„Nagrygol mi baranka”, czyli „Mały Książę” po wielkopolsku

0
421

Grudzień jest miesiącem, który każdemu kojarzy się ze świętami – to oczywiste. Jednak w tym roku wydarzyło się coś jeszcze: została wydana wielkopolska wersja Małego Księcia Antoine’a de Saint Exupery’ego w przekładzie Juliusza Kubla – jednego z ważniejszych znawców gwary poznańskiej. Przed wami Książę Szaranek

Tytuł: Książę Szaranek
Przełożył na gwarę wielkopolską: Juliusz Kubel
Wydawnictwo: Media Rodzina

Nie jestem rodowitą poznanianką, ale jestem jak najbardziej rodowitą śremianką, a zatem i Wielkopolanką. Z gwarą poznańską znamy się od dziecka – i choć na co dzień raczej nie posługuję się nią w takiej formie, jaką zaprezentował Kubel w Księciu Szaranku, nie oznacza to, że jej nie rozumiem. Z „poznańskości” niektórych form nawet nie zdawałam sobie sprawy, dopóki nie rozpoczęłam studiów polonistycznych. No ale cóż… to nie błąd, to nie grzech. My, Wielkopolanie, musimy swoją mowę pielęgnować tak jak górale pielęgnują swoją mowę góralską! 

Gdy dowiedziałam się o wydaniu Małego Księcia w wersji wielkopolskiej, od razu Szaranka pokochałam. Oto niesamowite dzieło z kanonu literatury światowej zostało przetłumaczone na – chciałoby się powiedzieć – język poznański i mam możliwość zapoznania się z nim, przeczytania go, wysłuchania, poznania na nowo przygód, które po raz pierwszy poznałam około dziesięciu lat temu i które stały się dla mnie wzorem. Chyba nie ma osoby, która nie przeczytałaby tego utworu albo nie zetknęłaby się z nim. Najpiękniejsze cytaty pochodzą właśnie z Małego Księcia, jest on przekazywany z pokolenia na pokolenie, stanowi odpowiednią lekturą zarówno dla dziecka, jak i dla dorosłego. Jest po prostu ponadczasowy. Dlatego właśnie powstanie wersji wielkopolskiej jest dla mnie takie ważne.

Co tu dużo mówić… Mały Książę jest i oryginalny, i wspaniały. Tego nie trzeba powtarzać, wystarczy stwierdzić raz. Przygody Małego Księcia, który pochodził z malutkiej planety obrośniętej baobabami i opiekował się wrażliwą różą, do dziś zachwycają i wzruszają. I choć jest to książeczka należąca do literatury dziecięcej, zaryzykuję stwierdzenie, że jej przesłanie okaże się bardziej zrozumiałe dla dorosłego odbiorcy. W końcu nie chodzi tylko o malutką różę, lisa czy węża, nie obrazki są najważniejsze, ale… to, co kryje się jakby między wierszami, czego na pierwszy rzut oka nie dostrzegamy, a co po przeczytaniu staje się jasne jak słońce. 

O samym Małym Księciu mówić nie będę, bo zakładam, że nawet jeśli ktoś go nie lubi (wiem, że są takie osoby), doskonale wie, o co chodzi. W przypadku Księcia Szaranka należy się skupić na formie, w której została przedstawiona treść. Juliusz Kubel ukazał swojskość gwary poznańskiej w całej okazałości. Dzięki temu, że przełożył całość na „nasze” (mówię to z perspektywy Wielkopolanki, ale nie tylko, bo przecież gwara nadal jest językiem polskim, tylko że nieco innym niż ten ogólny), książka Exupery’ego zyskała jednocześnie na znaczeniu – wszak popularyzowanie arcydzieł literatury światowej ubogaca naszą kulturę – i na doskonałości. Jestem pełna podziwu dla pracy, którą włożył w Księcia Szaranka Kubel i uważam to za swego rodzaju przełom w dorobku polskiej dialektologii. 

Książę Szaranek jest niewątpliwie przeznaczony dla poznanian i Wielkopolan w ogóle, ale może stanowić ciekawą przygodę również dla czytelnika niepochodzącego z Wielkopolski. Do książki dołączony jest słowniczek zawierający trudniejsze słowa gwarowe, a całość została nagrana na płycie – co jest doskonałą okazją do tego, żeby tego wspaniałego wielkopolskiego dialektu posłuchać. Podczas lektury można się świetnie bawić, mając jednocześnie świadomość, że Mały Książę wciąż przeżywa okres swojej świetności i nie sądzę, żeby kiedykolwiek miało się to zmienić.

WydawnictwoMediaRodzina-3

ZOSTAW ODPOWIEDŹ