Nowy rok, nowe życie

Tyle razy obiecujemy sobie, że w nowym roku spełnimy najskrytsze marzenia i wywiążemy się z własnych zamierzeń – nazywanych pięknie postanowieniami noworocznymi. Z własnego doświadczenia wiem, że planowanie czegokolwiek na cały rok nie jest dobrym pomysłem, ponieważ nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak potoczy się nasze życie z biegiem czasu. Pierwszego dnia stycznia wydaje nam się, że to proste – wystarczy żyć tak, żeby co jakiś czas „odhaczać” poszczególne punkty na liście postanowień. Chyba nie do końca tak to działa.

Owszem, powinno być tak, że pierwszy dzień roku jest wstępem do kolejnego szczęśliwego roku, ale niestety niemożliwe jest wywiązanie się ze wszystkich postanowień. Raczej nie ma wśród nas ludzi, którzy co roku 31 grudnia mogą szczerze powiedzieć, że nie pominęli żadnego punktu z listy. To tylko z pozoru „taka tam lista”. Musimy wziąć pod uwagę, że każdy punkt jest dla nas ważny, skoro umieściliśmy je na tej prywatnej liście postanowień. Bierzmy zatem pełną odpowiedzialność za słowa, a następnie za czyny. Nie rzucajmy słów na wiatr.

Obiecanki cacanki, a głupiemu radość – mówimy i mamy rację. Tak to wygląda, gdy spojrzymy na to, co robimy, z perspektywy obserwatora, a nie tego, który zamierza i pewny siebie, z podniesioną głową twierdzi, że w tym roku w końcu mu się uda. Chociaż brzmi świetnie, przepraszam, ale chyba nie wierzę, że ostatniego dnia roku – także pewny siebie i z podniesioną głową – powie: „tak, udało się!”. 

Przekonałam się, że to głupota – robienie jakichkolwiek list już wielokrotnie spaliło na panewce, więc przyszedł mi do głowy inny pomysł. Stworzyłam listę rzeczy, które… mogą się spełnić: będę szczęśliwa. I – UWAGA! – ten (jedyny) punkt na mojej liście co roku zostaje odhaczony. 

Zaczynam i kończę rok z czystym kontem. Nie stawiam sobie wymagań nie do osiągnięcia, mierzę siły na zamiary i zamiary na siły, wierzę w siebie, ale jednocześnie jestem świadoma własnych słabości. Każdy z nas ma mocne i słabe strony – i musimy zdawać sobie z nich sprawę. Jeśli jesteśmy doskonałymi tancerzami, możemy sobie postanowić, że przyszły rok będzie obfitował w próby, a my będziemy walczyć o kolejne sukcesy, ale jeśli jesteśmy marnymi poetami, nie obiecujmy sobie, że napiszemy tomik wierszy na miarę światowych bestsellerów „New York Timesa”. Nie obrastajmy w piórka, ale bądźmy… po prostu sobą. 

Kimkolwiek możecie być, gdy założycie obojętnie jaką maskę – wybór jest ogromny: możemy w jednej chwili stać się kotami, psami, stołami, gwiazdami i Marilyn Monroe. Niestety nikt nie wymyślił jeszcze maski „siebie”, którą moglibyśmy bez przeszkód założyć i grać do woli. A nawet jeśli ktoś kiedykolwiek taką stworzy, i tak bycie sobą najlepiej wychodzi nam „na żywo” – dajmy więc z siebie wszystko i obiecajmy sobie, że będziemy sobą i tacy będziemy szczęśliwi. 

Leave a comment



Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Jesteśmy na:

ekulturalni.pl
lubimyczytac.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia