Pax, czyli siła przyjaźni

0
197

Zawsze fascynowały mnie powieści o zwierzętach. Uwielbiałam czytać dzieła Jacka Londona czy Jamesa Olivera Curwooda. Niektórzy mogą uznać to za dziwne, ale sposób, w jaki tworzyli powieści, był dla mnie czymś niezwykłym. Opisywali oni uczucia zwierząt tak, jakby sami nimi byli. Uwielbiałam to i szalałam na punkcie tych książek.

Tytuł: Pax
Autor: Sara Pennypacker, Jon Klassen (ilustracje)
Wydawnictwo: IUVI
Egzemplarz recenzencki otrzymany od: czytam.pl
 

 

Potrafiłam je czytać po 10 razy i wcale nie przesadzam, pisząc to.

A gdy zwierzę przyjaźniło się z człowiekiem, to popadałam całkowicie w ten inny, zwierzęcy świat.

W głównej mierze to właśnie to moje zamiłowanie sprawiło, że od razu, gdy tylko zobaczyłam Paxa, wiedziałam, że jest to książka idealna dla mnie, która poruszy moje serce do granic możliwości i zostanie w nim na długo. Tak jak zostały w nim Biały KiełZew Krwi, Szara Wilczyca czy Bari, syn Szarej Wilczycy. Te lektury, czytane przeze mnie w wieku 10 lat, na zawsze zostaną w moim sercu. A ostatnio dołączył do nich również pewien lisek imieniem Pax i chłopiec Peter.

Peter miał 8 lat, gdy w lesie znalazł małego liska, zaledwie 2-tygodniowego. Zwierzątko było osierocone, nie miało matki ani rodzeństwa. Samo nie dałoby rady przetrwać. Chłopiec zabrał je do domu, by się nim zająć. Nazwał je Pax. I tak narodziło się coś pięknego, coś, co nazywane jest przyjaźnią…

Lisek stał się kimś więcej niż tylko liskiem. A chłopiec kimś więcej niż tylko chłopcem. Stali się nierozłączni, nikt nie mógł ich rozdzielić. A przynajmniej tak myśleli. Ojciec chłopca idzie do wojska, a syna wysyła do dziadka mieszkającego setki kilometrów od domu Petera. Jednak Pax nie może jechać z nim. Ojciec każe go wypuścić do lasu. I tak też się dzieje.

Jednak Pax nigdy nie był na wolności. Nie potrafi polował, nauczony był życia z ludźmi. Mała szansa, że sam sobie poradzi, i Peter bardzo dobrze o tym wie. Jednak ojciec jest nieubłagany, odjeżdża z piskiem opon, zostawiając zdezorientowane zwierzę same w obcym dla niego miejscu.

Ich przyjaźń jest zbyt silna. Peter mimo swojej bezsilności nie potrafi zostawić Paxa samego. Już pierwszego dnia pobytu u dziadka wymyka się z domu i rusza do oddalonego o setki kilometrów liska. A w tym czasie lisek musi nauczyć się żyć w swoim naturalnym środowisku i przetrwać w nadziei, że ukochany chłopiec powróci po niego.

Jednak nie jest to takie proste. W szczególności gdy jest się 12-letnim dzieckiem, a dookoła zaczyna panoszyć się wojna. Czy dwoje przyjaciół w końcu się odnajdzie?

Nie sądziłam, że ta opowieść mnie aż tak poruszy. Nadal jest mi trudno uwierzyć w to, co się ze mną stało. Nie wierzę, że gdy dotarłam do ostatnich stron, w moim oczach pojawiły się łzy. Nie mogłam uwierzyć, że to już koniec mojej przygody z Peterem i Paxem. To skończyło się zbyt szybko. 

Nie dość że pokochałam niesamowitą okładkę, to jeszcze stała się ona częścią mojej zbłąkanej duszy. Już sama okładka uświadczyła mnie w przekonaniu, że trafiłam na wartościową, przepełnioną pięknem pozycję. I nie zawiodłam się, 

Opowieść ta budzi w człowieku pewnego rodzaju tęsknotę, której sami do końca nie rozumiemy. Skąd się bierze? Dlaczego się pojawia? Wydaje mi się, że to tęsknota za prawdziwą wolnością. Tą, którą utraciliśmy razem z postępem cywilizacji. Dlatego właśnie kocham takie powieści, bo pokazują one, jak wiele już nie mamy. Nie potrafimy być prawdziwie wolni, nie potrafimy prawdziwie kochać. Torturujemy się, by się ukarać za coś, na co nie mieliśmy wpływu. Nie pozwalamy sobie być wolni. 

Pax wzbudził we mnie mnóstwo emocji. Porusza on uniwersalne tematy, ma w sobie to coś, co sprawia, że czytelnik zaczyna rozmyślać nad samym sobą. Pokazuje obowiązek wobec przyjaciela, ból duszy, miłość i przyjaźń. A także poświęcenie się dla ważnych wartości i siebie, aby ktoś inny zyskał dzięki temu prawdziwą wolność. Czasami wydaje się nam, że dobrze robimy, jednak nigdy nie mamy pewności, że na pewno tak jest.

Pax to opowieść, która wzrusza i porusza najdelikatniejsze struny serca. Opowiada o prawdziwej przyjaźni między człowiekiem a zwierzęciem.

Słyszałam porównania tej powieści do Małego Księcia. Nie wierzyłam. Aż do chwili, gdy dotarłam do ostatniej strony Paxa. Łzy zebrały się w moich oczach i ujrzałam prawdę. Ujrzałam to, co chciała przekazać autorka.

Książka ta stała się dla mnie częścią mojego serca. Zakochałam się w niej już od pierwszej litery, choć nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Tak samo jak powieści Jacka Londona czy Jamesa Olivera Curwooda, ta także zakorzeniła się w moim sercu.

Jest niesamowita. Tak bardzo niesamowita, że trudno jest to opisać. Musicie sami to zrozumieć. Ta książka sama wam to pokaże, tylko musicie jej dać szansę. Żadna sekunda przy niej spędzona nie jest stracona. Możecie tylko zyskać. Sami się przekonajcie, co mam na myśli.

Napisany z niezwykłą lekkością, a mimo to pełny akcji i emocji. Obdarzony przez Jona Klassena przepięknymi rysunkami, delikatny niczym piórko, ale prawdziwy i szczery. Taki właśnie jest Pax.

Pozwólcie sobie poznać siłę przyjaźni. Siłę wolności i wiatru we włosach. Tupot łap pośród listowia, szelest myszy. Siłę nadziei i wytrwałość. Tęsknotę i miłość pośród niebezpieczeństwa. Poznajcie Petera i Paxa.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ