarzeń, w których biorą udział. Zachwyca także naukowe ukazanie niebezpieczeństw mogących wyniknąć z nieodpowiedniej ingerencji w przeszłość. Opisy efektu motyla oraz paradoksu dziadka ułatwiają wyobrażenie sobie tego, jak bardzo ryzykowną grą jest majstrowanie z czasem. Kiedy byłem młodszy, zauważyłem, że bardzo często w kreskówkach przewijał się motyw podróży w czasie, kiedy to bohaterowie cofali się w nim, przypadkiem coś psuli, a następnie wracali do swoich czasów, aby wszystko naprawić. Ten schemat przewijał się tak często, że robił się nużący. Podobnie myślałem o tej książce; jak się okazało – niesłusznie. Problem podróży w czasie nie jest ukazany tutaj w sposób tak męczący dla czytelnika, a akcja pochłania bez reszty.

Dziewczyna. Siedemnaście lat i pięć miesięcy. Magdalena Błońska. W wieku dwunastu lat wygrała olimpiadę historyczną. Zna nie najgorzej francuski i trochę niemiecki, przed wojną jej rodzice pracowali kilka lat w Brukseli. No i nie zdążyli wrócić… Czerwony Krzyż odesłał ją przez obóz dla repatriantów w Szwecji.

Książka jednak ucierpiała, ponieważ zostały w nią wplecione są ilustracje. Dlaczego ucierpiała, a nie wręcz przeciwnie? Ponieważ pojawiają się one w konkretnych momentach, dając do zrozumienia, że są obrazową interpretacją tekstu. Jest jednak inaczej – często wydarzenia opisane i zilustrowane nie są ze sobą zgodne. Może ma to jednak jakieś zalety: dzięki temu, że ilustracje nie dopełniają treści wydarzeń, nie wpływają tak bardzo na nasze wyobrażenie – już rozkwitłe w głowie.

Książkę z czystym sercem polecam każdemu miłośnikowi historii naszej ojczyzny oraz każdemu, kto jest ciekawy, jak wyglądała Polska u schyłku panowania carów. Ukazanie konkretnego czasu i wydarzeń politycznych niech nie wprowadzi nas w przekonanie, że to powieść tylko dla wybranej grupy. Polecić mogę ją także miłośnikom fantastyki naukowej – ze względu na zdobycze technologiczne wyprzedzające nieco poziom rzeczywisty oraz ich zderzenie z końcówką XIX wieku. Książka od pierwszych stron porywa i nie wypuszcza nas aż do samego końca.

Pewnego razu mieli powiesić zbója. Stał już pod szubienicą, gdy jakaś kobieta, mocno posunięta w latach, przedarła się przez tłum, nakryła faceta chusteczką i zaczęła krzyczeć, że bierze go sobie za męża. Koleś zdjął chustkę z głowy, popatrzył na babę, a potem zwrócił się do kata: „Wieszaj mistrzu Jakubie”.

fabrykaslow

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia