Przesunąć horyzont – w pogoni za marzeniami

Kiedy na początku wspinaczki patrzę na potężną górę, czuję się przytłoczona. Kiedy widzę tę samą górę już po zejściu – czuję wyłącznie dumę i wiem, że mogę wszystko. Bo niemożliwe nie istnieje.

Tytuł: Przesunąć horyzont
Autor: Martyna Wojciechowska
Wydawnictwo: Burda Książki

Przez miejscową ludność uważany jest za siedzibę bogów. Po tybetańsku nazywany Czomolungma, czyli Bogini Matka Ziemi, po nepalsku Sagarmatha – z sanskrytu „mający głowę w niebie”.

Mount Everest, Czomolungma, Góra Gór, niebezpieczne wyzwanie oraz marzenie wielu. 8848 m n.p.m. – najwyższy szczyt na Ziemi, piękny, wspaniały, ale i groźny żywioł. Pierwszymi zdobywcami zostali Edmund Hillary oraz Tenzing Norgay w 29 maja 1953 roku. Muszę przyznać, że czytając książkę, dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy na temat naszych rodaków i wspinaczki. 16 października 1978 roku swoją stopę na szczycie postawiła pierwsza Polka i Europejka jednocześnie oraz trzecia kobieta na świecie, Wanda Rutkiewicz. Należy do grona najlepszych himalaistek w historii. Następnie Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki 17 lutego 1980 roku pokonują świętą matkę wszechświata podczas zimy, gdy temperatura spada poniżej -40 stopni. Andrzej Czok i Jerzy Kukuczka wyznaczają nową drogę od strony południowo-zachodniej w tym samym roku. W 1989 roku Eugeniusz Chrobak i Andrzej Marciniak wytyczają nową drogę na szczyt Granią Zachodnią. Podczas tej wyprawy ginie 5 osób, jedynie Andrzej Marciniak przeżywa. W 2005 roku Marcin Miotk pokonuje matkę gór i jest pierwszym Polakiem, który podczas wyprawy nie użył tlenu w butlach.

Przesunąć horyzont bardzo mi się spodobała, jednak momentami miałam wrażenie, że autorka opisuje wszystko trochę chaotycznie. Kartki z dziennika spisane podczas wyprawy, wspomnienia przyjaciół, którzy zginęli i którym również dedykowana jest książka, mieszały się z opowieścią o całym trudzie, jaki został włożony w przygotowanie do wyprawy i dokonanie niezwykłego czynu. Podobało mi się umieszczenie na końcu wykresu aklimatyzacji podczas wyprawy pani Martyny w 2006 roku, informacji medycznych na temat chorób towarzyszących himalaistom/alpinistom oraz krótkiej historii wypraw na Mount Everest. Pozycja ta zawiera wiele cennych informacji i muszę przyznać, że dowiedziałam się z niej sporo interesujących rzeczy dotyczącej wspinaczki wysokogórskiej. 

Autorka opisuje przygotowania do zdobycia ośmiotysięcznika oraz stres z tym związany. Ze szczegółami zwraca uwagę na kwotę, jaką należy przeznaczyć na wyprawę, co jest równoznaczne z bezpieczeństwem, odpowiednim sprzętem i przewodnikami. Ogrom pracy przed wyruszeniem jest gigantyczny. Dobrze zaplanowana akcja górska, wytrzymałość fizyczna i psychiczna są bardzo ważne. Martyna na kolejnych stronach opisuje męczarnie, z jakimi się spotkała wraz ze swoją ekipą podczas rozmów z celnikami, załatwianiem formalności, bagażami.

Otwarcie i bezpośrednio opisuje swoje myśli, uczucia, problemy, nieprzemyślane szczegóły, nawet popełniane przez nią samą błędy, np. gdy w Namche Bazaar podczas robienia prania zapomniała je pozbierać i wiatr poniósł jej bieliznę. Pisze o swoich celach, marzeniach, ale i o trudnych warunkach pogodowych, rozdrażnieniu i złości. O strachu i niebezpieczeństwie czyhających z każdej strony. Również o swoich kompanach. Zwraca uwagę na to, jak ważne jest mieć obok siebie prawdziwych przyjaciół, bo gdy jeden odda za ciebie życie, drugi odda ciebie za zdobycie celu. Podkreśla istotność braterstwa liny, dbałość o siebie nawzajem, wsparcie, pomoc.

Mówi również o dramacie rozgrywającym się na szlaku Mount Everest. Przedstawia statystyki zabitych przez ogromny żywioł. Śmierć w górach jest nagła i niespodziewana, jednak dla ludzi chcących zdobyć wymarzony szczyt – świadoma. Na szlakach można natknąć się na zamarznięte ciała zabitych. Jako przykład podaje między innymi śmierć 25-letniego Szerpa, który zginął, zostawiając swoją młodą żonę w trzecim miesiącu ciąży czy dramat Davida Sharpa, który zmarł przez brak odpowiedniego wyposażenia i tlenu, którego mijali kolejni wspinacze, nie udzielając mu żadnej pomocy. Wzbudziło to we mnie mieszane uczucia, wątpliwość w ludzki odruch i poruszenie.

Zdobycie góry gór uświadamia nam, że nie chodzi o sam cel, o sam szczyt, ale o całą drogę, jaką się przebędzie, i wszystkie trudności, jakie się pokona. W książce brakowało mi większych emocji związanych z dotarciem na szczyt, zachwytów, radości, ekscytacji, uniesienia. Na pewno jest to powieść motywująca i skłaniająca do refleksji nad własnym życiem, do wyznaczania sobie nowych celów, do uświadomienia sobie, że nie ma rzeczy niemożliwych, tylko niektóre wymagają czasu, cierpliwości, przemyślenia, spokoju i nauki.

Subskrybuj przez e-mail!

Wprowadź swój adres e-mail, aby zaprenumerować artykuły naszej redakcji i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez e-mail.

Czytaj pierwszy!

Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

Rekomendacje czytelników

© 2017 Redakcja Essentia