Życie Ewy legło w gruzach. Od sześciu lat bezskutecznie próbuje odbudować chociaż namiastkę egzystencji. Ale kolejne dni osnute mgłą bólu, rozdzierającą od wewnątrz rozpaczą i otulone smutkiem jak grubym wełnianym kocem, przypominają bardziej wegetację niż życie. Depresja. Poczucie straty. I wielki żal do świata, Boga, losu, ludzi.

Tytuł: Samulka
Autor: Kinga Facon
Wydawnictwo: Otwarte

– Dlaczego Go [Boga] nie ma?
– Jest […]
– To dlaczego nie odpowiada, kiedy do Niego wołam?
– Może odpowiada, tylko nie słyszysz, bo jesteś zbyt zajęta wołaniem.
Ten anioł mówił o nadziei. I stałam przed nim, w ciemności, z sercem czarnym od rozpaczy, żołądkiem ściśniętym ze strachu i z oczami, którym prawie zabrakło już łez, z obolałą duszą i głową spęczniałą od wizji pełnych grozy i śmierci. I ostatkiem sił prosiłam go, żeby przekazał swojemu szefowi, by mi pomógł, bo ja już nie mogę.

Ewa zamyka się w kokonie bólu, nieczuła na odruchy ludzkiej życzliwości. Jak sama twierdzi, swoim sposobem bycia przypomina neandertalczyka. Nie czytuje prasy, nie ogląda telewizji, gardzi mediami pod każdą postacią. Jedynym (prócz antydepresantów) ratunkiem i kotwicą trzymającą ją przy zdrowych zmysłach są książki. I wyimaginowany świat z wymyślonymi postaciami. To z nimi prowadzi dysputy, to im się żali, to oni towarzyszą jej w próbie przetrwania kolejnego dnia. Jednak Bilbo Baggins, Anna Shirley i Pan Tadeusz nie istnieją naprawdę…

– Z jakiej ty jesteś książki? […] ja nie umiem rozmawiać z prawdziwymi ludźmi. Wstydzę się, boję. Rozmawiam tylko z postaciami z książek.

No nie. On nie może być prawdziwy. Który mężczyzna użyłby słowa „lawendowy”?

Główna bohaterka sama zaczyna się gubić w tym, czy postać mijana podczas spaceru w parku jest prawdziwa, czy wyciekła z jej bujnej wyobraźni. Czy ten czarnooki przystojniak, którego wzrusza nie tyle napis na drzewie, ile fakt okaleczenia przyrody bzdurnym wyznaniem miłości (zapewne szczenięcej i, jak to z takową bywa, nietrwałej) to omam? Przestaje odróżniać fikcję od prawdy. Czy ten mężczyzna, który tak bezceremonialnie ją podrywa i proponuje oddalenie się do pokoju hotelowego w wiadomym celu jest kolejnym bohaterem przeczytanej niedawno książki?

[…] istnieje? Pachnie. Zabrał psa. I najważniejsze: nie potrafię go dopasować do żadnej książki.

Gdyby nie przeprowadzka z Warszawy do małej miejscowości Samulki, życie Ewy nadal pozostałoby zasnute mgłą nierealności. A ona z pewnością nie odnalazłaby sensu dalszej walki o normalność wśród pędzącego gdzieś tłumu, w którym nie ma ludzi, tylko korporacyjni pracownicy ze smartfonem w jednej dłoni, kawą (latte) w drugiej i słuchawkami od mp3 w uszach.

A Samulki to typowa mała miejscowość, w jakiej wszyscy się znają, są dla siebie życzliwi. I nie da się ukryć wewnętrznego smutku pod przykrywką obojętności i wstydliwości. Ewa podejmuje pracę księgowej w przedszkolu. Stopniowo wtapia się w małą społeczność, która, czy kobieta tego chce czy nie, próbuje do niej dotrzeć i pomóc. 

Za bardzo się wszystkim przejmujesz. Wydarzenia i uczucia miotają tobą, jak chcą. A to ty musisz kontrolować sytuację.

Samulka to piękna historia napisana swobodnym stylem z rewelacyjnymi dialogami okraszonymi potężną dawką humoru. Książka wzrusza i zachwyca swą prostotą oraz jasnym przekazem.

Zmusza do zadania sobie fundamentalnych pytań: czy Bóg istnieje? czy do osiągnięcia szczęścia potrzebna jest boska ingerencja? Czy jesteśmy kowalami własnego losu i sami potrafimy uporać się z kłodami rzucanymi pod nogi?

Bardzo wiele odniesień do wiary i Boga, próba zrozumienia ważnych fragmentów Ewangelii znacząco wzbogacają fabułę i nie sprawiają, że powieść wydaje się moherowa, „na siłę” umoralniająca i nawracająca. Kwestia powierzenia własnych trosk Bogu jest przestawiona w sposób przystępny i delikatny.

Będąc wielbicielką literatury grozy, thrillerów, horrorów dostałam w Samulce, prócz doskonałej opowieści obyczajowej, bonus w postaci przyspieszonego bicia serca i westchnienie: „nie, tak nie może być!”

Bo prawda jest taka, że sięgając po tę powieść oczekiwałam książki typu „light” – na jedno popołudnie. Przeczytana, za godzinę zapomniana. Niczym osławione 3xZ na studiach – zakuć-zdać-zapomnieć. Dostałam zaś historię, o jakiej myślę od kilku dni i która na długo we mnie pozostanie.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ