Czarna lista

0
145

Zidentyfikować. Namierzyć. Zlikwidować – po tych trzech słowach wiedziałam, że Czarna lista Fredericka Forsytha będzie moja (i nie miała z tym nic wspólnego okładka, która od razu skojarzyła mi się z czołówką Jamesa Bonda).

TytułCzarna lista
Autor: Frederick Forsyth
Wydawnictwo: Albatros

Autor, który obwołany jest mistrzem, a także twórcą nowego podgatunku – politycznego thrillera spiskowego – wprowadza czytelników w świat międzynarodowego terroryzmu, a także sposobu funkcjonowania organizacji zajmujących się – mniej lub bardziej skutecznie – walką z tym zjawiskiem.

Bohater Czarnej listy to podpułkownik Kit Carson. W gronie wywiadowczym, ale także wśród członków własnej organizacji, znany jest pod pseudonimem Tropiciel. To właśnie jemu dowódca Komórki Wsparcia Techniczno-Operacyjnego (TOSA) zleca na rozkaz prezydenta Stanów Zjednoczonych namierzenie i zlikwidowanie człowieka dającego się wszystkim poznać jako Kaznodzieja. Sytuacja jest o tyle trudna i nietypowa, że mężczyzna ten, radykalny dżihadysta, który swoimi kazaniami (udostępnianymi szerokiej publiczności za pomocą internetu) nawołuje do „świętej wojny” przeciwko niewiernym (i robi to z całkiem niezłym skutkiem), to widmo. Nie wiadomo, skąd pochodzi, gdzie działa, a co najważniejsze – jak wygląda. Jedyną jego charakterystyczną cechą są oczy koloru bursztynu. Na szczęście prócz doświadczenia Tropiciel może także liczyć na pomoc ze strony nastoletniego hakera z zespołem Aspergera.

Czarna lista nie była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Fredericka Forsytha (Dzień szakala oglądałam niezliczoną ilość razy, a Psy wojny nadal leżą na półce nietknięte, co obiecuję solennie nadrobić), i naprawdę z wielką przyjemnością zagłębiłam się w tę lekturę. Zaintrygowała mnie po pierwsze historia, która nadal jest aktualna (chociaż od 11 września 2001 r. minęło już 15 lat), po drugie (o czym wspomniałam już wcześniej) dokładny opis organizacji zajmujących się walką z międzynarodowym terroryzmem (na wzmiankę o NCIS wydałam z siebie okrzyk zwycięzcy wygrywającego maraton – naprawdę czasem się zastanawiam nad leczeniem, bo moja miłość do tego serialu graniczy z obsesją), a po trzecie doskonale nakreśleni bohaterowie, począwszy od tych pierwszoplanowych, jak Kaznodzieja czy Tropiciel (on w pewnym momencie skojarzył mi się z Rambo), skończywszy na Arielu.

Sama książka zawiera (co stanowi duże ułatwienie) listę osób, które pełnią mniej lub bardziej istotną funkcję w całej powieści, i podzielona została na trzy części (z prologiem i epilogiem). Część pierwsza (i to warto zaznaczyć) zapoznaje czytelnika z życiem Tropiciela (stąd też skoki w czasie, które czasami irytują). Przeszkadzać też może naprawdę mała liczba dialogów oraz szczegółowe skupianie się na opisie (mnie osobiście nie sprawiało to trudności w przeżywaniu opisywanych wydarzeń).

Doskonale skonstruowana historia, dzięki której udało mi się spojrzeć na pewne rzeczy zupełnie inaczej niż dotychczas, spowodowała także obietnicę zapoznania się dogłębnie z twórczością Forsytha. To powieść zdecydowanie godna polecenia – szczególnie tym, którzy mają słabość do politycznych thrillerów spiskowych.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ