Pragnie tylko ciebie, bardziej niż powietrza…

Chwila nieuwagi i trafia cię strzała amora. Jeszcze nie wiesz dlaczego, ale twoje serce bije jak szalone. Próbujesz uciec, zaprzeczać, ale w końcu przychodzi ten moment, kiedy ON staje się całym twoim światem. Nie dajesz rady wygonić go z myśli, nie potrafisz wyrzucić go z serca, zrób więc wszystko… by nie wyprosić go z życia.

Tytuł: Jak powietrze
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Wydawnictwo: OMG Books

Oliwia nie wie, że właśnie jedzie na spotkanie miłości swojego życia. Szybkie „bach” i nagle patrzy jej prosto w oczy. Tylko że nie jest to bynajmniej strzała amora ani szczęśliwy traf, ale wypadek. Zanim Dominika uderza miłość do Oliwii, najpierw to ona potrąca go samochodem. Ten wypadek wiele komplikuje w jego życiu. Przez złamaną nogę i pobyt w szpitalu nie może się opiekować swoim rodzeństwem. Czy to początek jego problemów? I tak, i nie. Oliwia postanawia mu pomóc, między młodymi szybko zaczyna iskrzyć, jednak sprawy wciąż się komplikują. Dzieli ich praktycznie wszystko: stan konta, przeszłość, podejście do związków. Dominik nie ma ochoty na dziewczyny, a Oliwia… ma już chłopaka. Co z tego będzie? Czy miłość faktycznie jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody?

Zachwyciłam się okładką. Jest wprost przepiękna! Urocza, romantyczna i bardzo kobieca. Taki układ grafiki (uwielbiam kolaże) już sam sobą zapowiada świetną powieść. Dodatkowo znajdziemy też zapewnienie, że to „pierwsza polska powieść New Adult”. Czy to nie nazbyt odważna deklaracja? Częściowo tak…

Fabuła toczy się ciekawie, jednak szybko zwalnia. Akcja rozkręca się naprawdę powoli i potrzeba sporo czasu, żeby się wczuć. Wystawia to cierpliwość czytelnika na próbę, ale warto czekać. Uczucie, które się rozwija, jest urocze, piękne i delikatne. Bez przereklamowanej, wymuszonej na siłę namiętności. Co wcale nie oznacza, że nie bywa… gorąco. Jest to jednak historia, która mogła się wydarzyć. I to każdej z nas.

Świetnie pokazane są też różnice w społeczeństwie. Książka unaocznia fakt, że niektóre rzeczy są oczywiste dla jednych, a dla drugich stanowią cel trudny do osiągnięcia. Nie brak tu jednak stereotypów. Bogata, ale tak naprawdę samotna dziewczyna, i biedny, ale pracowity chłopak. I oczywiście osiedlowe dresy, chociaż ci ostatni okazują się nie tacy straszni 🙂

Co do samych bohaterów… Trzecioplanowi są naprawdę świetni. Polubiłam łysego pana, ojca Oliwii, rodzeństwo Dominika. Z głównymi „aktorami” nie było jednak tak dobrze. Dominik to nie tylko niezłe ciacho, ale chłopak jak marzenie. Trochę nierealny, ale sympatyczny. Za to Oliwia… nie wiem, jakoś jej nie polubiłam. Tak samo jak jej chłopaka. Oboje byli tacy… zadufani w sobie, nieżyciowi. Nasza bohaterka miała być od niego inna, zmieniała się, dojrzewała, ale mnie to nie przekonało. Wciąż czułam do niej dystans.

Wspomniałam, że gdy Oliwia spotyka Dominika, ma już chłopaka. Ten problem trzeba było jakoś rozwiązań. Niestety zbieg okoliczności, który czyni z dziewczyny ofiarę, jest oklepany i pasujący bardziej do telenoweli niż wzruszającej powieści. Ja miałam wrażenie, że chodzi o to, by czytelnik nie traktował Oliwii jak „tej niedobrej”, której zachowanie jest moralnie naganne. No i niestety wyszło sztucznie i nienaturalnie.

Te cechy można przypisać wielu scenom. Delikatna, początkująca niczym kwiat, niewinna miłość momentami oblewa się lukrem przesłodzonych dialogów, powtarzalnych myśli, nic nieznaczących gestów czy wyznań. Nie przeczę, takie rzeczy się dzieją: ludzie zakochują się powoli i nieśmiało, jednak… nie o wszystkim należy pisać. Niektóre sytuacje można pominąć, zastąpić je upływem czasu i skupić się na tym, co faktycznie poruszy serce odbiorcy.

Przesłodzony ton dotyczy też traumatycznych wydarzeń. Przeszłość, czyli element obowiązkowy New Adult, nie zrobił na mnie większego wrażenia. Naszym bohaterom było źle, ale to uczucie zupełnie mi się nie udzieliło. Również sposób rozwiązania tych problemów wydał mi się trochę… przesłodzony. Słowem: wszystko przesłodzone.

Pisałam już o tym, że nie lubię deklaracji umieszczonych na okładce. Ale skoro wydawca składa nam pewne obietnice… wypada go z nich rozliczyć. Bez wątpienia autorką jest Polka. Ale nie ma możliwości, by zgodzić się z twierdzeniem, że jest to pierwsza polska powieść New Adult. Chodzi mi tu o samo słowo pierwsza. Taka deklaracja to jedynie chwyt marketingowy, który absolutnie nic nie znaczy i nie jest prawdą. Przed tą powieścią powstało wiele innych. Ja jednak kwestionuję również samo określenie New Adult. Niby są obowiązkowe elementy, czyli młodzi bohaterowie, traumatyczna przeszłość i problemy sercowo-życiowe, ale… to nie jest to! Wcześniej określaliśmy takie historie jako obyczajowe i tak powinno pozostać. Ładna okładka niczego nie zmienia. Czego mi brakuje do New Adult? Narracji pierwszoplanowej, dialogów, które wywołują potoki łez, historii opisanej tak, by złamała mi serce i posklejała na nowo, oraz niejednoznacznych moralnie działań. Owszem, sytuację ratuje Dominik, ale to wciąż za mało. Oliwia to niestety bohaterka bez charakteru, która uniemożliwia, moim zdaniem, uznanie tej książki za napisaną zgodnie z modnym trendem.

Jak powietrze to powieść obyczajowa, bardzo kobieca, ale jednak dość typowa. Pojawia się co prawda dwutorowa narracja w pierwszej osobie, trudna przeszłość i niełatwe uczucie. Czy to jednak wystarczy?

Książka ma piękny przekaz, lekki młodzieżowy, ale uroczy. Można się wzruszyć, uśmiechnąć, a czasem też zaśmiać. Jej lekturę można potraktować jak balsam na serce zmęczone szarą codziennością. Nie pieniądze, nie seks, ale właśnie uczucie jest w życiu najważniejsze. Jeśli tylko pójdziemy za jego głosem, wszystko ułoży się piękniej, niż możemy sobie tego życzyć.

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Dołącz do 12 pozostałych subskrybentów

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia