My, zamknięci tylko na chwilę

To sympatyczny wieczór. Mamy trochę wolnego czasu, więc jesteśmy zadowoleni. Wchodzimy do pomieszczenia – sale kinowe są na tyle duże, aby zapewnić komfort wielu osobom na raz. Drzwi nikt nie zamyka na klucz; można wyjść w każdej chwili. Mamy też telefony, z których możemy korzystać, a po drugiej stronie ściany życiem tętni świat, który znamy. Wyłączamy się tylko na chwilę. Co jeśli byłoby inaczej? Co gdyby ktoś odebrał nam komórki, zamknął drzwi i nie pozwolił wyjść? Co gdybyśmy zostali zmuszenia do spędzenia w tym – nagle ciasnym – pomieszczeniu siedmiu lat bez możliwości wyjrzenia przez okno?
 
Do takiej rzeczywistości przyzwyczaja nas Lenny Abrahamson, reżyser filmu Pokój. Kreowane przez niego obrazy sprawiają, że tracimy poczucie czasu i miejsca – zupełnie tak jak bohaterowie. Film opowiada o losach młodej kobiety i jej pięcioletniego syna Jacka. Są oni przetrzymywani w tytułowym pokoju przez mężczyznę imieniem Nick. Chłopiec nie wie o istnieniu świata wykraczającego poza ściany pomieszczenia, jednak zdesperowana matka decyduje się mu o tym powiedzieć, aby dać im szansę na wyzwolenie. My, jako widzowie, jesteśmy świadkami ich walki, która jest czymś znacznie więcej niż tylko walką o wolność. Jednak nie myślmy, że obserwując ten bój, będziemy czuć komfort i wygodę.
 
Twórcy nie pokazują nam świata Joy i jej syna; oni nas do niego przenoszą. Bliskimi, klaustrofobicznymi kadrami, ograniczoną przestrzenią i niewielkim polem widoku sprawiają, że zapominamy o dużej kinowej sali, bo już nas w niej nie ma. Jesteśmy w pokoju wraz z bohaterami. I razem z nimi chcemy uciec. Te zabiegi techniczne powodują, że film wciąga, a jednocześnie każe zapomnieć o jakiejkolwiek rzeczywistości poza tą na ekranie. Pozostaje nam tylko matka, syn i pokój. Pokój upersonifikowany, pokój-osoba, bo Jack wielokrotnie mówi o nim jak o żywej istocie, każdego dnia wita jego wyposażenie, nigdy nie zapomina szepnąć mu dzień dobry czy dobranoc; i nie ma w tym nic dziwnego. W końcu to pomieszczenie jest jedynym, co ma – miejscem, domem, światem, ale też przyjacielem. 
 
Twórcy w wyjątkowy sposób pokazują tragedię osób przetrzymywanych. Choć historia przeraża, pozbawiona jest wyniosłości i prób wybielania bohaterów. Scen przemocy jest mało, nie są też nad wyraz brutalne; może dlatego, że nie stanowią esencji fabuły, ale jedynie skromny dodatek. Matka to nie męczennica walcząca tylko dla syna, to przede wszystkim więziona od siedmiu lat kobieta, której dziecko pomogło te lata przetrwać. Jest człowiekiem z naturalnym instynktem samozachowawczym i pragnieniem wolności. Człowiekiem, którego desperacja pcha do użycia syna jako narzędzia w walce o przetrwanie. Tu nie ma miejsca na godne podziwu wyrzeczenia, bo widzimy człowieka takiego, jaki jest – mającego naturalne reakcje i egoistyczne zapędy, które tak lubimy piętnować, choć sami je mamy. Jest i on, syn – nie zawsze grzeczny, czasem nieposłuszny i roszczeniowy. Nie jest więc kreowany na chłopca z aureolą, aby wywołać większy żal u odbiorcy. To po prostu dziecko, które – jak każde inne – potrafi zdenerwować rodzica.
 
Twórcy nie próbują nami manipulować tworząc bohaterów czystych i pozbawionych grzechu, nie próbują wzruszać pustymi sloganami i patetycznymi dialogami, nie próbują też demonizować. Widzimy rzeczywistość na tyle realną, że w odbiorze jeszcze bardziej dotkliwą. Reżyser nie stara się nas oszukać, pokazując, że zwrócenie wolności jest kluczem do szczęścia. Nie karmi nas złudzeniami co do pięknej przyszłości bohaterów, tak jak wiele innych filmów oscylujących wokół tematu porwania. On pokazuje coś więcej: ogromną traumę i próbę jej zwalczenia, długą drogę ku rzeczywistej wolności, bo samo opuszczenie pokoju nie ma z nią nic wspólnego.
 
Pokój to nie film o uwięzionej matce i synu, którego zakończeniem ma być ucieczka. To film, dla którego wieloletnie przetrzymywanie i przemoc są tylko pretekstem dla ukazania większego problemu – funkcjonowania napiętnowanego człowieka, który musi odnaleźć zagubione przed laty „ja” i nauczyć się żyć na nowo. 
 
Nominowany do Oscara w czterech kategoriach Pokój zachwyca nie tylko doskonale skonstruowanym scenariuszem i reżyserią, ale także świetną grą aktorską. Brie Larson w roli Joy i dziewięcioletni Jacob Trembley jako Jack nadają całej historii realności poprzez wyjątkowe wykreowanie swoich postaci: raz spokojnych i uśmiechniętych, innym razem gwałtownych lub smutnych. Bardzo dobra jest także scenografia, jednak ani ona, ani kostiumy, ani nawet muzyka nie kradną uwagi widza i nie odwracają jej od samej fabuły. Tu każdy element zdaje się współpracować przy opowiadaniu historii. Historii, która zamyka widza w swoich sidłach, czyni z niego współwięźnia bohaterów i pozwala wyjść dopiero wraz z nimi. A gdy zapalają się lampy i otwierają drzwi, patrzymy na wydobywające się zza nich światło, widząc świat, który dwie godziny wcześniej wydawał się całkiem zwyczajny.
 
 
 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia