Poskładam moje serce w całość. Stworzę legendę. Dla ciebie

0
216

Każdy z nas doświadczył kiedyś w swoim życiu straty. Dla jednych była może mniejsza, dla innych większa. Jednak kiedy w naszej codzienności zaczyna brakować czyjejś obecności, często nie możemy normalnie funkcjonować. Zwłaszcza kiedy nie ma już nadziei na to, że ktoś wróci. 

Tytuł: Gus
Autor: Kim Holden
Wydawnictwo: FILIA

 

Po tym jak Kate czy – jak ją nazywano – Promyczek, przegrała swoją walkę z rakiem, świat Gustova się zawalił. Muzyka nie dawała mu już satysfakcji, a pierwsza trasa koncertowa po śmierci Kate była dla niego torturą. Pociechy i zapomnienia zaczął więc szukać w alkoholu, niekończących się imprezach i towarzystwie przypadkowych dziewczyn. Kilka miesięcy przemknęło mu jak w transie. Jednak nie mogło to trwać w nieskończoność. Niekiedy Gus musiał choć częściowo oczyścić swój umysł z alkoholu, a wtedy wracały wszystkie wspomnienia. Promyczek. Tylko o niej potrafił myśleć, a im dłużej to robił, tym większa rana powstawała w jego sercu. Jednak kiedy na jego drodze pojawiła się niepozorna Scout, chłopak choć częściowo mógł odwrócić uwagę od dręczącej go przeszłości. Początkowo ich znajomość opierała się tylko na wzajemnej niechęci. Z czasem Scout – choć nie chciała tego przyznać – zaczęła zauważać, że Gus jest naprawdę wartościową osobą, mimo pierwszego wrażenia, jakie na niej zrobił. W miarę upływu czasu Gus i Scout coraz lepiej się dogadywali, dla obojga z nich ta znajomość była w pewnym sensie terapią uśmierzającą ból i rany otrzymane w przeszłości. 

Historia Gusa to opowieść pełna bólu i cierpienia po stracie. Wraz ze śmiercią Promyczka odchodzi też część jego serca. Ta część, która zawsze należała do niej. Chłopak codziennie musi zmagać się z rozrywającą serce pustką i prawie namacalną samotnością. Kiedy czyta się o tym wszystkim, najbardziej denerwuje bezsilność. Nic nie można zrobić, wydaje się, że to koniec. A jednak to chyba prawda, że każdy koniec może być nowym początkiem. 

Kiedy czytałam tę książkę, strasznie denerwowało mnie to, że ja jako czytelnik nie mam na nic wpływu. No bo to przecież tylko fikcja, wymyślony przez autorkę świat i bohaterowie. Jednak kiedy wyobrażałam sobie, jak bardzo Gus musiał cierpieć, miałam ochotę go przytulić i powiedzieć, żeby się nie poddawał. A jeśli nie, to płakałabym razem z nim. Ta historia jest po prostu inna. Chyba nie umiem znaleźć odpowiednich słów, żeby to opisać. Bo to, co zrobiła z moim sercem Kim Holden, powinno mieć jakieś nowe określenie. Podczas lektury całkowicie zrywałam połączenie z otaczającym mnie światem, całą sobą byłam z Gusem. Może to śmieszne, ale przez chwilę wyobrażałam sobie, jakbym była Promyczkiem. Bo ona cały czas z nim była. Jestem tego pewna. Do całej tej cudownej historii dochodzi również wątek muzyczny. Gus na początku nie może sobie poradzić i w nim samym tworzy się blokada, która jest jak niewidzialny mur oddzielający go od jego pasji, jaką jest tworzenie nowych piosenek. Czegoś całkiem innego. Tworzenie legendy. Kiedy w końcu na nowo budzą się w nim uśpione struny, wszystko łączy się we wspaniałą całość. 

Kim Holden wykonała naprawdę świetną robotę. Kiedy sięgałam po tę książkę, nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego – ot, kolejnej typowej młodzieżówki. Jednak zostałam całkowicie zaskoczona, kiedy okazało się, że historia Gusa jest jedną z najbardziej poruszających, jakie ostatnio miałam okazję poznać. No i nie powtarza w zupełności modnych teraz schematów. Nie gwarantuję, że spodoba się każdemu, ale myślę, że naprawdę warto ją przeczytać – nawet, jeśli nie miało się w rękach poprzedniej części. Z całego serca polecam każdemu, kto ma choć chwilę czasu. A w sumie nie musi go mieć – od pierwszej strony zostanie wciągnięty do świata Gusa, a z niego nie da się tak szybko wyjść. 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ